Ludzie i style

Miłość do usług

Randkowanie w Internecie

Serwisy randkowe oferują m.in. testy osobowości, które mają za zadanie jak najlepiej dobrać do siebie charaktery poszukujących się użytkowników. Serwisy randkowe oferują m.in. testy osobowości, które mają za zadanie jak najlepiej dobrać do siebie charaktery poszukujących się użytkowników. Piotr Socha / Polityka
Będziemy jeszcze lepiej dobrani, ale – na dalszą metę – źle to wpłynie na nasze związki. Tak uważa autor książki o randkach w sieci, a jego opinię potwierdzają polscy fachowcy.
W prawdziwym świecie przywilej szerokiego wyboru potencjalnych towarzyszek zawsze zarezerwowany był dla samców alfa.Piotr Socha/Polityka W prawdziwym świecie przywilej szerokiego wyboru potencjalnych towarzyszek zawsze zarezerwowany był dla samców alfa.

Artykuł w wersji audio

Portale randkowe przekonały miliony ludzi, że gdzieś tam czeka na nich ktoś, kto idealnie pasuje. Co gorsza, zawsze może pojawić się ktoś inny, kto pasuje jeszcze bardziej.

Nigdy w historii ludzkości nie mieliśmy tylu możliwości wyboru partnera. Ta niemal bezgraniczna liczba opcji i łatwość w korzystaniu z nich musi oddziaływać na to, jak zachowujemy się w związkach – mówi Dan Slater, autor wydanej właśnie w USA książki „Miłość w czasach algorytmów”.

Kto korzysta z tych możliwości? 5 mln Polaków, 38 mln Europejczyków, ponad 40 mln Amerykanów, a to jedynie wycinek ziemskiej populacji, która znalezienie partnera powierza dziś portalom randkowym. Tylko w Stanach Zjednoczonych usługi typu online dating generują rocznie 2 mld dol. zysku. Kiełkująca w Internecie miłość stała się kolejnym produktem zmakdonaldyzowanego świata – już bez względu na bilans społecznych zysków i strat.

Internetowi i reszta

Tezę o makdonaldyzacji społeczeństwa sformułował amerykański naukowiec George Ritzer. Według niej, najróżniejsze dziedziny naszego życia porządkowane i racjonalizowane są na wzór funkcjonowania słynnej restauracji, od której zaczerpnięta została nazwa teorii. Makdonaldyzację, tak w procesie wydawania hamburgerów, jak i w obsługiwaniu petentów w urzędach czy zarządzaniu przedsiębiorstwami, cechują te same wartości, m.in. masowość, kalkulacyjność, efektywność i przewidywalność. Czyli: ilość i szybkość staje się synonimem jakości, a w działaniu kluczowy jest system i ujednolicenie zasad. To jasne, że szukanie i znajdowanie miłości też może być szybsze, łatwiejsze, bardziej masowe i przewidywalne.

Sukces online dating sprawił, że zaczęliśmy wymagać, by proces dobierania się w pary niósł jak najmniejsze ryzyko błędu i to jest radykalna zmiana w naszym myśleniu – uważa Slater, były dziennikarz „The Wall Street Journal”, piszący też m.in. dla „New York Timesa”, „Washington Post” czy „Boston Globe”.

Jego książkowy debiut wywołał w Ameryce ożywioną dyskusję na temat wpływu randek w sieci na naszą cywilizację. I to nie tylko dlatego, że w Stanach Zjednoczonych Internet jest w stanie wyręczyć w znalezieniu miłości mężczyzn marzących o więźniarkach (portal WomenBehindBars.com), ludzi, którym wydaje się, że są wampirami (Vampersonals.com), czy dorosłych, którzy czerpią przyjemność z noszenia pieluch (DailyDiapers.com). W Polsce ten rynek nie doczekał się jeszcze tak wąskich specjalizacji, ale około setki serwisów randkowych, z których można korzystać w naszym kraju, robi nie mniejsze wrażenie niż liczba ponad 1,2 mln ludzi, którzy deklarują, że spotkali się w „realu” z osobą poznaną w świecie wirtualnym i uprawiali z nią seks.

W Polsce zaznacza się dziś silny podział na tych będących częścią społeczności internetowej i resztę – mówi prof. Zbigniew Izdebski, autor raportu „Seksualność Polaków na początku XXI wieku”. – Seksualność to jedna z dziedzin, w której ujawniają się te różnice. Chyba nikogo już nie dziwi, że mówimy o dwóch odrębnych światach.

Przybywa samców alfa

Ułamek specyfiki tych dwóch światów oddaje zdanie wypowiedziane przez Jacoba, jednego z bohaterów książki Slatera: „Prawie na 100 proc. jestem pewien, że gdybym spotkał ją offline i nigdy nie spróbowałbym randkowania w sieci, od dawna bylibyśmy małżeństwem”. To o Rachel, pierwszej, którą poznał za pośrednictwem serwisu datingowego.

Jacob i Rachel rozstali się po krótkim czasie mieszkania razem. „Nie cierpiałem, nie rozpaczałem. Bardziej ciekawiło mnie, kto jeszcze TAM na mnie czeka”. Tam, czyli w portalu randkowym, w którym był zarejestrowany. Tam zawsze ktoś czeka, bo online dating już dawno przestał być zabawą wyłącznie dla nieśmiałych, brzydkich albo rozwodników. Problem w tym, że technologia zrewolucjonizowała proces dobierania partnerów tak szybko, że ludzie jeszcze nie dostosowali się do radzenia sobie z mnogością wyborów i filtrowaniem nadmiaru informacji.

 

Gdy wybór jest zbyt duży, dotyka nas paraliż decyzyjny, który rodzi decyzje przypadkowe, a w przypadku relacji skutkuje irracjonalnym wzrostem oczekiwań i konsumpcyjnym podejściem do nich – mówi dr Julita Koszur, psycholog społeczny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu.

Sprowadzając rzecz do prostych mechanizmów: w prawdziwym świecie przywilej szerokiego wyboru potencjalnych towarzyszek zawsze zarezerwowany był dla samców alfa. To oni, z racji pozycji na górze piramidy społecznej, od wieków stanowili najatrakcyjniejszą partię dla kobiet, ponieważ gwarantowali przekazanie najlepszego materiału genetycznego od osobnika najlepiej dostosowanego do warunków środowiska. Reszta męskiego stada – co zauważa też Slater – częściej borykała się z żeńskim deficytem. Tymczasem Internet, a właściwie ujednolicona formuła randkowania, w dużej części zdemokratyzował uwodzenie. Otworzył je także dla tych, którzy w realnych kontaktach damsko-męskich bali się niepowodzenia, odrzucenia i kompromitacji towarzyskiej albo po prostu nie byli w stanie przebić się przez dominację samców alfa w szkole, na studiach, w pracy czy w grupie znajomych.

Randki mają swój efekt terapeutycznydzięki nim większość ludzi poprawia swoją samoocenę. Większości powodzenie w sieci dodaje pewności siebie – mówi dr Marek Dziewierski, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.

Ma to oczywiście swoje niezaprzeczalne zalety – online dating sprawia, że ludzie są nieco mniej samotni niż byli w erze miłości analogowej.

Ludzie w różnym wieku, o różnych charakterach, znajdują partnerów, mogą się kontaktować na skalę, która nie byłaby możliwa bez Internetu. I to jest dobra rzecz – podkreśla prof. Zbigniew Lew-Starowicz, seksuolog. – A że czas randkowania się skrócił i proces ułatwił? Gdy wynaleziono telefon, ludzie przestali pisać listy, ale nie przestali rozmawiać.

Koniec monogamii?

Dla niektórych świat mniej samotny będzie jednak światem pozbawionym dawnej intymności i romantyzmu. Taśma produkcyjna też udoskonaliła przemysł, ale to dawna manufaktura fascynuje bardziej swoją tajemniczością i nieoczywistością.

Miłość weszła do sfery usług. Koniec więc z wiktoriańskim modelem zalotów, kiedy to trzeba na siebie czekać, wzdychać, cierpieć i przeżywać. Pisać wiersze i listy miłosne – analizuje dr Dziewierski.

Agnieszka Kądziela z portalu randkowego eDarling.pl argumentuje, że ludzie coraz bardziej świadomie podchodzą do budowania związków, potwierdza też rosnące oczekiwania związane z poszukiwaniem partnera. – Nowoczesny człowiek szuka świadomie kogoś, kto pasuje do jego stylu życia i światopoglądu – mówi.

Właśnie. Kiedyś ludzie dopasowywali swój styl życia do siebie nawzajem. Dziś kształtuje go potrzeba samorealizacji. Technologia to przyspiesza, ułatwia i ujednolica – serwisy randkowe oferują m.in. testy osobowości, które mają za zadanie jak najlepiej dobrać do siebie charaktery poszukujących się użytkowników.

Portale randkowe są odpowiedzią na zmiany zachodzące w polskim społeczeństwie i ułatwiają poszukiwania – komentuje Ewa Sapieja z portalu Sympatia.pl. – W XXI w., w dobie Internetu, styl życia polskiego społeczeństwa uległ znacznemu przeobrażeniu, wzrósł poziom wykształcenia, a co za tym idzie – oczekiwania względem potencjalnych partnerów. Wydłużył się wiek, w którym Polacy decydują się na zawarcie związku małżeńskiego, a znalezienie żony czy męża przestało być dla znacznego grona osób sprawą priorytetową, życiowym celem. Dzisiejsi single są bardziej wymagający wobec związków, wolą żyć sami niż w relacjach, które nie spełniają ich oczekiwań.

Dan Slater w swojej książce sugeruje, że taka formuła nawiązywania znajomości i nowy stosunek do nich może zagrozić monogamii, a z pewnością osłabi chęć zamążpójścia według idei „póki śmierć nas nie rozłączy”. Tym bardziej że przecież, jakkolwiek to brzmi – cały czas przesuwa się granica średniej długości życia.

Trudno mówić o faktycznym końcu monogamii. Ale zwiększone możliwości wyboru partnerów prowadzą do zaniku zaangażowania, szczególnie w relacjach, które nie są silne – mówi Slater.

