Ludzie i style

Koniec politycznej reklamy na Twitterze. I dobrze

Twitter Twitter Forum
Prezes Twittera Jack Dorsey ogłosił, oczywiście na Twitterze, że jego platforma przestanie od 22 listopada publikować reklamy polityczne. To niezwykle ważna deklaracja, którą należy analizować w kilku perspektywach.

Po pierwsze, to krok w procesie regulacji sfery obiegu komunikacyjnego w serwisach internetowych. Jak podkreśla Dorsey, zwłaszcza obszar komunikacji politycznej uregulować niezwykle trudno i obowiązujące przepisy są niewystarczające. Nie czekając więc na adekwatne rozstrzygnięcia prawne, Twitter poddał się samoregulacji.

Firma za pośrednictwem swego szefa podaje szereg argumentów. Najważniejszy: polityczny wpływ powinien zależeć od siły argumentów, a nie od siły pieniądza, jaki zostanie wyłożony na reklamę. I nie chodzi jedynie o gotówkę korumpującą jakość debaty politycznej, ale i o możliwości związane z nowymi technikami marketingu polegającymi na mikrotargetowaniu, profilowaniu użytkowników i oddziaływaniu neurokognitywnym. Wszystko to niszczy politykę i demokrację, o czym można było się przekonać podczas kampanii referendalnej w sprawie brexitu w 2016 r. i podczas licznych kampanii politycznych.

Facebook, Twitter i reklama: kto ma rację?

Analizując oświadczenie Dorseya, należy też pamiętać, że Twitter jako medium rywalizuje z Facebookiem. A kilkanaście dni temu Mark Zuckerberg, prezes tego serwisu społecznościowego, przedstawił argumenty za dokładnie odwrotnym niż Twittera podejściem do komunikacji politycznej. Facebook nie będzie więc ograniczał politycznych reklam nawet wówczas, gdy będą one szerzyć nieprawdziwe informacje. Zuckerberg argumentuje swoje stanowisko troską o wolność słowa.

Czytaj także: Kto zarabia na śledzeniu użytkowników

Kto ma rację? Dorsey przekonuje, że nie należy mylić wolności słowa z dowolnością, jaka wynika z możliwości kupowania reklam i wzmacniania siły przekazu siłą pieniądza. Zuckerberg z kolei mówi, że płatna reklama ułatwia dotarcie do odbiorców i mediów początkującym politykom, którzy jeszcze nie przebili się przez sieciowy gąszcz. Dorsey w odpowiedzi przywołuje przykłady licznych nowych ruchów społecznych, które zyskały masowy rozgłos bez płatnych kampanii marketingowych.

Twitter daje przykład konkurentom

Alexandria Ocasio-Cortez, amerykańska lewicowa polityczka robiąca błyskawiczną karierę w swoim kraju, przyjęła decyzję Twittera z uznaniem, tweetując, że zakaz płatnej reklamy politycznej uznać należy za elementarny etyczny gest ze strony serwisu. Brad Parscale kierujący kampanią Donalda Trumpa stwierdził z kolei, że ta decyzja to kolejny atak ze strony lewicy mający na celu uciszyć prezydenta i konserwatystów.

Cóż, argumentacja Parscale′a nie grzeszy zbytnią logiką – zakaz dotyczy nie tylko prawicy, ale całej komunikacji politycznej, jeśli więc będzie działał uciszająco, to na wszystkich. Ważniejsza jest jednak inna kwestia – miejmy nadzieję, że samoregulacja Twittera nie ostudzi zapału regulacyjnego ze strony agend państw. Firmy i ich prezesi mogą od czasu do czasu podejmować dobre decyzje kierowane porywem etycznym. To jednak bardziej postawa Zuckerberga niż Dorseya jest normą, więc dobre regulacje są, jak zresztą zauważa sam szef Twittera, niezbędne.

Czytaj także: Czy to początek końca Facebooka?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Zagoniona klasa średnia

Rozmowa z socjologiem prof. Arkadiuszem Karwackim o sfrustrowanej klasie średniej, przekonanej, że coraz więcej pracuje i coraz mniej z tego ma.

Martyna Bunda
12.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną