Kawiarnia literacka

Potencjał
Siedzę w kawiarni i podsłuchuję rozmowę trzech nieźle ubranych młodych ludzi. Restauracja jest stylowa, ludzie są stylowi, w stylowych oprawkach i żarcie też jest lekkie i stylowe.

Dochodzi do mnie strzępek rozmowy:

– To mieszkanie jest zapuszczone, ale ma potencjał.

Od razu przypomniał mi się news z portalu plotkarskiego, że jakaś tam dziewczyna czeka, aż show-biznes odkryje jej potencjał. I pomyślałem sobie, jakie nagle się wszystko zrobiło niezwykłe i pełne potencjału. Dawniej na to mieszkanie, o którym rozmawiali kolesie z sąsiedniego stolika, powiedziałoby się po prostu zapuszczona speluna. Teraz nawet balkon w bloku może okazać się pełen jakże drogocennego potencjału, gdyby zburzyć to i owo, odmalować itd. I pomyślałem sobie, jacy się nagle zrobiliśmy pełni potencji, jakbyśmy się wszyscy zbiorowo nażarli viagry albo cialisu.

U podstaw teorii o potencjale leży głęboka potrzeba wartości. Nikt nie chce dowiedzieć się, że przypadkiem nabył wstrętną spelunę w złej dzielnicy, z którą nie da się nic zrobić. Przyjemniej uznać, że to właśnie wielka okazja, a kto tak nie uważa, ten nie umie patrzeć. Bo tu trzeba właśnie umieć dojrzeć. Dawniej nie umieliśmy. Teraz umiemy.

Biedne dziewczęta z polskich miast i wsi również już potrafią spojrzeć i odkryć u siebie wielki potencjał. Ich patronkami te wszystkie kopciuszki i śpiące królewny. W bajkowym świecie miał w końcu nadjechać książę i w brudnym Kopciuszku dojrzeć ten potencjał (że wystarczy odmalować, odremontować, wyburzyć ścianę…). Czy ten potencjał był widoczny? Raczej nie, raczej był ukryty dla osób zwykłych, banalnych, takich jak siostry i macochy. Tak jak architekt widzi potencjał w na pierwszy rzut oka zupełnie beznadziejnym mieszkaniu komunalnym z wnęką kuchenną, tak książę – specjalista od kobiecej urody, patron wszystkich jurorów wyborów miss – dostrzega wiadomo co w brzydkim kocmołuchu. Oczywiście znowu – potrzebny jest remont, te wszystkie pantofelki i tak dalej, ponieważ kobieta luksusowa musi generować solidne wydatki. Ale książę umie spojrzeć, właśnie dlatego jest księciem. Jest specjalistą od dobrego wyglądania, żyje na pokaz, cały jest podany z myślą o podziwianiu.

Czy coś się zmieniło? A może dawniej też wszyscy we wszystkim szukali potencjału, tylko ja jakoś tak (zaprzątnięty sprawdzianami i wypracowaniami) tego nie zauważyłem? Było i nie było. Zmieniło się i nie. Moje mieszkanie w bloku, w latach 80., daję głowę, nie miało nawet cienia potencjału. Dzielnica była zwykła, a dziś nagle zrobiła się atrakcyjna i prestiżowa! Jednym z przykładów dobrze dojrzanego potencjału jest warszawskie Miasteczko Wilanów, któremu na dodatek dołożono superprestiżowy „królewski” PR.

Popkultura działała za komuny na takich zasadach, że „liczni oglądają ciągle tych samych nielicznych”. Liczni – nielicznych. Ci nieliczni wychodzili np. w Opolu i śpiewali (w złotych sukniach) teksty oderwane od rzeczywistości, o pięknych rzeczach, o alejach gwiazd, o miłości. Tam gdzieś pałowali, strajkowali, a tu o miłości albo że „cudownych rodziców mam”, jak rozmowa z królową Anglii – zgodnie z kodeksem dyplomatycznym – tylko o pogodzie. Ci nieliczni byli utrzymani w paradygmacie Zdzisławy Sośnickiej i Zbigniewa Wodeckiego, utrzymani w przesłodzonej konwencji Koncertu Życzeń. Aż tu nagle przychodzą wczesne lata 90. i na ekranie pojawia się taki na przykład Curt Cobain, w czapce z pomponem i w ośmiu parach koszul w kratkę po pięć funtów każda. I wygląda, jakby był z tych „licznych”, a nie odstawionym wybrańcem. Liczni zaczęli sami przeglądać się w lustrach telewizorów, oglądać swoją nudę i beznadziejność w „Big Brotherach”, a potem z zapartym tchem zaczęli oglądać swój amatorski seks i swoje banalne filmiki z wakacji w Internecie. Aż doszło do dna, czyli do „mięsnego jeża”. Czyli dawniej coś, co było pokazane publicznie, miało być oddzielone grubą krechą od sfery prywatnej, a potem sfera prywatna uznała, że to ona właśnie ma potencjał itd.

Tak więc Kopciuszek, czyli ci wszyscy szarzy liczni, nie zauważył, że i on może mieć potencjał. Ba, może nawet już za samo to, że jest Kopciuszkiem, należy mu się odkrycie? Wszak to kopciuszki się odkrywa, a nie bogate i wystrojone siostry? Siedzi sobie jakaś nastolatka w, powiedzmy, Kaliszu, ogląda cyfrowy Polsat, widzi te wszystkie beztalencia i uznaje, że ona też. Ona po prostu odkrywa w sobie nagle niezmierzony wprost potencjał. Ponieważ właściwie kto sprawdzał? Kto dotąd sprawdzał? A jeśli to akurat na jej działce jest ropa? Miałaby przespać całe życie, być może siedząc na złotej żyle? Naprzeciw ich oczekiwaniom wychodzą producenci programów-castingów, które od dziesięciu lat są piekłem i rzeźnią dla złudzeń. Tam się z rozkoszą podcina motylkowate skrzydła nastolatek, którym zdawało się, gdy śpiewały do lustra, że brzmi to całkiem dobrze. Tu można usłyszeć: ty tańczysz czy to jakieś wygibasy chorej łani?

Nie śmieję się. Sam przez całą podstawówkę i liceum latałem po castingach, konkursach, takich, owakich, miałem śpiewać, być aktorem, podcinano mi skrzydła uprzejmie, lecz zdecydowanie. Znam zapach domów kultury. Wielokrotnie wracałem zapłakany ze świadomością, że jeśli ten cholerny potencjał gdzieś tam we mnie jest, to akurat nie tu. Jesteś śmieszna, nastolatko, z twoim trądzikiem i śpiewaniem do karaoke. Jesteś śmieszna, jesteś beznadziejna. Ale masz potencjał. Nie wiadomo tylko jeszcze jaki.

Michał Witkowski – postinteligent, pisarz środka i Andrzej Gołota polskiej prozy. Debiutował zbiorem opowiadań „Copyright” (2001 r.), wydał powieści: „Lubiewo” (2005 r.), „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej” (2007 r.), „Margot” (2009 r.) i zbiór opowiadań „Fototapeta” (2006 r.). Mieszkał w Warszawie, obecnie wrócił na stare śmieci do Wrocławia. Ostatnio wydał kryminał satyryczny „Drwal”.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną