Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Ludzie i style

Bunt czytelników

Do Polski dotarła moda na ciche czytanie. Żadnych esemesów, żadnych powiadomień

Czy wspólne ciche czytanie to wyraz zmęczenia wirtualnym światem? Czy wspólne ciche czytanie to wyraz zmęczenia wirtualnym światem? Shutterstock AI
Do Polski dotarła moda na Ciche Kluby Książki. Na jakie potrzeby odpowiada dziś wspólne czytanie w ciszy?

Piątkowy wieczór, a Biblioteka Oliwska przyciąga światłem, parującą kawą i herbatą, i oczywiście książkami. Koło 19.00 zaczyna się ruch. Młodzi (w większości) ludzie zajmują fotele i sofy. Sięgają po książki przyniesione z domu albo zdjęte z bibliotecznych półek. Zapada cisza przerywana jedynie szelestem kartek. Żadnych telefonów, żadnych esemesów, żadnych powiadomień.

Krystyna, przed którą egzamin na pedagogikę baletową, wgryza się w „Krótki zarys historii tańca i baletu”. To wymagająca lektura, a w domu trudno się skupić. Z podobnych powodów Mateusz, polonista, czyta „Okręt” Lothara-Günthera Buchheima właśnie na spotkaniach klubu. Mikołaja, studenta nawigacji, zwabiła tu obietnica wyłączenia technologicznych bodźców i nowe towarzystwo. Czyta „Homo deus” Harariego.

Oliwski Silent Book Club (SBC) powstał dwa lata temu jako drugi w Polsce. Pierwsza była stolica, ale dziś ten warszawski oddział już nie działa. – Cichy Klub Książki to idealny pomysł dla czytelników z introwertyczną naturą – tłumaczy Magdalena Basińska, bibliotekarka i twórczyni Klubu. I dodaje: – Ale nie tylko – po długim tygodniu pracy wielu z nas potrzebuje spokoju, głębokiego oddechu. Bez dyskusji o przeczytanych książkach, ścigania się na efektowne komentarze. Tu wystarczy pobyć razem w zaciszu bibliotecznych regałów, popijać kawę i dać się ponieść lekturze. Potem można pogadać, podzielić się wrażeniami i polecajkami, ale obowiązku nie ma.

Czytaj też: Dres w chińskim stylu. Dlaczego nowa kolekcja Adidasa wywołała tyle emocji?

Polityka 15.2026 (3559) z dnia 07.04.2026; Ludzie i Style; s. 94
Oryginalny tytuł tekstu: "Bunt czytelników"
Reklama