Kabelek zamiast pchełek
Kabelek zamiast pchełek. Dlaczego słuchawki z przewodem wracają do łask?
Bo nie trzeba ich ładować, a mam wrażenie, że moim życiem rządzą obecnie rzeczy wymagające ładowania. Bo Bluetooth to zaprzeczenie wygody, potrafi nieźle wkurzyć. Bo słuchawki z kablem trudniej zgubić. Bo jakość dźwięku jest lepsza. Bo nie lubię wyrzucać sprzętu tylko z powodu degradacji baterii.
To najczęstsze argumenty osób, które rezygnują ze słuchawek bezprzewodowych i wracają do tych z kablem. A wrażenie, że takich osób na ulicach czy w autobusach widać coraz więcej, potwierdzają dane: po raz pierwszy od wielu lat sprzedaż takich urządzeń rośnie, i to w tempie dwucyfrowym.
„Używam słuchawek bluetoothowych do podkastów i filmików, na które nie patrzę. Ale mam osobne słuchawki do poważnego słuchania muzyki i do gier” – ten głos w serwisie Reddit polubiło kilkaset osób. Graczy do kabla zachęca nie tylko jakość dźwięku, chodzi także o brak jego opóźnienia względem obrazu. Niektórzy wciąż też nie ufają bezpieczeństwu technologii Bluetooth i obawiają się, że wielogodzinne wystawianie głowy na takie promieniowanie (zaznaczmy: wielokrotnie słabsze niż to emitowane przez telefony) może odbić się na stanie mózgu, choć żadne wiarygodne badania tych obaw nie popierają.
Czytaj też: Fiksa na wiksę, czyli objaśniamy nowe słowa
Powrót do kabli bywa też wpisywany w szerszy trend zwrotu przeciw nowym technologiom na czele z AI, na które szczególnie uczulone okazały się młode pokolenia. Inni uważają go za element mody na retro podobny do trwającego już półtorej dekady renesansu płyt winylowych. W każdym razie w słuchawkach z kablem ostentacyjnie pokazują się nawet takie sceniczne gwiazdy jak Ariana Grande i Charli XCX czy aktor Jacob Elordi.