Ludzie i style

Obcy w domu

Podziel się mieszkaniem!

Dzięki Airb&b możemy trafić do pokoju w weneckim pałacu albo do innego normalnie niedostępnego lokum. Dzięki Airb&b możemy trafić do pokoju w weneckim pałacu albo do innego normalnie niedostępnego lokum. Peter Augustin / Getty Images
Czym Uber dla transportu, tym Airb&b jest dla turystyki. Po siedmiu latach istnienia serwis ma więcej pokoi niż jakakolwiek hotelowa sieć. U nas zjawisko dzielenia się własnym mieszkaniem i zarabiania rozkręciło się po Euro 2012.
Można zarezerwować całkiem zwyczajny dom, mieszkanie, pokój, łóżko albo tylko kawałek podłogi. W sumie do wyboru koło miliona prywatnych przestrzeni w ponad 190 krajach na świecie.Naomi Hasegawa/PantherMedia Można zarezerwować całkiem zwyczajny dom, mieszkanie, pokój, łóżko albo tylko kawałek podłogi. W sumie do wyboru koło miliona prywatnych przestrzeni w ponad 190 krajach na świecie.
W 2013 r. 6 mln ludzi zatrzymało się w 550 tys. lokali, a szkód wyrządzonych przez gości – jak podaje Airb&b – zgłoszono 1700.haveseen/PantherMedia W 2013 r. 6 mln ludzi zatrzymało się w 550 tys. lokali, a szkód wyrządzonych przez gości – jak podaje Airb&b – zgłoszono 1700.

Pokój w metalowym kontenerze, domek na drzewie, XV-wieczny zamek i przerobiony na mieszkanie samolot. Amerykański magazyn o podróżach „Condé Nast Traveler” opublikował listę najciekawszych miejsc noclegowych oferowanych przez portal Airb&b.com. Jest też wśród nich afgańska jurta, wóz na kołach przypominający pojazdy zdobywców Dzikiego Zachodu i prywatna wyspa. Można też zarezerwować całkiem zwyczajny dom, mieszkanie, pokój, łóżko albo tylko kawałek podłogi. W sumie do wyboru koło miliona prywatnych przestrzeni w ponad 190 krajach na świecie.

Na pomysł kontaktowania osób szukających noclegu z właścicielami mieszkań (i zarobienia na tym pośrednictwie – bo wcześniejsza moda na couchsurfing opłat nie przewidywała) wpadli amerykańscy studenci, gdy potrzebowali zebrać pieniądze na czynsz. Po 7 latach działalności Airb&b ma 20 mln lojalnych użytkowników, a każdy z trzech właścicieli firmy – Brain Chesky, Nathan Blecharczyk i Joe Gebbia – 1,5 mln dol. na koncie, mając niewiele ponad 30 lat. Są też pionierami i najważniejszymi graczami sharing economy – ekonomii opartej na zasadzie: „podziel się tym, co masz, i zarób”. Korzystają na tym także Polacy. Nie tylko podczas podróży.

Dzielę pokój, nie łóżko

W świadomości Polaków Airb&b zaistniało powszechniej przed Euro 2012. Wiele osób postanowiło wtedy wynajmować swoje mieszkania kibicom. Także Natalia, 36-letnia warszawianka z branży IT. – Początkowo planowałam wynajmować pokój tylko w czasie Euro. I traktowałam to czysto zarobkowo – mówi Natalia. Ale mistrzostwa się skończyły, a zapytania dotyczące zgłoszonego w internecie mieszkania nadal się sypały: – Pomyślałam – czemu nie? I szybko odkryłam, że to też sposób na fajne znajomości. Trochę tak, jakby świat przyjeżdżał do mnie. Pieniądze są jednak ważne.

– Przenocowałam kiedyś kilka osób w ramach bezpłatnego couchsurfingu, ale zarabiając, jestem bardziej zmotywowana do goszczenia obcych w domu – przyznaje Natalia.

Katarzyna, 30-letnia projektantka wnętrz, wynajmuje swój salon na warszawskim Grochowie. Także od czasu Euro 2012. Ponieważ mieszka tuż koło popularnej wyższej uczelni, jej gośćmi nie rzadziej niż podróżnicy są studenci, doktoranci, wykładowcy, osoby przyjeżdżające na konferencje, staże. Natalia gościła kiedyś trzy młode kobiety z Korei, które przyjechały na spotkania biznesowe z branżą mleczarską. Jedna z nich zostawiła w domu trzymiesięczne bliźnięta. Co kilka godzin odciągała pokarm i chłodziła go w lodówce. – Żartowałam w duchu, że wozi to mleko na spotkania do Bakomy – śmieje się Katarzyna.

U Fabiana i Tobiasza, 30-latków z Poznania, którzy od roku wynajmują przez Airb&b jeden pokój, nocował kiedyś przesympatyczny profesor ze Szwajcarii, Japonka mówiąca po polsku, Turek z Norwegii. A czy komuś odmówili? – Nie jesteśmy fanami niemowląt, więc rodziny z małymi dziećmi nie przyjęliśmy, choć wydawali się sympatyczni – przyznaje Fabian, pracownik korporacji z branży samochodowej. – Podróżowałam dużo sama po Ameryce Południowej, krajach arabskich. Wiem, jakie mężczyźni mają tam podejście do samotnych kobiet. A ja mieszkam z kuzynką, więc ze względów bezpieczeństwa mężczyzn z innych stref kulturowych nie przyjmuję – mówi Katarzyna.

Zdarza się, że spodziewają się czegoś więcej – przyznaje Natalia. Klara, bezrobotna 41-latka, wynajmuje łóżko w pokoju na warszawskiej Pradze: – Dostałam kiedyś pytanie od skośnookiego mężczyzny, czy będziemy spać razem? Odpowiedziałam, że w ofercie jest wyraźnie napisane, że chodzi o room sharing, a nie bed sharing. Więcej się nie odezwał – opowiada Klara. – Dlatego zawsze zanim przyjmę rezerwację, czytam recenzje gości, wymieniam kilka maili – mówi Natalia. – Po tym, jak ktoś pisze, mogę wyczuć, co to za osoba.

Przygody wliczone w cenę

Wychowałam się na couchsurfingu – mówi Katarzyna. – Podróżowałam tak po Brazylii, Ekwadorze. Kiedy nocowałam bezpłatnie, miałam jednak wrażenie, że coś jestem winna gospodarzom – mówi Katarzyna. – Płacąc, czuję się bardziej komfortowo.

Fabian i Tobiasz wcześniej nocowali zazwyczaj w hotelach. – Hosteli nie lubimy, couchsurfingu nie używaliśmy – nie jesteśmy aż tacy luźni – mówi Fabian. – Airb&b nam się spodobało. Płacimy, ale mamy też trochę lokalnego kolorytu.

Czasami tego kolorytu jest aż nadto. W Hiszpanii Fabian i Tobiasz pojechali na Przylądek Kota – kompletne odludzie. – Wylądowaliśmy na plantacji pomidorów, próbowaliśmy znaleźć naszą chatę we młynie. Nikt nie mówił po angielsku, nie wiedział, gdzie to jest. Czuliśmy się jak w amerykańskim horrorze – opowiada Fabian. W końcu zadzwonili do gospodarza. Przyjechał po nich. Przypominał krzyżówkę upiornego muzyka rockowego i pustelnika. Okazał się jednak bardzo sympatyczny. Zawiózł gości do młyna, gdzie miał cały zwierzyniec: koty, psy, kury. A także pełno much.

W Stambule koloryt okazał się dotkliwszy – wspomina Fabian. – W łóżku były pchły.

Z kolei pokój w Kordobie gospodarze zaczęli sprzątać, dopiero gdy Fabian i Tobiasz przyjechali. – Musieliśmy też po nich pozmywać, żeby było na czym zjeść. W Berlinie Katarzyna zatrzymała się w mieszkaniu, którego stan był tragiczny: – Gospodarze nawet nie wpuścili mnie do kuchni – był taki syf. W łazience stała kuweta kota, niesprzątana chyba od miesiąca. Zrobiłam zdjęcia, złożyłam reklamację i portal zwrócił mi pieniądze. To nauczyło mnie czytać recenzje. I jako gospodarz, i jako gość.

