Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Ludzie i style

Białe złoto

Białe złoto. Ruszamy na Grenlandię. Będzie drogo, ale wrażenia nie do zapomnienia

Ilulissat Ilulissat Juliette Pavy/Bloomberg / Getty Images
Na Grenlandii między miastami nie ma dróg, więc do Ilulissat można tylko dolecieć albo dopłynąć. Nie będzie to tania podróż, za to na pewno wyjątkowa.

W położonym 250 km na północ od linii kręgu polarnego Ilulissat psów jest prawie tyle co ludzi. Krępe, silne, z gęstą sierścią, zimą wykorzystywane są głównie do transportu. Ciągną sanie, bo miejscowi Inuici (nie lubią, gdy nazywa się ich Eskimosami) zgodnie z odwieczną tradycją nadal polują na foki, wyjeżdżając na zamarzniętą zatokę. Latem psy uwiązuje się na parcelach z dala od centrum. Nikt nie wyprowadza ich wówczas na spacery, bo miejscowi uznają, że długi łańcuch wystarczy dla odrobiny ruchu, a skoro nie pracują, to wystarczy, jeśli raptem trzy razy w tygodniu właściciel wysypie im worek rybnych odpadów. Moje zwierzęcolubne podejście przeciwko takim zasadom się buntuje, podobnie nie popieram praktykowanych ciągle na Grenlandii polowań na wieloryby, ale skoro chciałam zobaczyć, jak żyją grenlandzcy Inuici, to ich tradycji głośno komentować mi nie wypada.

Wśród liczącej 4,7 tys. osób populacji Ilulissat 90 proc. stanowią Grenlandczycy (w przeważającej większości właśnie Inuici), niechętnie uczący się duńskiego, chociaż oficjalnie Grenlandia to przecież wyspa duńska. Z kolei tutejsi Duńczycy niechętnie przyswajają sobie grenlandzki. Już sam zapis może wywołać ból głowy. Przykłady? Samolot to „timmisartoqarfik”, zaś przewodnik turystyczny –„takornarianut najoqqutassiaq”. Nawet nie próbuję zapamiętać.

Czytaj też: Królewska góra: Rigi przyciąga turystów. Na szczycie stawali nawet celebryci

W Ilulissat – trzecim co do wielkości mieście Grenlandii – ludzie żyli już od prehistorycznych czasów (przy pobliskim fiordzie jest miejsce osady sprzed 4 tys.

Polityka 23.2026 (3567) z dnia 01.06.2026; Ludzie i Style; s. 112
Oryginalny tytuł tekstu: "Białe złoto"
Reklama