Bąbelki bąbelkom nierówne
Bąbelki bąbelkom nierówne. Czym się różni Prosecco od prosekko?
Wracam do tematu Prosecco. Tematu ważnego – dwie z trzech butelek wina musującego konsumowanego w Polsce to właśnie ta apelacja z północno-wschodnich Włoch. Stało się niemal synonimem swojej kategorii, jak „koniak” albo „elektroluks”. Dziś młodzież albo początkujący konsumenci, gdy chcą się napić jakichkolwiek bąbelków – nieważne włoskich czy francuskich, czy nawet… polskich – proszą już nie o „szampańskie”, tylko o „prosekko” właśnie.
Ten niesamowity sukces wino na „p” osiągnęło w ciągu zaledwie dekady. W tym czasie produkcję zwiększono niemal czterokrotnie. Pomogły: chwytliwa nazwa, przystępna cena, aura włoskiego szyku i łatwy w piciu gruszkowo-cytrusowy smak.
Ale, jak już pisałem trzy lata temu, Prosecco prosekku nierówne. W 2009 r. strefę produkcji powiększono bowiem niemal 10-krotnie; obejmuje obecnie większość regionu Friuli i ogromnego Veneto. Stało się to kosztem winiarzy z małej, historycznej strefy upraw wokół miasteczek Valdobbiadene i Conegliano, którzy dawniej jako jedyni mogli wytwarzać wino o tej nazwie, a tu wnet wyrosła im za miedzą konkurencja. Na pocieszenie legislatorzy przyznali im specjalny wyróżnik DOCG – najwyższą kategorię we włoskim winiarstwie – oraz dopisek „Superiore” po terminie „Prosecco” na etykiecie.
Czytaj też: Bogini wina. Trunki z Etny mają przed sobą wielką przyszłość
Teraz jednak winiarze z Valdobbiadene i Conegliano kontratakują.