Recenzja płyty: Devon Allman, „Ride or Die”

Allman junior
Album do wielokrotnego słuchania i smakowania, wymagający pewnego skupienia, jakże niezgodnego z narzucanym przez współczesność nakazem bezustannego pośpiechu.
materiały prasowe

Devon Allman należy do artystów niespokojnych i wszędobylskich. Był założycielem grupy Honeytribe, potem na pewien czas dołączył do Royal Southern Brotherhood, występował gościnnie w sesjach nagraniowych innych wykonawców, a także był członkiem zespołu towarzyszącego swemu ojcu Greggowi Allmanowi. Jakby tego było mało, artysta nagrywa płyty solowe. Oto właśnie na rynek trafił album zatytułowany „Ride or Die”. Allman junior to muzyk niezwykle wszechstronny. Nie tylko komponuje i śpiewa, ale również gra na gitarze, basie i klawiszach. Warto podkreślić, że ta różnorodność idzie w parze z jakością. „Ride or Die” to świetna, zróżnicowana, blues-rockowa płyta ze znakomitymi partiami instrumentalnymi i doskonałym, dojrzałym wokalem lidera. Dzieło dojrzałego, świadomego swoich możliwości i zamierzeń artystycznych wykonawcy. Album do wielokrotnego słuchania i smakowania, wymagający pewnego skupienia, jakże niezgodnego z narzucanym przez współczesność nakazem bezustannego pośpiechu.

Devon Allman, Ride or Die, Ruf

Ocena: 4,5/6

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną