Moje miasto

Jak dotrzeć ze sztuką do publiczności nad Wisłą

Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Facebook
Joanna Mytkowska, dyrektorka Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, o najbliższych planach, nadwiślańskiej publiczności, starej i nowej siedzibie MSN.

ALEKSANDER ŚWIESZEWSKI: – Zacznijmy od Open’era. Już po raz siódmy na zaproszenie organizatorów festiwalu przygotowaliście wystawę, która była pokazywana w trakcie imprezy. Tegoroczną ekspozycję zatytułowaliście „Jutro będzie wojna?”. Ludzie jadą do Gdyni, żeby się bawić, słuchać muzyki i cieszyć życiem. Tymczasem MSN straszy ich wojną…
JOANNA MYTKOWSKA: – Organizatorzy festiwalu poprosili nas, żebyśmy jako MSN odnieśli się do setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Zajęliśmy się tradycją niepodległościową z zupełnie innej perspektywy. Przedstawiliśmy ją w wymiarze oddolnym, który jest zbyt często pomijany w oficjalnej narracji. Opowiedzieliśmy m.in. o insurekcji kościuszkowskiej oraz rewolucji 1905 r., kiedy walka o wolność miała charakter wyraźnie oddolny i społeczny. Chodziło nam również o pokazanie, że tradycja militarna przesłania szerszy obraz historii. Nasz zamysł polegał na tym, by trochę odczarować niebezpieczny splot niepodległości i tradycji militarnych. Stąd też taki, a nie inny tytuł. Mam nadzieję, że zdołaliśmy pokazać inną tradycję niepodległościową. Taką, z którą więcej młodych ludzi może się identyfikować. Bo uczestnicy Open’era niekoniecznie identyfikują się z mundurem.

Przenieśmy się na Bulwary Wiślane, do tymczasowej siedziby MSN, czyli do Muzeum nad Wisłą. Można tam już oglądać najnowszą wystawę „Bestia, bóg i linia”. Dlaczego zdecydowaliście się na pokaz sztuki Azji Południowo-Wschodniej?
MSN stara się prezentować sztukę w jej globalnym wymiarze. Taka jest zresztą natura sztuki współczesnej. Scena Azji Południowo-Wschodniej wydaje się wyjątkowo interesująca. W reakcji na sytuację społeczną i polityczną artykułują się tam całkiem odmienne języki sztuki. Najlepszym przykładem jest Hongkong, nad którym wpływy przejmują komunistyczne Chiny. Obserwujemy tam niesamowity rozwój sceny artystycznej. Wartością dodaną jest jej kurator. Cosmin Costinas pochodzi z Rumunii, ale od lat mieszka w Hongkongu. Ekspozycja nie tyle pokazuje azjatycką scenę artystyczną jako egzotyczną ciekawostkę w Europie Wschodniej, ile odkrywa przed widzami postkolonialną kondycję tamtej, odległej z naszej perspektywy, części świata. Pokazuje sztukę, która w krytyczny sposób obchodzi się z dziedzictwem sztuki zachodniej. Z drugiej strony w oryginalny sposób stara się przenalizować problemy współczesności. Nie przez banalne pojęcia typu „globalizm”, ale takie, które wynikają z tradycji regionów, z lokalnych historii.

Tytuł wystawy brzmi odważnie i intrygująco zarazem.
Sporo prac dotyczy fanatyzujących się w Azji religii. Na przykład „militarnego buddyzmu”. Coś takiego wydaje się nam zupełną sprzecznością, a ma miejsce we współczesnych Indiach. I to jest właśnie ten tytułowy „bóg”. „Bestia” pożerająca różne obszary życia i kulturę lokalną to kapitalizm. Wreszcie „linia”, czyli bardzo długa tradycja wymiany regionalnej poprzez ornament na tkaninach. Wystawę można określić jako właśnie bardzo bogatą tkaninę, która da nam wgląd w ten odległy rejon świata.

Czym nas jeszcze w najbliższym czasie zaskoczy MSN?
Jesienią zapraszamy do Muzeum nad Wisłą na wystawę „Niepodległe”. Zajmiemy się tradycją niepodległościową z punktu widzenia narracji kobiecych. Stawiamy następującą tezę: o ile walka rewolucyjna jest kobietą, to już w momencie wywalczenia niepodległości kobiety są z niej natychmiast i w subtelny sposób rugowane. Świetnie obrazuje to praca Sanji Iveković „Niewidzialne kobiety Solidarności”, która znajduje się w kolekcji naszego muzeum. Kobiety są potrzebne, dopóki trwa walka. Potem bywa bardzo różnie… Również jesienią czeka nas kolejna edycja festiwalu Warszawa w budowie. Tym razem przygotowana z kolektywem artystyczno-kuratorskim z Kijowa. Będziemy chcieli porównać dwie stolice i porozmawiać o całym bagażu spraw polsko-ukraińskich. Tytuł tegorocznej edycji brzmi „Sąsiedzi”. Szykujemy jeszcze kilka wystaw, których szczegółów nie będę do końca zdradzać. Wiosną 2019 r. będziemy chcieli przyjrzeć się młodym malarkom. Ponadto w przyszłym roku zmierzymy się z 80. rocznicą wybuchu II wojny światowej. Mamy w planach jeszcze indywidualną wystawę szwajcarskiej artystki Miriam Cahn.

Muzeum nad Wisłą funkcjonuje już od niemal półtora roku. To dobra okazja do małego podsumowania.
Zmiana lokalizacji wymagała od nas pewnej reorientacji programowej. Nasza poprzednia siedziba, czyli pawilon Emilia, mieściła się w zupełnie innym miejscu i kontekście. Było to ścisłe centrum miasta. Mieliśmy ogromną frekwencję i wspaniały modernistyczny budynek. Niestety nie udało nam się uratować Emilii. Rynek zwyciężył… Od marca 2017 r. mieścimy się w budynku zupełnie innym od poprzedniej siedziby MSN. Nowy pawilon jest prosty i skromny. Krótko mówiąc, świetny do pokazywania sztuki. I bardzo łatwy w aranżacji wystaw. Ale nowe miejsce jest dla nas także pewnym wyzwaniem. Warszawiacy przychodzą nad Wisłę przede wszystkim po to, żeby odpoczywać. Natomiast dla naszej dotychczasowej publiczności wizyta nad Wisłą to mała wyprawa. Mam jednak wrażenie, że zwiększyliśmy przystępność naszego programu, a wystawy stały się ogólnie dostępniejsze dla widzów. Pojawili się ci, którzy do Emilii nie zaglądali. Od marca 2017 r. do marca 2018 r. odwiedziło nas ponad sto tysięcy widzów.

Przypomnijmy, że Muzeum nad Wisłą jest siedzibą tymczasową. Kiedy możemy spodziewać się otwarcia stałej siedziby?
Jesteśmy w trakcie przetargu, który będziemy rozstrzygać na przełomie sierpnia i września. Liczymy, że najpóźniej z początkiem przyszłego roku wreszcie rozpoczniemy prace budowlane. Szacujemy czas budowy stałej siedziby MSN na mniej więcej 36 miesięcy. Na pewno rok potrwają pracę podziemne, które będą utrudnione ze względu na biegnące niżej linie metra. Realistycznie patrząc, pierwsi goście odwiedzą gmach MSN najwcześniej pod koniec 2021 r. lub na początku 2022 r.

Na sam koniec chciałbym poruszyć zupełnie inny temat. W 2012 r. była pani kuratorką wystawy „Alina Szapocznikow: Sculpture Undone, 1955–1972” w nowojorskim MoMA, najważniejszym muzeum sztuki współczesnej na świecie. W marcu minęło 45 lat od śmierci tej wybitnej polskiej rzeźbiarki. Rocznica przeszła w naszym kraju bez większego echa.
Nie do końca. W Muzeum Śląskim w Katowicach można właśnie oglądać przygotowaną przez Andę Rottenberg wspaniałą wystawę „Perspektywa wieku dojrzewania. Szapocznikow – Wróblewski – Wajda”. Dzieła Aliny Szapocznikow trafiły do wielu międzynarodowych kolekcji muzealnych. Z drugiej strony prace artystki są istotnym elementem stałych kolekcji polskich muzeów. Mam poczucie, że Szapocznikow jest obecna i stała się bardzo ważnym punktem odniesienia zarówno w sztuce polskiej, jak i międzynarodowej. Jej obecność będzie się nadal umacniać. Pod koniec lipca otwarta zostanie wystawa prac Szapocznikow w Kunsthalle w Baden-Baden, którą też współorganizujemy. Towarzyszy jej wspaniały katalog. O los Aliny Szapocznikow możemy więc być spokojni.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Prof. Leociak: Kościół jako instytucję należy odrzucić

To już nie są czasy zdobywania nowego świata i nawracania siłą wszystkich „dzikusów”, czy tego chcą, czy nie – mówi prof. Jacek Leociak z Instytutu Badań Literackich PAN, autor „Młynów Bożych” i wydanego właśnie „Wiecznego strapienia. O kłamstwie, historii i Kościele”.

Katarzyna Czarnecka
30.11.2020
Reklama