Recenzja filmu: "Przed północą", reż. Richard Linklater
Osobliwy rachunek sumienia 40-latków.
Osobliwy rachunek sumienia 40-latków.
Film ma klasycznie przejrzystą strukturę, opowiedziany jest chronologicznie, głos zabierają w nim współpracownicy, rodzina, a nawet dwie byłe żony Allena.
Kto szuka w sensacyjnym „Transie” napięcia, raczej się zawiedzie. Ale zawrót głowy murowany.
Film ma formę reportażu uczestniczącego. Na gorąco wyłapuje infantylne wybryki wiecznie zadowolonych z siebie licealistów, ich egzaltowane emocje, wygłupy, kradzieże, rosnące poczucie bezkarności, za którymi kryje się pustka.
Całkiem obiecujący debiut, choć z zachwytami należy poczekać do drugiego filmu.