Żenujący spektakl wokół wyprawy na K2 niestety jeszcze potrwa
Himalaiści to dorośli ludzie i z mediami wchodzącymi im do namiotów powinni umieć sobie radzić. Przede wszystkim nauczyć się zamiatać brudy pod własny dywan.
Dziwi pęd Urubki do obwieszczania światu na rosyjskojęzycznych portalach obszernej krytyki sposobu prowadzania wyprawy, w której uczestniczy.
Forum

Dziwi pęd Urubki do obwieszczania światu na rosyjskojęzycznych portalach obszernej krytyki sposobu prowadzania wyprawy, w której uczestniczy.

Na dokonanie niemożliwego, czyli zimowe zdobycie przez polską wyprawę narodową K2, zarezerwowano już odpowiednią porcję sławy oraz chwały, a w odwodzie – gdyby się jednak nie udało – pozostawał szacunek za twardość i upór. Uczestnicy ekspedycji, zwłaszcza ci bezpośrednio zaangażowani w spontaniczne ratowanie na Nanga Parbat Elisabeth Revol, zasłużyli już na osobną porcję podziwu za odwagę i poświęcenie.

Niestety zamiast kolejnych budujących opowieści mamy w ostatnich dniach niespodziewaną serię gorących doniesień z obozu wyprawy o pewnym buncie (który w opinii niektórych ludzi z himalajskiego środowiska urósł do rangi zdrady) oraz jego dość łatwych do przewidzenia konsekwencjach: narastających animozjach, pretensjach i w końcu – karze wygnania zbuntowanego i niesubordynowanego Denisa Urubki z zespołu.

Denis Urubko opuścił wyprawę

To żadne odkrycie, że himalaiści napędzani są przez przepastny egoizm, czasem jeszcze idący w parze z narcyzmem oraz syndromem niespełnionego bohatera. To właśnie te wewnętrzne motory każą im zostawiać na nizinach rodziny i wyjeżdżać w wysokie góry, gdzie mogą się pławić w poczuciu własnej wyjątkowości i gonić za marzeniami.

Bardziej zaskakujące jest to, że ci ludzie, postawieni wobec tak ekstremalnego wyzwania, tak naprawdę się nie znają. Krzysztof Wielicki mówił przed wyprawą w wywiadzie dla POLITYKI, że zaprosił na nią Urubkę, bo musi mieć tam pewnych ludzi, a ma poczucie, że jest dla Denisa autorytetem. Dziwi też brak profesjonalizmu: kierownictwo nie było w stanie ustalić, kiedy dla Urubki – chyba najlepszego obecnie żyjącego himalaisty, być może kluczowego dla powodzenia wyprawy – kończy się pod K2 zima (a w jego mniemaniu kończy się ostatniego dnia lutego, stąd decyzja o samotnym ataku). Dziwi pęd Urubki do obwieszczania światu na rosyjskojęzycznych portalach obszernej krytyki sposobu prowadzania wyprawy, w której uczestniczy. W odwecie odcięto mu dostęp do internetu. Dobrze, że nie schowano mu butów.

Niestety wszystko wskazuje na to, że ten dość żenujący spektakl jeszcze potrwa. Urubko, miejmy nadzieję, pokona zdradliwy lodowiec Baltoro i bezpiecznie wróci na niziny. Czy uzna, że wylał już wszystkie żale na sposób prowadzenia wyprawy, podejmowane na niej decyzje, zachowanie partnerów, przywództwo Krzysztofa Wielickiego? Raczej mało prawdopodobne. Uderzy w stół, nożyce się odezwą.

A wszyscy laicy, którzy nigdy nie musieli podejmować decyzji w ekstremalnej rzeczywistości himalajskiej zimy, rozpoczną pożałowania godną debatę o tym, kto miał rację.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną