Moje miasto

Lepiej razem czy osobno? Wnioski z polskiego lockdownu

Razem czy osobno? Wnioski z polskiego lockdownu Razem czy osobno? Wnioski z polskiego lockdownu mat. pr.
Gdy w połowie maja Polacy zdjęli coraz bardziej niedbale noszone maseczki i zebrali się pierwsi weselnicy, rozpoczęło się dezorientujące pandemiczne interludium.

Wiosenny stan epidemiilockdown, wyludnione ulice, powszechny niepokój, erupcje zaangażowania w inicjatywy samopomocowe – skończył się jakby bez konkluzji, bo przecież wcale się nie skończył, o czym świadczą statystyki nowych zakażeń. Puentę dopisze narastający kryzys ekonomiczny, a może również zapowiadana druga fala zarazy. Jaką? Na pewno znaczenie będzie miało to, w jaki sposób pierwszy szok narodowej kwarantanny oddziałał na nas jako na wspólnotę.

Pandemia oddaliła nas czy zbliżyła?

Epidemia i lockdown nie były koszmarnym snem, o którym wolno zapomnieć, budząc się do rzeczywistości, w której wszystko jest jak dawniej. Różne formy narzuconej przez władze izolacji, samoizolacja części osób oraz ogólne poczucie zagrożenia zmieniły sposób funkcjonowania społeczeństwa na okres wystarczająco długi, by ujawnić jego istotne cechy. By zmodyfikować zachodzące wcześniej procesy społeczne i uruchomić nowe. Codziennością dla znacznej części obywateli stało się m.in. fizyczne przebywanie w wąskim gronie najbliższych.

Jak ten stan intensywnego rodzinnego kontaktu wpłynął na kształt rodziny i jej znaczenie w budowaniu relacji wspólnotowych? Wiele osób zdążyło już przywyknąć do pracy zdalnej, ale też rzesze pracowników zostały zmuszone do pracy w warunkach zagrożenia lub utraciły źródła utrzymania. Czy ten i inne ujawnione podziały społeczne mogą okazać się trwale antagonizujące? Czy pandemia wzmocniła postawy indywidualistyczne, czy przeciwnie – kolektywne, np. różne formy aktywności lokalnej, samopomocowej?

O to, czy w ostatnich miesiącach zachodziła raczej integracja, czy dezintegracja wspólnoty, Mikołaj Cześnik pytał prof. Mirosławę Grabowską, prof. Agnieszkę Graff i prof. Andrzeja Ledera podczas czwartej debaty online z cyklu „Polska w czasach zarazy”, organizowanego przez forumIdei Fundacji Batorego pod patronatem „Polityki”:

Życie stało się prawdziwsze

Rozmówcy byli zgodni, że doświadczenie pandemii urealniło obraz nas samych. Dostrzeżono pewne różnice i podziały społeczne, które istniały, ale nie funkcjonowały w świadomości społecznej. W sposób najbardziej oczywisty dotyczy to podziałów ze względu na wiek. W Polsce nie doszło co prawda do sytuacji, jak w Belgii, Francji czy we Włoszech, że połowę przypadków śmiertelnych stanowią seniorzy umierający w domach opieki. Można było jednak usłyszeć pytania o to, dlaczego ludzie młodzi i w sile wieku mają tracić, skoro Covid-19 praktycznie ich nie dotyczy. Według Mirosławy Grabowskiej zauważenie sprzeczności między troską o starszych a dbałością o gospodarkę dzieli już tylko krok od uświadomienia sobie „nawisu demograficzno-emerytalnego”.

Ujrzano też skomplikowaną sieć zależności sytuacji zawodowej i materialnej od branży (niektóre, np. usługi, dużo straciły, inne, jak budżetówka, mniej, a kolejne wręcz zyskały, np. informatycy, dostawcy), a także od możliwości pracy online lub jej braku. Istotniejsze było jednak chyba obudzenie świadomości wzajemnych współzależności, na co wskazywała Agnieszka Graff. Oklaski dla pracownic i pracowników służby zdrowia, podziękowania dla kurierów, tęsknota za żłobkami, przedszkolami i szkołami, którym powierzyć można swoje pociechy – wszystko to było szczere. Docenienie znaczenia zawodów opiekuńczych wiązało się również z szerszym zjawiskiem utraty poczucia omnipotencji i uświadomieniem sobie, że historia się nie skończyła, a przyszłość nie jest nam znana.

Najogólniej to doświadczenie epidemii ujął prof. Leder, mówiąc o konfrontacji z freudowską zasadą rzeczywistości: wirus jest zagrożeniem, które nie ma charakteru tylko symbolicznego. Przez trzy wiosenne miesiące dla wielu ludzi zmagania z edukacją przeniesioną do domów były ważniejsze niż polaryzacja polityczna. Ale czy na pewno? Czy fakt, że stan zagrożenia zbiegł się z ostrym sporem wokół wyborów prezydenckich, nie zniweczy tego efektu? Jak na razie dominujące w końcówce kampanii wyborczej wątki, takie jak LGBT czy „wielkie polskie inwestycje” (przekop Mierzei Wiślanej i CPK), nie zapowiadają urealnienia treści konfliktu politycznego.

Rodzina i naród w stanie epidemii

Czyżby więc społeczne dystansowanie, mimo że na pewien okres rozerwało i zamroziło kontakty w środowiskach zawodowych, szkolnych i sąsiedzkich, miało potencjał wspólnototwórczy, integrujący? Trzeba pamiętać, że zgodnie z klasyczną diagnozą socjologiczną kryzys wspólnoty jest jednym z podstawowych składników nowoczesności jako takiej. Świat nowoczesny coraz mniej miejsca pozostawia dla wspólnot opartych na więzach krwi, podzielanej religii czy tradycji. Zastępowane są one zbiorowościami innego typu, a mianowicie stowarzyszeniami jednostek przestrzegających pewnych formalnych reguł wynikających z umowy społecznej, kierujących się przede wszystkim własnym interesem i rzuconych w wir rynkowej konkurencji.

Tego podstawowego procesu historycznego koronawirus oczywiście nie odwróci. Jednak pozbawionym tradycyjnego zakorzenienia jednostkom nowoczesność oferuje możliwość przynależności do dwóch wspólnot własnego wynalazku – nuklearnej rodziny mieszczańskiej i państwa narodowego. Czy na tych dwóch poziomach epidemia wywołała raczej procesy integracyjne, czy dezintegracyjne?

W okresie izolacji rodzina odegrała kluczową, ale niejednoznaczną rolę. W badaniach z marca przywoływanych przez prof. Grabowską podobna liczba osób doceniała to, że epidemia umożliwiła im poświęcenie więcej uwagi swoim dzieciom (16 proc.) i partnerowi(ce) (15 proc.), co skarżyła się na uciążliwość nieustannego przebywania w towarzystwie najbliższych (17 proc.) i częstsze konflikty w rodzinie (14 proc.). We Francji, Wielkiej Brytanii czy Australii odnotowano wzrost przemocy domowej na poziomie od 30 proc. do 40 proc. W Polsce brak ogólnych danych, ale w kwietniu kobiety i dzieci korzystały z telefonów zaufania dwa razy częściej niż przed pandemią.

Gdybyśmy mieli większe mieszkania...

Agnieszka Graff przywoła natomiast badania dr Elżbiety Korolczuk dowodzące, że pandemiczny kryzys ma płeć – kobiety w większym stopniu obciążone dodatkowymi obowiązkami domowymi i często pracujące w zawodach opiekuńczych łatwiej tracą pracę i zdrowie. A jednak w Wielkiej Brytanii tylko 13 proc. rodziców zmuszonych do pracy w domu deklaruje choć powrotu do przedpandemicznych form działalności zawodowej, a większość twierdzi, że chciałaby spędzać w biurze maksymalnie trzy dni w tygodniu. W Polsce tego typu życzenia wyraża tylko jedna czwarta pracowników, ale dane sugerują, że odsetek ten mógłby być znacznie wyższy, gdybyśmy mieli… większe mieszkania.

Wydaje się więc, że również rodziny dzięki doświadczeniu zarazy w większym stopniu zdały sobie sprawę z tego, co im rzeczywiście zagraża. Okazało się, że tym, co je niszczy, nie jest gej czy lesbijka, ale prekarne warunki zatrudnienia i permanentna dyspozycyjność wymagana od pracowników. Być może nowe sposoby balansowania pracy i życia rodzinnego, których dał nam posmakować lockdown, pozwoliłby nam nauczyć się żyć razem bez przemocy?

A co z drugą z tak drogich nam wspólnot – wspólnotą narodową? Również jej znaczenie ujrzeliśmy w bardziej realistyczny sposób. Jednym z najbardziej elektryzujących aspektów doświadczenia pandemii była jej globalność. Ekscytował nas fakt, że wszystkim ludziom wydarzyło się coś jednocześnie. Z fascynacją oglądaliśmy filmiki z migawkami wyludnionych miast kilkunastu różnych państw. Świadomość, że nie jesteśmy tylko Polską, będzie się zapewne jeszcze nasilać, gdy wraz z nastaniem sezonu wakacyjnego coraz bardziej drażnić nas będzie absurdalność zamknięcia granic. Zarazem ujawniona niewydolność instytucji, takich jak służba zdrowia czy system oświaty, dobitnie ukazała, na czym rzeczywiście polegają wspólnototwórcze funkcje nowoczesnego państwa narodowego.

Kto i jak opowie nam zarazę?

Czy świadomość tych realnych konfliktów i problemów naszych wspólnot, które na światło dzienne wydobyła pandemia, się utrzyma? Czy będziemy potrafili ją wykorzystać? Rację ma Andrzej Leder: to zależy w dużej mierze od sposobu przeżywania i opowiadania pandemii. Czy zwycięży narracja apokaliptyczna, przedstawiająca koronawirusa jako wstęp do cywilizacyjnej katastrofy, czy raczej opowieść normalizacyjna, redukująca go do zjawiska czysto medycznego? Czy uwierzymy w interpretację pandemii jako terapii – szansy na zwolnienie, nawiązanie kontaktu z bliskimi i naturą – czy jako spisku i oszustwa ciemnych sił? To, jaką konceptualizację zarazy przyjmiemy, a przede wszystkim to, czy i jak opowieść ta zostanie przełożona na język konfliktu politycznego, określać będzie nasze przyszłe reakcje na dalszy rozwój epidemii i jej konsekwencje ekonomiczne.

Dlatego też do pytania o to, kto i jak opowiada nam zarazę, powrócimy we wrześniu w drugiej odsłonie cyklu debat forumIdei Fundacji Batorego „Polska w czasach zarazy”.

Cykl debat online „Polska w czasach zarazy” organizuje forumIdei Fundacji im. Stefana Batorego pod patronatem „Polityki”.

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Dlaczego Donald Trump nie zatańczy na TikToku?

Gdy jedni prezydenci pokazują się na TikToku, inni próbują go zbanować. Popularna wśród młodzieży – i nie tylko – aplikacja już została usunięta z Indii. Następne będą USA?

Michał R. Wiśniewski
12.07.2020
Reklama