Co nam dał Program Europejskiej Stolicy Kultury

Polskie STOLICE kultury
Tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 wywalczył sobie Wrocław. Z perspektywy czasu okazuje się jednak, że wygranych było więcej.
Dzień poświęcony historiom opowiadanym przez mieszkających we Wrocławiu Ukraińców podczas Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016.
Maciej Kulczyński/PAP

Dzień poświęcony historiom opowiadanym przez mieszkających we Wrocławiu Ukraińców podczas Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016.

Program Europejskiej Stolicy Kultury (pierwotnie noszącego nazwę Europejskiego Miasta Kultury) ma już ponad 30 lat. Wystartował, gdy w Europie zachodziły głębokie zmiany. Z debat intelektualnych płynął wniosek, że formuła państwa narodowego się wyczerpała. Dominujące przekonanie o „końcu historii” z optymizmem pozwalało patrzeć na projekt zjednoczonej Europy. A miasta Zachodu wychodziły z głębokiego kryzysu przejawiającego się zarówno w sferze ekonomicznej, politycznej, jak i społeczno-kulturowej. Potrzebne były więc nowe narracje, które mogłyby stać się punktami odniesienia dla kształtującej się tożsamości europejskiej. W tym kontekście odwołania do miejskiego dziedzictwa wydawały się bardzo uzasadnione, wszak Europa to cywilizacja miast.

Z drugiej strony wspomniane miejskie odrodzenie było w dużej mierze efektem rozwoju tzw. gospodarki postfordowskiej, w której miejsce upadającego przemysłu zaczęły zajmować usługi, przemysły kreatywne, turystyka miejska itp. Program ESK wpisywał się w ten kontekst bardzo dobrze, bo pozwolił nadawać nowe znaczenia „starym kamieniom”. Wskazywał, że dziedzictwo to nie tylko balast rozwojowy, jak myśleli moderniści, którym w historycznej zabudowie miast nie mieściły się wielopasmowe autostrady, ale odczytane na nowo stawało się kołem zamachowym rozwoju miast w nowej rzeczywistości.

W Polsce poprzedni konkurs odbywał się w szczególnym czasie. Transformacja systemowa, członkostwo w NATO i akcesja do UE miała raz na zawsze potwierdzać zakorzenienie Polski w zachodnim świecie wartości.

Tożsamość

Do tej pory tytuł ESK/EMK piastowało około sześćdziesięciu miast, a do samego konkursu zgłosiły się ich setki. W wielu miejscach idea konkursu trafiła na odpowiedni kontekst i wywołała istotne długofalowe zmiany. Tak stało się w Polsce, lata 2007–11, kiedy 11 największych polskich miast (z wyjątkiem Krakowa mianowanego Europejskim Miastem Kultury w milenijnym 2000 r.) pracowało nad przygotowaniem aplikacji. Istotne były tu dwa procesy.

Pierwszy to stopniowa zmiana podstaw gospodarczych, która w praktyce zaczęła się dokonywać dopiero na przełomie milenium, dekadę po transformacji ’89 roku. Polskie miasta z epoki PRL wychodziły z całym bagażem zależności ukształtowanych w epoce przemysłowej, podczas gdy w zachodnim świecie o ich rozwoju decydowała już gospodarka postindustrialna i postfordowski sposób jej organizacji. Wiele bardzo boleśnie przeżyło okres deindustrializacji i przejścia do nowej epoki przy jednoczesnym braku podstaw dla rozwoju nowych przemysłów. Konkurs zbiegł się w czasie z istotnymi zmianami nadającymi miastom nową dynamikę. Akcesja do UE pozwoliła na włączenie polskich miasta do europejskich sieci wymiany, stymulując tym samym dyfuzję idei, wzorów kulturowych, dobrych praktyk itp. Jednocześnie miasta otrzymały ogromny zastrzyk finansowy, który pobudził rozwój szeroko rozumianych przemysłów kreatywnych. Zaczęła powstawać nowa, często spektakularna infrastruktura, pieniądze płynęły także na sferę „miękką” – wzmacnianie kapitału społecznego i kulturowego, zasobów niezbędnych dla rozwoju kultury.

Druga sprawa to głębokie przemiany społeczno-kulturowe w Polsce. Ważnym ich aspektem było tworzenie się w świadomości nowych miejskich wzorów. Kształtujące się wówczas nowe polskie mieszczaństwo szukało nowych opisów swojej tożsamości, rozpoczęło więc proces „wynajdywania miejskości” – redefiniowania polskiego wzoru kulturowego. W tym czasie zaczęły także kiełkować ruchy miejskie, sukcesywnie przesuwając kwestie miejskie z marginesu do głównego nurtu debaty publicznej. Około 2007 r. w polskich miastach trwał już duży ferment. Konkurs na ESK padł więc na bardzo podatny grunt, stał się stymulatorem dla inicjowania zmian i ich katalizatorem.

Niewątpliwie najważniejszym trwałym efektem ESK są kwestie związane z tożsamością miast. To problematyka, na którą we współczesnej debacie zwraca się coraz częściej uwagę, podkreślając przy tym, że to właśnie tożsamość miasta jest obecnie kluczowym zasobem stymulującym rozwój. Jak jednak definiować tożsamość organizmowi, który nie jest bytem antropomorficznym i trudno mu przypisywać jakąś formę samoświadomości? Ponadto jego istotą jest różnorodność, zatem poszukiwanie cech świadczących o identyczności wszystkich mieszkańców miasta nie ma większego sensu?

Opowieści

Kluczowe znaczenie mają tu miejskie narracje pozwalające na budowanie emocjonalnych więzi mieszkańców z miejscem, w którym żyją. Wyznaczają one ramy dla podejmowanej aktywności i mobilizują do działań na rzecz miasta postrzeganego jako dobro wspólne. W przypadku Polski ich brak był przez wieki jednym z największych deficytów. Cały splot historycznych czynników sprawił, że polski wzór kulturowy uformowany w procesie długiego trwania został zdominowany przez narracje szlacheckie i chłopskie, których wspólną cechą były treści antymiejskie i antymieszczańskie.

Ten duch został wzmocniony przez konsekwencje II wojny światowej. W przypadku większości polskich miast po 1945 r. radykalnie zmieniła się ich społeczno-kulturowa struktura, została zerwana ciągłość. Po pierwsze, na Ziemiach Odzyskanych – najbardziej zurbanizowanym obecnie rejonie Polski – dokonała się niemal stuprocentowa wymiana ludności. Po drugie, wszystkie polskie miasta straciły swój dotychczasowy wielokulturowych charakter. Po trzecie wreszcie, nowa ludność pochodząca głównie ze wsi, która napływała do tych miast na fali powojennej industrializacji, nie zastała tam atrakcyjnych dla siebie narracji miejskich pozwalających na budowanie emocjonalnych więzi ze swoimi miastami.

Powojenne miasta były najczęściej „miastami niechcianymi” i nic dziwnego, że z końcem epoki PRL opisywano je jako przykłady próżni socjologicznej, gdzie jedyne płaszczyzny identyfikacji stanowiła idea etnicznie pojmowanego narodu oraz rodziny ograniczonej do więzów krwi. Obywatelskość – esencja miejskości – nie mogła się w takiej próżni rozwinąć. Brakowało więc podstaw dla kształtowania się tożsamości miast, co miało istotne konsekwencje po transformacji ’89 roku. Jednym z tego przykładów mogą być postawy rodzącej się polskiej klasy średniej epoki transformacji. Kiedy na Zachodzie rozpoczynał się proces odrodzenia miejskiego wyznaczany ideą powrotu do miast, ona rozpoczęła wielką z nich ucieczkę. Depopulacja i suburbanizacja wyznaczają model „rozwoju” polskich ośrodków miejskich w ostatnich dekadach.

ESK stał się silnym impulsem dla kształtowania się tożsamości uczestniczących w nim miast. Najsilniej efekt konkursu widać w tych, które w okresie transformacji najbardziej ucierpiały z powodu braku pozytywnych miejskich narracji. Za nieformalnych zwycięzców całego procesu można uznać Katowice, Lublin i Łódź. Jeszcze dekadę wcześniej zmagały się one z syndromem „błędnego uznania”, czyli sytuacji, w której silniejszy partner (kulturowe centrum) narzuca słabszemu partnerowi stygmatyzujący i poniżający go wizerunek.

W posttransformacyjnym dyskursie Łódź i Katowice (czy szerzej przemysłowy Śląsk) stawały się synonimem wszelkich nieszczęść i patologii związanych z upadkiem przemysłu i rzekomej wyuczonej bezradności robotników wielkoprzemysłowych. Lublin leżący po „niewłaściwej” stronie Wisły wykorzystywany był jako przykład popularnej wówczas tezy, że tzw. Polska B skazana jest na trwały niedorozwój i prowincjonalizm. Miasta te długo nie posiadały odpowiednich zasobów i energii, aby ten syndrom przełamać. Konkurs dostarczył takich możliwości – to właśnie tam nastąpiła największa mobilizacja społeczna. W naszych badaniach respondenci z tych miast wyjątkowo zgodnie podkreślali, że to właśnie w czasie trwania konkursu na ESK pierwszy raz zaczęto pozytywnie pisać, mówić i myśleć o ich miastach.

Dziedzictwo

Dekadę od rozpoczęcia konkursu sytuacja w Łodzi, Katowicach, Lublinie zmieniła się radykalnie. Oczywiście zadziałały różne czynniki, jednak to właśnie nowe miejskie narracje miały decydujące znaczenie. Pozwoliły one mieszkańcom przezwyciężyć negatywne stereotypy i spojrzeć na swoje miasta innymi oczami – dostrzec w nich nową jakość i odkryć własne zasoby. To przełożyło się na silny impuls rozwojowy i sukces wizerunkowy.

Łódź to niegdysiejszy dumny „polski Manchester”, później określany jako pogrążone w depresji „polskie Detroit”, symbol upadku miasta przemysłowego i wszystkich konsekwencji z tym związanych. Konkurs na ESK sprawił, że to, co niegdyś mogło być postrzegane jako wstydliwy balast: wielokulturowość i postprzemysłowe dziedzictwo, zostało odczytane jako cenny zasób pozwalający na transformację w kierunku miasta kreatywnego.

Podobna sytuacja była udziałem Katowic. Dlatego ich aplikacja ESK koncentrowała się przede wszystkim na poszukiwaniu nowej tożsamości miasta, co doskonale zostało wyrażone w logo i haśle przewodnim Katowice – Miasto Ogrodów. Lokalni artyści, zwłaszcza ze sfery dizajnu i street artu, dostarczali nowych narracji, które, dzięki wyzwolonej energii społecznej, sprawiły, że niegdysiejsze szare Katowice stały się modnym KATO, miastem, którego nie trzeba się wstydzić.

Nieco inaczej wyglądała sytuacja w Lublinie, mieście, które od wieków stanowiło jeden z najważniejszych centrów miejskiej cywilizacji na ziemiach polskich i silny ośrodek akademicki i artystyczny. W okresie transformacji zostało jednak silnie dotknięte piętnem „ściany wschodniej”, stawał się miastem skazanym na stagnację i drenaż kapitału kreatywnego. Podczas konkursu na ESK z lokalnej specyfiki – wschodniości i prowincjonalności – uczyniono kluczowy atut. W Lublinie też najlepiej zrozumiano, że przywracanie miastu rangi ważnego centrum cywilizacyjnego może odbywać się tylko dzięki wzmacnianiu roli kultury w mieście.

Konkurs na ESK wszędzie zmienił myślenie o kulturze i politykach kulturalnych. Od lat jak mantrę powtarzany jest slogan, że kultura jest kołem zamachowym rozwoju współczesnych miast. Jednak aby jej instytucje faktycznie mogły stawać się impulsem prorozwojowym, muszą wykazywać się refleksyjnością – otwarciem na swoje otoczenie i uczestników. Dotychczas nie było to wcale takie oczywiste. Instytucje kultury funkcjonowały często jako wyspy odgrodzone silnymi granicami symbolicznymi od miejskiego świata profanum. Otwieranie się ich na miasto nie jest oczywiście tylko i wyłącznie zasługą ESK 2016 – ten proces rozpoczął się już wcześniej.

Refleksywność

W trakcie prowadzonych badań często formułowane były opinie, że w początkowych fazach konkursu na ESK tradycyjne instytucje kultury wykazywały się największym konserwatyzmem i były przede wszystkim zainteresowane zachowaniem istniejącego status quo. Zdarzało się, że broniący go woleli „zbić lustro” (np. dyskredytując krytyczne badania), niż się samokrytycznie w nim przeglądać i wyciągać z tego wnioski. Z czasem, pod wpływem dynamiki związanej z procesami wyzwolonymi konkursem, zaczęło się to zmieniać. Wielka mobilizacja społeczna integrowała rozproszone dotychczas środowiska, a rosnące zainteresowanie i kulturą miejską, i miejskością dostarczało coraz więcej krytycznych analiz, których nie sposób już było ignorować.

W niektórych miastach duch wspólnotowości wyzwolony w trakcie trwania konkursu pozwalał na przełamywanie dotychczasowych barier, podziały na aktywistów, artystów, urzędników, polityków itp., przestawały mieć większe znacznie. Pomysły i idee mogły swobodnie cyrkulować, a w niektórych miastach udało się „zhakować” wydziały kultury, wprowadzając w ich struktury nowych ludzi ze świeżym spojrzeniem i aktywistycznym zacięciem, czego do dziś najlepszym przykładem jest Lublin.

Tam gdzie tradycyjne status quo trwało wyjątkowo silnie, dochodziło do rewolucji. Rozbudzone konkursem nadzieje, podsycane jeszcze przykładami miast najbardziej progresywnych, powodowały, że lokalne środowiska ludzi kultury i ruchów miejskich postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce. Tak działo się m.in. w Bydgoszczy, a zwłaszcza w Poznaniu, gdzie obywatelski sztab antykryzysowy, przygotowując Poznański Kongres Kultury, w zasadniczy sposób przyczynił się do zmiany myślenia o kulturze i samym mieście.

Progresywne spojrzenie na tę sferę życia i upowszechnianie się praktyk partycypacyjnych w dużej mierze uchroniło polskie miasta przed syndromem tzw. białych słoni, czyli spektakularnych nowych inwestycji, których sens obliczony jest na budowanie doraźnych korzyści politycznych. A sytuacja im sprzyjała – środki unijne płynęły wtedy do Polski szerokim strumieniem, pokusa budowania pomników próżności w postaci np. stadionów, którymi można obłaskawiać wyborców (a przy okazji partyjny aktyw obdarzać etatami), była wśród samorządowców duża. Patrząc jednak z perspektywy lat, zdecydowana większość nowych instytucji kultury dobrze służy swoim społecznościom lokalnym i w istotny sposób kształtuje ich tożsamość. Choć efektu Bilbao, które powstanie Muzeum Guggenheima zmieniło z upadającego miasta poprzemysłowego w światowe centrum sztuki współczesnej, nie udało się powtórzyć. I nic nie wskazuje, aby było to możliwe w najbliższej przyszłości.

Efekt ESK nie był tak spektakularny z jeszcze jednego powodu: anachronicznego modelu zarządzania miastami. Jeśli w przypadku Polski w ostatnich dwóch dekadach można w ogóle mówić o polityce miejskiej i planowaniu przestrzennym, to były one zdominowane perspektywą przedmieść. A ona sprawia, że miasto jawi się jako obszar zurbanizowany, czyli suma dość przypadkowo połączonych ze sobą budynków i dróg. Tymczasem systemowe myślenie o mieście to takie, w którym zakłada się, że uczestnictwo w kulturze musi być nierozerwalnie połączone z planowaniem przestrzennym i polityką mieszkaniową. Chaotyczne, rozlewające się miasta, z deweloperskimi osiedlami „pośrodku niczego” nie mogły w pełni wykorzystać uruchomionego potencjału.

Poprzedni konkurs zapisał się w historii ESK dzięki niespotykanej nigdzie wcześniej solidarności i współpracy miast, które zawiązały aktywną do dziś Koalicję Miast dla Kultury. Niedługo rozpocznie się nowy – na ESK 2029. Jak wiadomo, nie sposób wejść dwa razy do tej samej rzeki. Także w polskich miastach płyną już „inne wody”. Nadchodząca rywalizacja może przywrócić ideę ESK jej pierwotnemu znaczeniu; to że nie chodzi w niej o spektakularne festiwale i kosmopolityzm, ale o tożsamość europejską i europeizację. Ją opisuje się czasem za pomocą metafor przypływu i odpływu. Kiedy przychodzi przypływ, europejskość rozlewa się na dotychczasowe peryferie. Gdy siły reakcji zyskują na znaczeniu, następuje odpływ, a wraz z nim wypłukiwane są europejskie wartości. Pod powierzchnią tych żywiołów trwają miasta i miejskość, które stanowią metaforyczną kotwicę obecności w europejskim systemie kultury i wartości.

***

Dr hab. Paweł Kubicki jest socjologiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uczestnik badań i współautor będących ich wynikiem książki „Efekt ESK. Jak konkurs na Europejską Stolicę Kultury zmienił polskie miasta” (wyd. NOMOS, 2017).

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj