Pułapki wakacji. Dlaczego polskie lato smakuje żółtaczką i co na to Twój smartfon?
Są rzeczy, które latem psują się szybciej niż pogoda nad Bałtykiem. Błędne jest np. przekonanie, że skoro coś jeszcze rano wyglądało w kuchni świeżo, to wieczorem nadal nadaje się do zjedzenia. Wysoka temperatura jest bowiem najlepszym sprzymierzeńcem drobnoustrojów. Tam, gdzie człowiek widzi pachnącego kebaba, gofra z bitą śmietaną albo sałatkę z majonezem wystawioną na słońce, bakterie widzą dla siebie najdoskonalszą salę bankietową. Nie bez powodu lato dla służb sanitarnych to sezon wzmożonej aktywności.
– Na półmetku wakacji mamy wysyp punktów gastronomicznych – mówi dr Izabela Kucharska, zastępczyni Głównego Inspektora Sanitarnego. Na deptakach i przy plażach wyrastają sezonowe bary, smażalnie ryb, budki z lodami oraz food trucki. Nadmorskie promenady zamieniają się w nieskończony ciąg gastronomicznej prowizorki. Dla turystów to oznaka beztroski. Dla Państwowej Inspekcji Sanitarnej – coroczny test wytrzymałości systemu nadzoru nad bezpieczeństwem żywności.
Tym bardziej że tegoroczne lato przyniosło dodatkowy powód do niepokoju. Dr Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny, zwraca uwagę na wyraźny wzrost zachorowań na wirusowe zapalenia wątroby typu A, czyli tzw. żółtaczkę pokarmową. Do połowy lipca odnotowano ponad 1413 przypadków – ponadczterokrotnie więcej niż rok wcześniej. Według GIS źródłem zakażeń pozostaje przede wszystkim właśnie szeroko rozumiana gastronomia – to wystarczający sygnał, by jeszcze uważniej przyjrzeć się temu, jak wygląda higiena przygotowywania żywności latem.
Lato to raj dla bakterii
Największym błędem jest myślenie, że jedzenie psuje się dopiero wtedy, gdy zmieni zapach albo smak.