Nauka

Pulsoksymetry i testy. Lekarzom rodzinnym przybywa zadań

Punkt poboru wymazów do badań na koronawirusa Punkt poboru wymazów do badań na koronawirusa Robert Robaszewski / Agencja Gazeta
Na lekarzy rodzinnych właśnie spadł kolejny obowiązek: kontroli pracy pulsoksymetrów oraz możliwość wykonywania testów antygenowych. Środowisko medyków pyta: po co?

W podstawowej opiece zdrowotnej zawsze było sporo pracy, ale tej jesieni lekarze rodzinni mają jej z tygodnia na tydzień coraz więcej. Po diagnozowaniu przypadków covid i kierowaniu na testy molekularne w zastępstwie sanepidu właśnie spadł na nich obowiązek kontroli pracy pulsoksymetrów oraz możliwość wykonywania testów antygenowych. Lekarze pytają: po co?

Czytaj też: Co stoi za spadkiem liczby testów na covid w Polsce?

Główny zarzut ze strony środowiska pod adresem prezesa NFZ, który 1 grudnia podpisał stosowne zarządzenie w sprawie udostępniania testów antygenowych w podstawowej opiece zdrowotnej, brzmi: nie mamy warunków, by robić to bezpiecznie. Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia (to organizacja skupiająca prywatne gabinety POZ), stwierdziła, że przeniesienie testowania do przeciążonych pracą gabinetów lekarzy rodzinnych jest ryzykowne, ponieważ personel został przerzedzony i w trosce o innych pacjentów lepiej pozostawić zlecanie wymazów w punktach do tego przeznaczonych.

Testy antygenowe szczególnego ryzyka

Warto dodać, że testy antygenowe jest sens wykonywać tylko u pacjentów z objawami infekcji. Dr Paweł Grzesiowski stanowczo stwierdza: – Mówimy o tym od dwóch tygodni, że to nie jest właściwy sposób diagnozowania przypadkowych osób bez objawów.

Do tej pory, jeśli pacjent odczuwa dolegliwości i przyzna się do nich lekarzowi rodzinnemu podczas teleporady, otrzymywał skierowanie na test do punktu pobierającego wymazy – ilu lekarzy, ryzykując zdrowie, zaprosi go teraz do swojej poradni, by wykonać taki szybki test? Ich wartość można docenić w szpitalach, na izbach przyjęć, gdzie zostały wcześniej przekazane, bo personel chce szybko się przekonać, czy chorego należy traktować jako zakażonego covidem, czy też ma on inną infekcję, która wymaga standardowych środków ostrożności. W POZ takich decyzji odnośnie do przyjęcia na badanie z oczywistych powodów nie ma, ponieważ większość konsultacji i tak odbywa się w systemie teleporad, podczas których można sporo dowiedzieć się o stanie zdrowia pacjenta, a w sytuacjach wątpliwych skierować go na dokładniejszy test PCR.

Czytaj też: Rady na teleporady. Jak się dobrze przygotować?

Wykonujemy za to osobiście szczepienia, bilanse i większość lekarzy rodzinnych nie ma warunków lokalowych, aby zdrowych pacjentów chronić przed tymi, którzy zechcą wykonać test antygenowy – mówi „Polityce” jeden z lekarzy rodzinnych. – POZ to najczęściej praktyki, w których pracuje jeden lub dwóch lekarzy i jedna lub dwie pielęgniarki, zajmujące się wieloma innymi problemami pacjentów.

Żeby docenić lekarza rodzinnego?

Być może decyzja ministra zdrowia, by szerzej udostępnić testy antygenowe i wprowadzić je również do gabinetów POZ, ma na celu docenienie roli, jaką lekarze tej specjalności odgrywają w systemie podczas pandemii (a przez innych specjalistów, zwłaszcza zatrudnionych w szpitalach, są często krytykowani)? Z wyceny zaproponowanej przez NFZ wynika, że placówki POZ za wykonanie testu antygenowego otrzymają 74,43 zł. Ale po wykorzystaniu ich pierwszej partii z Funduszu kolejne testy antygenowe lekarze będą musieli już kupić we własnym zakresie.

Wedle dr. Huberta Malca, który prowadzi praktykę medycyny rodzinnej w Małopolsce, znaczenie tego szczebla ochrony zdrowia jest nie do zakwestionowania: – To część systemu najwyżej oceniana przez pacjentów i do której mają oni obecnie największą odwagę zwrócić się ze swoimi problemami.

Mój rozmówca obawia się jednak, czy rozszerzenie kompetencji o możliwość wykonywania testów antygenowych lub nadzoru nad pracą pulsoksymetrów do domowego pomiaru natlenienia krwi i tętna nie tylko nie przysłuży się poprawie wizerunku POZ, ale przeniesie frustracje chorych na lekarzy tej specjalności.

Czytaj też: Rada od parady. Eksperci radzą, a premier robi swoje

Pulsoksymetry pomocne, choć z zastrzeżeniami

Domowa Opieka Medyczna, czyli system zdalnego monitoringu pacjentów z wykorzystaniem pulsoksymetru i aplikacji #PulsoCare, to druga inicjatywa Ministerstwa Zdrowia powierzona w tych dniach lekarzom rodzinnym. – Założenia są dobre, ale zobaczymy, jak wszystko będzie wyglądało w praktyce – zastanawia się dr Malec, zwłaszcza w kontekście osób starszych, z chorobami współistniejącymi, u których na pewno warto w ten sposób nadzorować przebieg covidu, ale wiele z nich trzeba by najpierw nauczyć obsługi smartfona lub komputera.

Rodziny nie zawsze będą w stanie im pomóc. Dr Adrian Szkudlarek z poradni medycyny rodzinnej w Bydgoszczy twierdzi jednak, że starsze pokolenie nauczyło się już obsługiwać smartfony i radzą sobie z tym dobrze zwłaszcza ci, którzy wykorzystują aplikacje do pomiaru poziomu cukru lub dawkowania leków. Ale i on obawia się, że jeśli część osób, która otrzyma pulsoksymetry, nie będzie potrafiła przesyłać danych, to cały problem spadnie właśnie na lekarzy POZ, którzy znów, zamiast leczyć, będą pracowali jak całodobowe call-center.

Czytaj też: PiS podzielił medyków na lepszych i gorszych

Trzeba jednak przyznać, że mimo tych pokoleniowych zastrzeżeń program spotkał się z całkiem życzliwym przyjęciem zarówno przez lekarzy, jak i pacjentów. Choć to dopiero pierwsze dni po jego inauguracji w skali całego kraju (pilotaż prowadzony był wcześniej w Małopolsce z wykorzystaniem 1,5 tys. pulsoksymetrów). Pacjenci, którzy ukończyli 55 lat i mają dodatni wynik testu na covid-19, są automatycznie włączani do programu Domowej Opieki Medycznej (DOM), natomiast osoby młodsze muszą wypełnić formularz kontaktowy Pulsocare ze strony Ministerstwa Zdrowia oraz mieć przeprowadzoną kwalifikację przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, wcześniej zarejestrowanego w systemie. Co prawda krajowa konsultant ds. medycyny rodzinnej bardzo do tego zachęcała na konferencji prasowej, ale ilu medyków z własnej inicjatywy zgłosi akces do programu DOM, zanim pośrednio zmuszą ich do tego podopieczni? Na razie większość z nich woli chorować po cichu, nie wykonując żadnych testów i nie ujawniając nigdzie swojego covidowego statusu.

Minister Adam Niedzielski argumentuje, że program rozpowszechnienia pulsoksymetrów jest właśnie po to, by nie odkładać na ostatni moment wzywania interwencji medycznej, ponieważ regularne badanie saturacji krwi na palcu zasygnalizuje pogorszenie wysycenia krwi tlenem (poniżej 90 proc.) i może być zapowiedzią niewydolności oddechowej. Wartości prawidłowe to co najmniej 95 proc. (94 proc. u osób powyżej 70 lat), pomiar w granicach 91–93 proc. należy powtórzyć lub wydłużyć.

Czytaj też: Jak i za ile zrobić sobie szpital w domu

Kto ukrywa covid, a kto się testuje

W środowisku lekarzy rodzinnych można dziś usłyszeć bardzo różne opinie na temat nowych uprawnień i obowiązków. Jedni krytykują, bo nie lubią, gdy z dnia na dzień powstają w resorcie zdrowia nowe strategie i bez konsultacji usiłuje się wprowadzić je w życie, inni natomiast nie widzą zagrożenia w nowych technologiach, które przynajmniej teoretycznie powinny usprawniać pracę.

Wszyscy natomiast mówią jednym głosem: pracujemy „na ślepo”, według swojej najlepszej wiedzy, ale brakuje nam wytycznych, które mogłyby ukierunkować postępowanie w przypadku chorych z covidem.

To, jak pacjenci są dziś leczeni, kiedy sygnalizują lekarzowi rodzinnemu objawy infekcji – a więc czy zostaną przez niego pokierowani na test molekularny, czy zaproszeni do poradni POZ na test antygenowy albo ktoś poradzi im siedzieć w domu i nie przyznawać się do ewentualnego zakażenia koronawirusem – zależy od indywidualnego szczęścia lub pecha. Jedni ryzykują, ukrywając covid, inni – szczerze się do niego przyznając.

Czytaj też: Chaos z danymi o zakażeniach i kontrolą nad testami

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

56. Czy tzw. żołnierze wyklęci są powodem do dumy?

Rafał Wnuk
10.07.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną