Fantazja Pawlikowskiego
Pawlikowski ma szansę na Złotą Palmę? „Ojczyzna” grzebie w ranach niemieckiej historii
Recenzje „Ojczyzny” nie pozostawiają wątpliwości: Polak nie wyjedzie z Cannes bez nagród. „To wyjątkowo elegancki i wyważony film, którego zwięzła forma i dyscyplina formalna mieszczą potężny ładunek emocjonalny” – zauważa recenzent „Guardiana”. „Opowiadany z wyrafinowaną powściągliwością, a jednocześnie wielowarstwowy niczym palimpsest” – chwali branżowy „The Hollywood Reporter”. „Mieszanka intymności i dystansu, przenikliwy i ambitny film, który chce obnażyć rozdartą duszę Niemiec po drugiej wojnie światowej” – to z kolei „Variety”.
Nowy film Pawła Pawlikowskiego stanowi imponujące domknięcie jego czarno-białej trylogii, w której skład wchodzą „Ida” i nagrodzona za reżyserię w Cannes „Zimna wojna”. Estetycznie to równie wyrafinowana konstrukcja, z dyskretnymi odniesieniami do klasyki kina, fotografii z połowy XX w., pięknie sfilmowana przez Łukasza Żala.
Spowolniony, intelektualno-poetycki rytm zamyka w zaledwie 71 min wyjątkowo skondensowaną i bogatą w sensy opowieść, w której reżyser – jak w poprzednich filmach – wraca do czasów powojennych, znów drąży problem rozliczeń wywołanych okupacyjną pożogą, lecz tym razem interesują go niezabliźnione rany niemieckiej historii. Przedstawia to szerzej, w kontekście rozdartej ideologicznymi podziałami Europy, trzymanej w szachu przez dominujące mocarstwa: Sowietów i Amerykanów, co świadomie przybliża wymowę filmu do współczesnych sporów: o kierunek, w jakim podąża nasz świat, kryzys wartości, utratę wiarygodności elit, szczególne miejsce sztuki i oczywiście także o duchową pustkę po śmierci Boga.
Czytaj też: