Ofiary eksplozji
Najbrzydsze okładki książek. Czy wczesna polska fantastyka to szmira? Obalmy trochę mitów
Okładki popularnych książek z początku lat 90. można ułożyć w opowieść o polskiej transformacji. O tym, czego przez lata nie można było pokazywać, a nagle wszelkie ograniczenia zniknęły. Sporo przemocy, niewiele mniej nagości, herosi wymachujący mieczami bądź karabinami. I dużo dosłowności, nawet gdy mowa o powieściach fantastycznych i horrorach. Statki kosmiczne, zombie, wampiry, cmentarze, potwory rozszarpujące ludzkie szczątki. Ewentualnie kulturysta w typie Arnolda Schwarzeneggera (koniecznie z filmów o Conanie Barbarzyńcy) w ogniu walki. Podróbka Conana mogła sprzedać prawie wszystko, więc zdarzało się, że umięśnieni tytani pojawiali się nawet na okładkach książek, które nie miały nic wspólnego ani z cymeryjskim barbarzyńcą, ani z jego twórcą Robertem E. Howardem, ani nawet z fantasy jako gatunkiem.
Nic dziwnego, że ten bohater patronuje również nowej książce Patryka Mogilnickiego „Conan sp. z o.o.”. Jej podtytuł – „Polscy ilustratorzy i projektanci okładek książek fantastycznych w Polsce okresu transformacji (1985–1995)” – z miejsca wprowadza w temat. Uwaga: dzisiejszym 50-latkom lektura grozi nagłym wzmożeniem nostalgii. „Projekty okładek, o których opowiada niniejsza książka, bronią się także dzięki sentymentowi, jakim darzymy je my, czytelnicy, którzy w dobie transformacji byliśmy jeszcze nastolatkami. Stanowią zapis minionej epoki, tego czasu, kiedy wszystko było wolno. Są też świadectwem młodzieńczej energii, często bowiem tworzyli je pasjonaci, będący wówczas na początku swojej artystycznej drogi”, pisze Mogilnicki.
Czytaj też: