Recenzja filmu: „Kraina wielkiego nieba”, reż. Paul Dano

Gaszenie pożarów
Jake Gyllenhaal wykorzystał nieliczne sceny, w których tu występuje, by zbudować mocną rolę bezrobotnego ojca z Ameryki z lat 60.
Jeanette (Carey Mulligan) i Jerry (Jake Gyllenhaal) Brinsonowie.
Scott Garfield/M2 Films/materiały prasowe

Jeanette (Carey Mulligan) i Jerry (Jake Gyllenhaal) Brinsonowie.

Jake Gyllenhaal wykorzystał nieliczne sceny, w których tu występuje, by zbudować mocną rolę bezrobotnego ojca z Ameryki z lat 60. Zatrudnia się on, żeby przez kilka miesięcy w oddaleniu od rodziny walczyć z potężnymi pożarami lasów. Równie sprawnie Carey Mulligan gra jego żonę, która przez lęk przed porzuceniem i konieczność usamodzielnienia się zaczyna odreagowywać i dość toksycznie traktuje ich syna, nastoletniego Joego (Ed Oxenbould). Jednak, mimo mocnych kreacji, mimo kompetentnej reżyserii i ładnych zdjęć, w „Krainie wielkiego nieba” coś nie gra. 

Kraina wielkiego nieba, reż. Paul Dano, prod. USA, 105 min

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj