Film

Gaszenie pożarów

Recenzja filmu: „Kraina wielkiego nieba”, reż. Paul Dano

Jeanette (Carey Mulligan) i Jerry (Jake Gyllenhaal) Brinsonowie. Jeanette (Carey Mulligan) i Jerry (Jake Gyllenhaal) Brinsonowie. Scott Garfield/M2 Films / materiały prasowe
Jake Gyllenhaal wykorzystał nieliczne sceny, w których tu występuje, by zbudować mocną rolę bezrobotnego ojca z Ameryki z lat 60.

Zatrudnia się on, żeby przez kilka miesięcy w oddaleniu od rodziny walczyć z potężnymi pożarami lasów. Równie sprawnie Carey Mulligan gra jego żonę, która przez lęk przed porzuceniem i konieczność usamodzielnienia się zaczyna odreagowywać i dość toksycznie traktuje ich syna, nastoletniego Joego (Ed Oxenbould). Jednak, mimo mocnych kreacji, mimo kompetentnej reżyserii i ładnych zdjęć, w „Krainie wielkiego nieba” coś nie gra. Szwankują dialogi, które napisali debiutujący jako reżyser amerykański aktor Paul Dano i jego dziewczyna Zoe Kazan (zagrała również u Coenów w recenzowanym obok filmie Netflixa). Oboje kładą nacisk na rozmowy stonowane, konkretne i banalne w wyrazie do tego stopnia, że wydają się one momentami oderwane od naturalnych ludzkich reakcji. W założeniu w dialogach chodziło najwyraźniej o to, żeby pokazać, że pod powierzchnią w rodzinie wszystko się gotuje, niestety w praktyce wyszło koślawo.

Kraina wielkiego nieba, reż. Paul Dano, prod. USA, 105 min

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną