Kulturalnie polecamy i ostrzegamy. Super Mario, czyli oda do radości. Dorośli tego nie zrozumieją
Historia się powtarza – pierwszy film o wąsatym hydrauliku Mario okazał się komercyjnym i frekwencyjnym sukcesem, ale spotkał się z niezrozumieniem krytyków i komentariatu. Jego kontynuacja, „Super Mario Galaxy Film”, wywoła jeszcze większy festiwal pohukiwań, kręcenia nosami i wymądrzania się ze strony dorosłych, którzy zwyczajnie niczego nie rozumieją. Tymczasem jest to film w swojej kategorii genialny, ale najpierw trzeba zrozumieć, co to za kategoria.
Opisując historię i fenomen braci Mario w 2023 r., postawiłem hipotezę, że część tej niechęci bierze się z faktu, że to film dla dzieci, który nie robi żadnych ukłonów w stronę dorosłego widza. Druga część idzie tu jeszcze dalej, pozbywając się zbędnych wątków psychologicznych – pierwsza miała jeszcze na siłę wciśnięty wątek kompleksów Mario wobec ojca, ale to nie wystarczyło, żeby zaskarbić sobie przychylność narzekaczy.
Prawo do frajdy
Tym razem wytaczają argument, że nie można bronić Mario jako „filmu dla dzieci”, bo dzieciom „należą się dobre filmy”. Dobre, czyli takie, w których dużo się mówi o emocjach, przepracowuje pokoleniowe traumy, zagląda do głowy i do duszy; nie wystarczy, że jesteś Spider-Manem, jesteś do kompletu metaforą dojrzewania; nie możesz po prostu śpiewać K-popu i walczyć z demonami, jeśli przy okazji nie walczysz ze swoimi demonami na kozetce u psychiatry. Taka perspektywa pojawia się z dwóch powodów – raz, że mamy nurt kina familijnego,