Trzęsienie ekranu
Trzęsienie ekranu. Hollywood ery Trumpa traci dawny blask. Zobaczymy to na Oscarach?
W przełomowych dla kultury momentach komentatorzy czasami odwołują się do piosenki „Video Killed the Radio Star” grupy The Buggles, przypominając, że warto poczekać na ostateczny efekt, bo przecież okazało się, że teledyski nie zabiły radiowych gwiazd, podobnie jak streaming nie zabił (jak dotąd) kina. Tyle że radykalne zmiany rzadko bywają w ten sposób zero-jedynkowe. MTV może zmieniła rynkowe reguły gry, ale nie zabiła radia – za to sama niedawno dokonała żywota jako nośnik muzycznych treści. Ani telewizja, ani łatwo dostępne nośniki fizyczne (od kaset VHS po płyty Blu-ray), ani nawet globalne serwisy streamingowe nie wykończyły Hollywood, ale każda z technologicznych rewolucji wymuszała na producentach i studiach daleko posunięte zmiany – nie mniejsze niż upowszechnienie filmu dźwiękowego w latach 20. ubiegłego wieku. Niewykluczone jednak, że Hollywood stoi właśnie u progu największych zmian od stulecia, a wszystko za sprawą splotu technologii, obyczajów, wielkiej polityki i jeszcze większych pieniędzy.
Czytaj też: Oscary 2026 będą przełomowe. Cieszą dwie nominacje dla Polaków. „Grzesznicy” rozbili bank
Oligarchowie kina
Przynajmniej od dekady kino przeżywa kolejne wstrząsy: wzrost konkurencji ze strony streamingu, kilkuletnia zapaść wywołana pandemią, wykorzystanie systemów generatywnej sztucznej inteligencji to problemy, z którymi muszą się mierzyć twórcy na całym świecie. Hollywood może do tej listy dopisać niedawne strajki scenarzystów i aktorów, a także polityczną niepewność prezydentury Donalda Trumpa.
Amerykańskie kino głównego nurtu było w ostatnim czasie kojarzone raczej z poglądami progresywno-liberalnymi (nawet jeśli w bezpiecznym, zachowawczym wydaniu), teraz jednak część twórców zdecyduje się albo na skręt w prawo, albo w najlepszym razie na polityczną neutralność.