Recenzje, które użytkownicy portalu wystawiają sobie nawzajem, mają w założeniu chronić przed nieprzyjemnymi niespodziankami. Ale nie zawsze się to udaje. Do Katarzyny przyjechała kiedyś młoda Azjatka. – Zostawiła walizki i wyszła. Nie było jej cztery noce, nie odbierała telefonów, maili. Bałam się, że coś jej się stało. W końcu się znalazła. Okazało się, że była u znajomych – wspomina projektantka. U Klary byli kiedyś goście z Indii. – Facet, który wynajął mieszkanie, był, zgodnie z recenzjami, w porządku. Ale przyjechał z matką. A ona stale się o coś czepiała – wspomina Klara.

Natalia musiała kiedyś podczas Euro wyjechać. Poprosiła kolegę, by zanocował u niej i przyjął gości z Airb&b. Dwóch chłopaków przyprowadziło sobie po meczu dziewczyny. – Na dodatek próbowali przekonać mojego znajomego, by pozwolił im zająć także drugi wolny pokój – opowiada Martyna. – On się nie zgodził, więc spędzili upojną noc we czwórkę.

Dobrze, że po wszystkim się wyprowadzili. Bo wynajmując w ten sposób pokój, można zostać z niechcianym lokatorem na dłużej. Gdy gość (podobnie jak w przypadku tradycyjnego wynajmu) odmówi opuszczenia lokalu, gospodarz nie może się go pozbyć. Jedynym sposobem jest przeprowadzenie postępowania sądowego. Na dodatek, jak informuje portal Gazetaprawna.pl, regulamin serwisu podlega interpretacji prawa irlandzkiego, a w razie sporu także prawu miejsca zamieszkania stron czy też położenia nieruchomości. Czym jeszcze ryzykuje gospodarz? Zdarzają się kradzieże, dewastacje mieszkań. Gospodarze zgłaszali nawet przypadki chodzenia przez gości w ich ubraniach. Choć statystycznie rzadko. W 2013 r. 6 mln ludzi zatrzymało się w 550 tys. lokali, a szkód wyrządzonych przez gości – jak podaje Airb&b – zgłoszono 1700.

Spółka z o.o.

– Pieniądze są dla nas ważne, ale relacje z gośćmi też – mówi Fabian. Z dwoma braćmi, Amerykanami, tak się zaprzyjaźniliśmy podczas oprowadzania ich po Poznaniu, że wciąż mamy kontakt, piszemy do siebie, oni nas zapraszają – opowiada Tobiasz. – Podoba nam się też wielokulturowość, której doświadczamy w ten sposób. Tym bardziej że nie ma jej w Polsce zbyt dużo.

Natalia miała na początku pewne obawy, jak zareagują na obcych w mieszkaniu jej dzieci. – Niepotrzebnie się martwiłam – wspomina. – Cała trójka lubi gości. Poza tym bywają tacy, z którymi już po kilku godzinach czujemy się jak starzy znajomi. Pamiętam dobrze panią koło siedemdziesiątki z Australii. Była dla nas jak babcia. Ale bywa też, że tylko wymieniam z gośćmi grzecznościowe zwroty. Zależy od ludzi, ale też i ode mnie. Czasami po prostu nie mam czasu, by się nimi zajmować.

Bardzo dużo pracuję, więc z gośćmi spotykam się zwykle tylko na chwilę w kuchni przy herbacie – mówi Katarzyna. – Nie zawsze mam jednak na to ochotę – mówi Katarzyna. Z tego też powodu Katarzyna nie wynajmuje pokoju na stałe. – To jest mój salon. Kiedy nie mam gości, pracuję w nim, zapraszam znajomych na obiady. Wynajmując pokój przez Airb&b, zarabiam dwa razy więcej niż przy tradycyjnym wynajmie. Nie mając obcych w mieszkaniu codziennie.

Katarzynie goście pomagają spłacać kredyt (połowę miesięcznej raty). Czasem też udzielą pomocy w codziennych sprawach – co bardziej zadomowieni zabiorą na przykład jej psa na spacer. Katarzyna, jako zwolenniczka wymiany, korzysta też z Blablacar.pl – internetowej platformy kojarzącej kierowców z pasażerami, którzy w zamian za dołożenie się do paliwa mają transport. Rozważa też dzielenie się swoim samochodem. Za opłatą. W Polsce usługę zwaną carsharing umożliwia portal Wolneauto.pl. Powstają kolejne serwisy bazujące na ekonomii wymiany. – Świat pędzi, jest ogromny przepływ towarów i informacji. Ale pogłębia się też świadomość ludzi. Że można mieć mniej, żyć taniej, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na przykład na... wycieczkę – mówi Katarzyna.

Taniej, ale nie dla wszystkich

Społeczna wymiana to jeden z filarów działania Airb&b, a przy okazji wielu innych przedsięwzięć gospodarczych określanych mianem peer-to-peer – transakcji zawieranych bezpośrednio przez dwie zainteresowane osoby. A to także podstawa strategii marketingowej. „Nie chodzi tylko o wynajmowanie przestrzeni. Airb&b daje ludziom poczucie wspólnoty i klucze do całego świata” – przekonywał Brian Chesky czytelników nowojorskiego magazynu o biznesie „Inc.”. Tyle że niektóre fakty temu przeczą. I użytkownikom Airb&b coraz trudniej uwierzyć, że nie chodzi tylko o pieniądze.

Trochę nas denerwuje, że portal uzbroił się w system zabezpieczający przed przesyłaniem sobie numerów telefonu, adresów – mówi Fabian. Wszystko oczywiście po to, by goście nie zawierali transakcji poza serwisem. To utrudnia kontakt i przeczy idei wymiany. – Widzę, że w miarę rozwoju do portalu wkraczają regularne mechanizmy rynkowe – dodaje Natalia. – Jest coraz więcej ogłoszeń komercyjnych: apartamentów, hosteli. Chciałabym, by Airb&b weryfikował, czy oferty spełniają społeczne założenia serwisu. Tak jak Blablacar. Tam kierowca nie może zarabiać. Pasażer pokrywa tylko koszty paliwa – mówi Natalia.

Fabian i Tobiasz zwracają uwagę na inną słabość systemu: recenzje. – Gdyby pchły pogryzły mnie w hotelu, złożyłbym reklamację. Ale na Airb&b obawiam się, że w rewanżu dostanę negatywa, więc pisząc recenzję, mijam się z prawdą. Jeśli mam jakieś zastrzeżenia, staram się przemycić je między wierszami.

Klara uważa z kolei, że tzw. podróżowanie społecznościowe zabija prawdziwą ideę „podróży za jeden uśmiech”. – Nie zabiorę się stopem, bo samochód jest zajęty przez ludzi, którzy zapłacili za paliwo na Blablacar.pl. Nie przenocuję kogoś za darmo, bo mam gości z Airb&b. Klara zwraca też uwagę, że portale takie jak Airb&b wpływają na globalizację cen, wykluczając część osób z podróżowania: – Zdałam sobie z tego sprawę, szukając pokoju w Macedonii. Na Airb&b ceny za miesiąc oscylowały w granicach 400 euro. Jak się dogadałam poza portalem, zapłaciłam 180 euro.

Podobnie jest w Polsce. Nocleg można znaleźć nawet za 20–30 zł. Ale nie przez Airb&b. Portal dyktuje ceny. Nie można zamieścić oferty wynajmu poniżej 10 euro – serwis ją odrzuca. – Czasami wynajmuję tylko łóżko i uważam, że to zdecydowanie za dużo. Ceny dyktowane przez Airb&b są dla turystów z zachodniej Europy czy USA – dodaje bezrobotna.

Taniej to słowo klucz sharing economy. A ta ostatnia jest dla niektórych nie tylko przyszłością gospodarki, ale i początkiem nowego świata. – Mam wrażenie, że to efekt zmieniającego się podejścia ludzi do życia i posiadania – mówi Katarzyna. Sama swoim zarobkiem dzieli się ze społeczeństwem, odprowadzając 8,5 proc. podatku miesięcznie. Pozostali bohaterowie tego tekstu, podobnie jak wiele osób w Nowym Jorku, San Francisco czy Barcelonie, pozostają w szarej strefie. Nie podoba się to ani lobby hotelarskiemu (które twierdzi, że przez Airb&b notuje straty), ani władzom miejskim (które wahają się, czy Airb&b zalegalizować i opodatkować czy wręcz przeciwnie). Dlatego raz po raz portal popada w kłopoty. A wraz z nim miliony użytkowników.

Wynajmij mnie

Mimo to Airb&b, który oferuje dziś więcej pokoi niż jakakolwiek sieć hotelowa, zostało firmą roku 2014 w rankingu amerykańskiego miesięcznika „Inc.”. Choć w wielu krajach działa nielegalnie lub na pograniczu prawa. „Taka jest cena bycia pionierem. Niektóre przepisy są sensowne, inne kompletnie nie nadążają za zmieniającą się rzeczywistością” – pisze Burt Helm z „Inc.”. I podkreśla, że legislacja nie jest w stanie zablokować inicjatyw, których ludzie chcą. A chcą.

Najlepszym na to dowodem są kolejne przedsięwzięcia typu peer-to-peer. Na przykład działający w Wielkiej Brytanii i Irlandii serwis Borrowmydoggy.com. Dzięki niemu podróżnicy tęskniący za swoim pupilem mogą, za opłatą, „wypożyczyć” psa. Zaopiekować się nim przez kilka dni, wziąć na spacer albo tylko głaskać przez godzinę. Z kolei właściciele czworonogów znajdują tam chętnych do opieki nad zwierzakiem, gdy sami chcą wyjechać na wakacje.

Przez portal Spinlister.com albo Liquid.com można wypożyczyć czyjś rower, prywatni kierowcy z Uber.com podwiozą taniej niż taksówka. Jest też – uwaga – serwis canirentyourroomwhileirentmyplaceatairb&b.com – zwany w skrócie Airb&b for Airb&b. Korzystają z niego osoby, które swoje lokum wynajęły i nie mają gdzie spać.

Ostatni krzyk mody podróżniczej to Eatwith.com. Portal pozwala zjeść kolację u kogoś w domu. Nie trzeba znać gospodarza... Wystarczy zapłacić. Jedną z najpopularniejszych gospodyń na Eatwith jest 68-letnia Alia Dasouki z Tel Awiwu. Alia przygotowuje dania według przepisów odziedziczonych po matce i babce. Przyjmuje gości w domu rodzinnym w starej dzielnicy arabskiej. „Przy moim stole spotykają się osoby, które na ulicy minęłyby się bez słowa. Tu po godzinie czują się jak starzy znajomi” – mówiła Alia magazynowi pokładowemu linii Wizzair.

W Polsce na razie tylko jedna osoba, 30-letnia Agata z Warszawy, zarejestrowała się jako gospodyni na Eatwith. Razem ze swoim partnerem gotuje dla gości dania kuchni indyjskiej (Agata jest po indologii) albo robi pierogi (żeby pokazać im polską kuchnię). – Dołączyliśmy do Eatwith, bo lubimy gotować – mówi Agata. – I poznawać nowych ludzi. W maju ma nas odwiedzić niejaki pan Rudnicki, Amerykanin polskiego pochodzenia. Zameldował się w 5-gwiazdkowym hotelu. W żadnych innych okolicznościach byśmy się nie spotkali – podejrzewa Agata, która ma dready i dłonie pomalowane henną. – Trochę obawiam się tej wizyty. Gotujemy bardzo dobrze, ale mieszkamy na warszawskiej Woli, a nie w centrum Paryża, i mamy każdy kubek z innej parafii. Ale może właśnie to będzie dla tego pana atrakcją?

Imiona niektórych bohaterów tekstu zostały zmienione.

Polityka 17.2015 (3006) z dnia 21.04.2015; Ludzie i style; s. 96
Oryginalny tytuł tekstu: "Obcy w domu"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną