Film

Twardziel

Przyzwoite aktorstwo, fabuła niesztampowa, trzymająca w napięciu.

Do wielu niemieckich tytułów odnoszących ostatnio międzynarodowe sukcesy („Życie na podsłuchu”, „Pachnidło”, „Głową w mur”) chyba warto dopisać jeszcze „Twardziela” Detleva Bucka.

Kameralny film o nastolatku sprzedającym narkotyki w berlińskich dzielnicach nędzy jest ostrym, społeczno-obyczajowym plakatem z lekką domieszką sensacji. Czuje się w nim klimat wczesnych dramatów Scorsese, z wyczuciem i znajomością środowiska opisujących degrengoladę młodych gangsterów buszujących w wielkomiejskich przedmieściach. Niemieckiego reżysera to właśnie interesuje najbardziej – zderzenie z bezwzględnością mafii i dramatyczny upadek wkraczającego w życie człowieka, nie potrafiącego w porę dokonać właściwego wyboru.

Piętnastoletni chłopak (David Kross), który z prowincji przeprowadza się z matką do uboższych rejonów stolicy, staje się ofiarą młodocianego gangu tureckich imigrantów. Jest szykanowany, bity, szantażowany i zmuszany do przynoszenia dużych sum, które zdobywa włamując się z kolegami do bogatych domów.

Sposób realizacji podporządkowany rytmowi głośnej rockowej muzyki przypomina telewizyjny reportaż. Ale obserwacja reżysera sięga głębiej, aspirując do rangi współczesnego moralitetu. Na uwagę – oprócz ciekawie zarysowanego tła obyczajowego – zasługuje przyzwoite aktorstwo i niesztampowa, trzymająca w napięciu fabuła.

 

Reklama

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną