Ludzie i style

Polacy wymyślą telefon na nowo. Nie będzie pożeraczem czasu

Telefon Mudita Pure Telefon Mudita Pure mat. pr.
Dorobił się fortuny na grach komputerowych, ale później zmienił swoje życie. Teraz Michał Kiciński doszedł do wniosku, że pora zmienić telefon.

Michała Kicińskiego ciągle trudno złapać, choć znacznie łatwiej niż kiedyś. Coraz chętniej i częściej odłącza się od sieci. W wywiadach mówi o poszukiwaniu sensu w życiu, przeżyciach duchowych i wspomina, co kiedyś robił z nim stres, gdy był na ciągłym alercie. Efekty? Depresja, przemęczenie i wypalenie. Rozmawiamy przez Skype’a. Nagle milioner wyciąga swój zdezelowany smartfon z rozbitym ekranem i mówi, że chyba nie będzie już wymieniał wyświetlacza pokrytego pajęczyną ze szkła. Zamierza pożegnać tego pożeracza czasu i wspólnie z grupą kilkudziesięciu zapalonych młodych ludzi tworzy minimalistyczny substytut – telefon Mudita Pure.

Jestem zżyty ze smartfonem, ale zmieniam styl życia i dużo mniej się poruszam, a to, z czego najwięcej korzystałem, to GPS. Nawet jeśli nie przerzucę się w 100 proc. na klasyczny telefon, to i tak na pewno jeszcze bardziej uniezależnię się od smartfonów. Zresztą, prawdę mówiąc, nieustannie włączam tryb samolotowy, żeby mieć spokój – mówi Kiciński.

Relacja ze smartfonem jest doskonałym odzwierciedleniem zmian, jakie zaszły w ostatnim czasie w życiu miliardera. Kiciński znany jest głównie jako ojciec sukcesu polskiego imperium gier wideo CD Projekt, które założył ćwierć wieku temu wspólnie z Marcinem Iwińskim. Początkowo grupa była wydawcą i dystrybutorem zagranicznych tytułów, z czasem zaczęła tworzyć własne hity, w tym gry oparte na przygodach „Wiedźmina”. Teraz globalny rozgłos utrzymuje m.in. dzięki pracom nad grą „Cyberpunk 2077”. W jedną z głównych ról w grze wciela się sam Keanu Reeves, aktor mający na swoim koncie role choćby w słynnej serii filmów „Matrix”.

Kiciński od siedmiu lat nie jest aktywny w branży gier, ale pozostaje biernym akcjonariuszem spółki, co znaczy, że każdy sukces firmy dodaje kolejne cyfry do jego majątku.

Czytaj także: Ekran się zagina, czyli rewolucja w smartfonach

Telefon do telefonowania

„Cyberpunk 2077” trafi do sprzedaży w kwietniu 2020 r. Kiciński będzie miał wtedy na głowie inną premierę. Wprowadzi do sprzedaży telefon Mudita Pure – ucieleśnienie nowej filozofii życia i sposób na ucieczkę od smartfonów próbujących zawładnąć naszym życiem. Doszedł do wniosku, że oferta tzw. feature phone’ów, czyli zwykłych telefonów, które nie są smartfonami, jest dziś uboga i brak na rynku modeli z najwyższej półki jakościowej i cenowej. Uznał, że klienci, którzy z łezką w oku wspominają dawne czasy, gdy telefon służył do telefonowania, wysyłania SMS-ów czy grania w proste gry, nie mają obecnie zbyt dużego wyboru. I wziął sprawy w swoje ręce.

Czytaj także: Zawrotna kariera bikona. Czyli czego?

Platformą do realizacji tego marzenia jest Mudita, start-up ulokowany w niewielkim budynku w willowej części Mokotowa. Klasyczny telefon o nazwie Pure ma być pierwszym produktem spółki, ale i prezentacją filozofii firmy. Zresztą Mudita za wszelką cenę chce się odróżnić od bezdusznych, wielkich koncernów technologicznych, które najchętniej podłączyłyby nasze mózgi do sprzętu elektronicznego, żeby zwiększyć możliwości gadżetów i nas samych, ułomnych ludzi.

– To, co robiłem po wycofaniu się z zarządzania CD Projektem, nie jest żadną tajemnicą. Otworzyłem restaurację wegańską na pl. Zbawiciela w stolicy, wsparłem powstanie portalu Strefarozwoju.pl, otworzyłem ośrodek rozwoju osobistego pod Warszawą i w Peru, skierowany głównie do klientów z USA, ale Mudita jest największym i najważniejszym projektem – opowiada.

Na stronie internetowej ten najważniejszy projekt przybiera formę „Manifestu Mudity”: „Jesteśmy Mudita – nowy rodzaj firmy technologicznej. Dbamy o wolność, radość i życie chwilą obecną. Dołącz do nas w poszukiwaniu spontanicznego, pozytywnego i harmonijnego stylu życia”. Jak wygląda ucieleśnienie tych słów? Niewielki telefon przypomina modele, które wszyscy kupowali w końcówce lat 90. i na początku tego wieku, zanim Apple zrewolucjonizował rynek, pokazując iPhone’a. Od tego czasu pokochaliśmy dotykowe ekrany i smartfony mające większe możliwości niż dawne komputery. Tymczasem Mudita Pure wyposażony jest w ekran E-Ink, wykorzystywany choćby w czytnikach e-booków, ma baterię zapewniającą pracę przez co najmniej kilka dni i specjalnie opracowaną nową antenę z niską wartością współczynnika absorpcji promieniowania elektromagnetycznego, czyli tzw. SAR. Minimalistyczny dizajn przekłada się na minimalistyczne podejście do funkcji. Na telefonie nie posurfujemy po Facebooku i Twitterze, nie pooglądamy też filmików z kotami na YouTube.

Prywatność i bezpieczeństwo są naszymi priorytetami i troszkę uprościliśmy sobie życie, ponieważ w Pure nie ma internetu – mówi Kiciński. – Duże firmy żyją z tego, że użytkownicy spędzają sporo czasu przed ekranem, więc ten czas ekranowy jest pewnego rodzaju walutą. Nie wierzymy, że giganci będą szczerze i skutecznie ograniczać czas użytkowania, bo przecież rdzeniem ich działalności jest to, żeby ludzie oglądali, klikali i streamowali.

Czytaj także: Za prywatność w internecie trzeba płacić

Ekran, przepustka do innego życia

Założenie jest więc takie, żeby telefon pomógł się oderwać od wirtualnego świata i nie kusił świecącym ekranem podczas zabawy z dziećmi, kolacji z przyjaciółmi czy spotkania z rodziną. Ambicją twórców nie jest całkowite odłączenie użytkowników od internetu. Główną bazą klientów mają być ludzie, dla których Mudita może być drugim telefonem, trochę weekendowo-wieczornym, który pomoże zabieganemu, zmęczonemu człowiekowi odciąć się od potrzeby zerkania na ekran i sprawdzania powiadomień, a jednocześnie zapewni stały kontakt z najbliższymi w przypadku awaryjnych sytuacji.

Zaczęliśmy konsumować technologię w bezmyślny sposób, a znakiem tego jest choćby to, że smartfony szybko zdobyły nasze sypialnie – tłumaczy Kiciński. – Przy nich zasypiamy i budzimy się. Chcemy wcisnąć pauzę i motywować do zastanowienia, czy to na pewno dobry kierunek. Nasz telefon to przewrotny pomysł, żeby powiedzieć: „Ha, zobaczcie, może warto inaczej”.

Miliarder nie odkrywa Ameryki, bo ludzie coraz chętniej decydują się na slow life, slow food, a częścią tej tendencji jest świadome odłączanie się od sieci. Znakiem naszych czasów jest tzw. FOMO. Na ten syndrom lęku przed odłączeniem cierpią ludzie w różnym wieku, o różnym wykształceniu i pochodzący z różnych miejscowości. Narażony może być każdy, kto dostał smartfon do ręki.

Za telefonem Mudita kryje się pewna pisana wielką literą Idea. Widać ją wyraźnie w materiałach promocyjnych, udostępnianych przez producenta – eksponowane role grają tu medytacja, wyciszenie, las, ucieczka od wielogłosu świata, odłączenie od sieci i smartfonów na własnych warunkach oraz próba uchwycenia równowagi między tym, co „tu i teraz”, a tym, co cyfrowe – zauważa dr hab. Anna Jupowicz-Ginalska z Uniwersytetu Warszawskiego, inicjatorka i koordynatorka prac zespołu badawczego „FOMO. Polacy a lęk przed odłączeniem”. W najnowszym raporcie znalazły się m.in. badania zjawiska nomofobii. Słowo wywodzi się z języka angielskiego i jest zlepkiem kilku innych: „no”, „mobile phone” i „phobia”. Objawami są nadmiarowe i długotrwałe korzystanie ze smartfona, niepokój związany z jego brakiem, a nawet omamy słuchowe, w tym złudzenie, że telefon dzwoni lub wydaje inne dźwięki powiadomień. Raport zespołu dr hab. Jupowicz-Ginalskiej wykazuje, że w nasilonym stopniu przejawia je aż 15 proc. polskich internautów powyżej 15. roku życia, w średnim – 65 proc., niskim – 20 proc. Właściwie wszyscy odczuwają potrzebę posiadania smartfona w zasięgu ręki.

Czytaj także: Jesteśmy fomersami

Marketingowo Mundita trafia więc w czas. – Ale taki telefon bez internetu może stać się tylko kolejnym gadżetem albo modą, na którą będą mogli pozwolić sobie nieliczni. Urządzenie będzie dość drogie i nie wiem, czy sprawdzi się jako produkt na tyle masowy, by zmienił zachowania konsumenckie – analizuje badaczka, wskazując, że wielu użytkowników po prostu musi korzystać ze smartfonów, np. ze względu na specyfikę pracy. Jej zdaniem nie wolno też demonizować internetu i mediów społecznościowych jako takich, bo niosą ze sobą wiele korzyści. Należy się skupić raczej na edukowaniu, jak nie wpaść w nałóg. Klasyczne telefony z przyciskami, małymi ekranami i ograniczonymi funkcjami dostępu do internetu mogą w tym nieco pomóc, ale nie należy ich traktować jako narzędzi terapeutycznych.

Czytaj także: Jak uciec z cyfrowej pułapki czasu

Zbadane i policzone

Michał Kiciński nie byłby jednak sobą, gdyby nie rzucał się na nieznane wody. W Mudita liczą każdą złotówkę, czytają posty potencjalnych kupców na Kickstarterze, opracowują badania i przekonują, że jeśli ktoś chce dobrze i zdrowo żyć, to nie wystarczy zmiana diety. Kiciński jest założycielem, ale spółką kierują dwaj prezesi: Łukasz Anwajler i Tomasz Nosal, mając 51 proc. udziałów. Kiciński, który na tegorocznej liście najbogatszych Polaków według „Forbesa” zajmuje 17. miejsce z majątkiem szacowanym na prawie 2 mld zł, mógłby zasypać spółkę gotówką. Ale strategię ma inną. Mudita jest start-upem, firmą butikową rozwijającą się stopniowo, ale wymagającą dalszych inwestycji.

Czytaj także: Coraz młodsi siecioholicy

Dlatego pracownicy świętują w swojej siedzibie fakt, że zebrali na popularnym portalu crowdfundingowym Kickstarter sumę ponad 262,5 tys. dol., sprzedawszy przed premierą ponad tysiąc telefonów. Kampania została przeniesiona na portal Indiegogo, gdzie Mudita Pure jest nadal dostępny w przedsprzedaży z 20-proc. zniżką. Pieniądze są ważne, ale chodzi głównie o sprawdzenie, czy jest zainteresowanie tego typu telefonem. A w ten sposób uwaga potencjalnych klientów została skutecznie przyciągnięta. Współtwórca CD Projektu na razie jest jedynym inwestorem, ale zapowiada, że gdy firma dorośnie, to otworzy się na zastrzyki gotówki z innych źródeł, w tym za kilka lat z rynku kapitałowego i warszawskiej giełdy.

Opracowanie własnego rozwiązania antenowego kosztowało 3 mln zł, z czego część była dofinansowaniem z NCBiR, natomiast cała inwestycja w firmę do kwietnia przyszłego roku wyniesie jakieś 5 mln dol., czyli ok. 20 mln zł – zdradza Kiciński.

Telefon będzie sprzedawany po 369 dol., a więc ponad 1400 zł. Za takie pieniądze można mieć średniej klasy smartfona wiodącej firmy na rynku. Topowe egzemplarze kosztują od 2500 zł wzwyż. Klasyczne telefony z przyciskami oferuje choćby HMD Global, spółka posiadająca prawa do marki Nokia w biznesie komórkowym. Firma poczuła, że sentyment wraca, i wskrzesiła Nokię 3310, jeden z najpopularniejszych telefonów komórkowych w historii. Ten można mieć już za ok. 200 zł.

Mudita twierdzi, że różnica tkwi w jakości, a Pure ma być nie tyle kolejnym tanim telefonem klasycznym, ile nową jakością na rynku, środkiem do zmiany stylu życia.

Od początku zależało nam, żeby telefon był produkowany w Polsce, ale napotkaliśmy wiele trudności. Zaskoczyła nas słaba baza produkcyjna, nie tylko w Polsce, ale w zasadzie w całej Europie. Szukaliśmy możliwości w Finlandii, a okazało się, że po Nokii zostały już tylko linie do eksperymentalnych krótkich serii telefonów, cała produkcja seryjna została przeniesiona do Azji. Finalizujemy rozmowy z polskimi zakładami – tłumaczy Kiciński, którego firma idzie za ciosem i już teraz zapowiada budzik skierowany do osób, które nie chcą mieć smartfona obok łóżka. Później zadebiutuje proste urządzenie z dotykowym ekranem, ale z własnym systemem operacyjnym, coś między klasycznym telefonem a smartfonem. To zapewne propozycja dla tych, dla których całkowita rezygnacja z wyświetlacza pełnego ikonek i powiadomień byłaby terapią szokową i spowodowała trudne opanowania efekty odstawienia.

Czytaj także: Ciemna strona internetu

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Psi umysł

Nie my udomowiliśmy psy. One zrobiły to same i dzięki temu, pod pewnymi względami, stały się bystrzejsze od szympansów.

Marcin Rotkiewicz
01.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną