Bunt czytelników
Do Polski dotarła moda na ciche czytanie. Żadnych esemesów, żadnych powiadomień
Piątkowy wieczór, a Biblioteka Oliwska przyciąga światłem, parującą kawą i herbatą, i oczywiście książkami. Koło 19.00 zaczyna się ruch. Młodzi (w większości) ludzie zajmują fotele i sofy. Sięgają po książki przyniesione z domu albo zdjęte z bibliotecznych półek. Zapada cisza przerywana jedynie szelestem kartek. Żadnych telefonów, żadnych esemesów, żadnych powiadomień.
Krystyna, przed którą egzamin na pedagogikę baletową, wgryza się w „Krótki zarys historii tańca i baletu”. To wymagająca lektura, a w domu trudno się skupić. Z podobnych powodów Mateusz, polonista, czyta „Okręt” Lothara-Günthera Buchheima właśnie na spotkaniach klubu. Mikołaja, studenta nawigacji, zwabiła tu obietnica wyłączenia technologicznych bodźców i nowe towarzystwo. Czyta „Homo deus” Harariego.
Oliwski Silent Book Club (SBC) powstał dwa lata temu jako drugi w Polsce. Pierwsza była stolica, ale dziś ten warszawski oddział już nie działa. – Cichy Klub Książki to idealny pomysł dla czytelników z introwertyczną naturą – tłumaczy Magdalena Basińska, bibliotekarka i twórczyni Klubu. I dodaje: – Ale nie tylko – po długim tygodniu pracy wielu z nas potrzebuje spokoju, głębokiego oddechu. Bez dyskusji o przeczytanych książkach, ścigania się na efektowne komentarze. Tu wystarczy pobyć razem w zaciszu bibliotecznych regałów, popijać kawę i dać się ponieść lekturze. Potem można pogadać, podzielić się wrażeniami i polecajkami, ale obowiązku nie ma.
Czytaj też: Dres w chińskim stylu. Dlaczego nowa kolekcja Adidasa wywołała tyle emocji?