Trójkąt z cyfrowym bokiem

To też wyznacznik McMiłości. Łatwiej zacząć od nowa, niż próbować naprawiać coś, co kiedyś działało, ale się zepsuło albo straciło ogień. Online dating stara się po wielokroć sprzedawać to samo szczęście, zakochanie i emocje, które do tej pory milionom ludzi towarzyszyły tylko raz w życiu. W ten sposób naturalnie podwyższa też poprzeczkę oczekiwań wobec kolejnych zawieranych znajomości. I tu paradoks – teoretycznie doskonalenie dopasowania powinno prowadzić do lepszych, a więc trwalszych związków. Takie powstają i będą powstawać. Ale Agnieszka Kądziela z portalu eDarling.pl mówi również o modzie na seryjną monogamię.

Młodsze pokolenie nie decyduje się na jeden długotrwały związek, lecz na kilka następujących po sobie poważnych, zobowiązujących i monogamicznych w sferze seksualnej relacji – zauważa.

Prof. Izdebski przewiduje: oznacza to coraz mniej związków sakramentalnych, coraz więcej konkubinatów. I coraz więcej rozwodów. – W tej tymczasowości relacji musi zostać wypracowana kultura, jak je sprawnie kończyć. Tym bardziej jeśli w związku, który dogasa, są dzieci – podkreśla seksuolog.

Dziś sfera damsko-męska dostosowuje się do zmieniającej się rzeczywistości. – Coraz więcej Polaków żyje w układzie trójkąta: jest mąż, żona i ktoś jeszcze, w sieci, na przykład na portalu społecznościowym lub randkowym – wyjaśnia seksuolog. – Tę znajomość, często o charakterze erotycznym, w tajemnicy podtrzymuje jeden ze współmałżonków i, co ciekawe, bardzo często nie wychodzi ona poza rzeczywistość wirtualną. Za to bywa, że rozmowa z partnerem w Internecie odgrywa rolę gry wstępnej przed zbliżeniem małżeńskim.

Zdrada za 50 tys. dolarów

Na całym globie rozwijają się serwisy randkowe, które otwarcie nawołują do zdrady. – Monogamia to eksperyment, który się nie powiódł – twierdzi Noel Biderman, założyciel amerykańskiego portalu AshleyMadison.com, którego hasło przewodnie brzmi: „Życie jest krótkie. Pozwól sobie na romans”. Jeśli wierzyć jego danym, na AshleyMadison.com zdrady łaknie kilkanaście milionów użytkowników. W Norwegii rekordy popularności bije portal VictoriaMilan.com. „Czujesz, że utkwiłeś w monotonnym i pozbawionym miłości związku małżeńskim? VictoriaMilan może obudzić cię do życia” – reklamuje się serwis. Konserwatyści protestują.

Randki internetowe nie wymyśliły zdrady, z pewnością je jednak ułatwiają. Są katalizatorem, który działa w sytuacji ogólnego rozluźnienia norm obyczajowych – uważa dr Julita Koszur. Jak ujawnił amerykański adwokat Chris Johnson, tylko w styczniu tego roku ponad 40 tys. par w USA wystąpiło o rozwód, którego przyczyną była zdrada przez Internet.

David Blanchflower i Andrew Oswald – para amerykańskich ekonomistów – oszacowali wartość szczęścia w domu i poza nim. Według nich, pozamałżeński romans obfitujący w cotygodniowe zbliżenia seksualne równa się satysfakcjonującemu życiu za 50 tys. dolarów rocznie. Ale trwały, udany sakramentalny związek z jednym partnerem przedstawia wartość dwukrotnie wyższą.

Jeśli dodać oba szacunki do siebie, mamy idealną receptę na szczęśliwe życie pełne namiętności i seksu, którego podstawą jest małżeńska stabilizacja i domowe ciepło – wnioskuje Catherine Hakim, specjalistka od socjologii społecznej z London School of Economics, która powołuje się na wyliczenia Amerykanów w swojej nowej książce „Nowe zasady. Internetowe randki, zabawki i erotyczna siła”.

Takie połączenie to już zestaw McMiłość. Na razie jeszcze w tekturowych opakowaniach, ale przecież nawet bary szybkiej obsługi podają już kawę w filiżankach. Zresztą zawsze będą ludzie, którzy będą woleli pić ją w domu. Nawet jeśli ich partner nie parzy równie aromatycznego cappuccino.

 

Dan Slater Current, Love in the Time of Algorithms: What Technology Does to Meeting and Mating, Nowy Jork 2013

Polityka 13.2013 (2901) z dnia 26.03.2013; Ludzie i style; s. 118
Oryginalny tytuł tekstu: "Miłość do usług"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Choć w te święta oszczędzać jeszcze nie będziemy, moda na zakupowe szaleństwa powoli się kończy. Na drodze rozpasanej konsumpcji stają coraz głośniej wyrażane obawy o przyszłość. Zarówno naszych portfeli, jak i naszej planety.

Cezary Kowanda
03.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną