Krwawy Harlequin
To był płomienny, wiejski romans. Jednak na drodze do szczęścia kochanków stało zbyt wielu ludzi. Najpierw należało ich zabić.
Sławomir Olecki od młodego był agresywny i nie stronił od alkoholu. Co z ciebie gnoju wyrośnie – mówili dziadkowie.
Jakub Pobrzyński/Fotorzepa

Sławomir Olecki od młodego był agresywny i nie stronił od alkoholu. Co z ciebie gnoju wyrośnie – mówili dziadkowie.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w maju 2004 r.

Jak co dzień kilkanaście minut przed ósmą Romuald Paczko, 69 lat, emeryt dorabiający w jednej z olsztyńskich przychodni jako inspektor techniczny, ucałował żonę i poszedł po swego wymuskanego czerwonego Opla Astrę sedana. Zwykle patrzyła z okna bloku, jak idzie między rzędami garaży; szary garnitur, seledynowa koszula, starannie dobrany krawat, kaszkiet.

Wyprowadza auto, przeciera szyby i karoserię, obchodzi dokoła, sprawdza migacze i ciśnienie w oponach, zamyka garaż, macha żonie na do widzenia i włącza się do ruchu na głównej ulicy.

Akurat tego dnia, tym jednym razem, za nim nie spojrzała.

Kiedy kilkanaście minut przed siedemnastą znaleziono ciało Paczki w garażu, jego telefon komórkowy wyświetlał komunikat: nieodebranych połączeń 36. Szukała go żona, zięć, dwie córki i przychodnia, w której pracował. Garaż był zamknięty od zewnątrz, zaglądali przez szpary w drzwiach, uspokajało ich, że nie widzą auta.

Czerwony Opel stał dobrze ukryty w lesie we wsi Radosty, bardzo blisko Olsztyna.

Werona

Paweł Morawiec, 42 lata, palacz kotłowy w Zakładzie Gospodarki Komunalnej w Barczewie, jeździł rowerem do pracy zawsze tą samą drogą przez las. Kiedy miał nocną zmianę, wyjeżdżał z domu po „Teleexpressie”, na dzienną zmianę ruszał starając się nie obudzić żony i dzieciaków. Jego życie składało się z trzech etapów: snu, jazdy na rowerze i palenia w piecu. Sam utrzymywał rodzinę. Elżbieta Morawiec, 41 lat, jego żona, zajmowała się domem, dobrze znała rozkład zmian Pawła w kotłowni. Przed sądem Paweł przyznał, że bardzo kocha żonę i ich pięcioro dzieci.

Najmłodszą córkę, dwuletnią Andżelikę, wieś przypisywała jednak raczej Sławomirowi Oleckiemu, kawalerowi z sąsiedztwa. Sławek dostarczał dowodów. Przychodził do Pawła i Eli z winem i zostawał do rana. Przychodził nawet, gdy Paweł miał nockę w kotłowni. Włóczył się po wsi popatrując w okna domu Morawców. Na weselu ich najstarszej córki pobił się z Pawłem, w swoim mniemaniu stając w obronie honoru jego żony.

Radosty gadały po cichu w sklepie i w autobusach, a najciekawsze było to, czy rogi Morawca mieszczą się w futrynie, kiedy wchodzi do domu. Sąsiedzi nie doceniali go – Paweł wiedział o Andżelice i Sławku, ale nic nie mówił, bo czym miał się chwalić?

Nie domyślał się tylko, że Ela ma już nowy problem – znowu zaszła w ciążę.

Romeo

Nazajutrz po śmierci w olsztyńskim garażu Romualda Paczki o sprawie pisali w gazetach i mówili w telewizji. Opisywali postać miłego, starszego pana, bez wrogów, z doskonałą opinią w pracy i ranami po trzynastu uderzeniach tępym narzędziem w głowę.

Sławomir Olecki, 23 lata, bezrobotny, od kilku dni nie wychodził z alkoholowego cugu, ale telewizję oglądał. Jego matka zmarła, gdy miał 4 lata, ojciec dość szybko ożenił się powtórnie, ale macocha nawet nie chciała słyszeć o wychowywaniu obcego dziecka. Od tej pory Sławek mieszkał z dziadkami w Radostach, oficjalnie dzierżawił od nich gospodarstwo, a tak naprawdę głównie pił. Uniezależnił się od jęczenia dziadków (– Co z ciebie, gnoju, wyrośnie?) wchodząc i wychodząc z domu przez okno o wybranej przez siebie porze. Próbował załapać się do roboty, jeździł do urzędu w Olsztynie, ale nic nie umiał i nic nie znalazł. Kochał Elę Morawiec, swoją ciotkę. Zwierzał się jej i tylko z nią pragnął żyć. Był jej wierny, nie zdradzał.

Tymczasem czerwony Opel Astra wyprowadzony z lasu gazował w okolicach Radost. Kierowca siedział głęboko w fotelu, żeby nikt go nie poznał. Pojawiał się, znikał na kilka minut i znów się pojawiał, zupełnie jakby polował. Czaił się w lesie, wreszcie wyjechał na szosę, namierzył Pawła Morawca na rowerze, zgasił reflektory i wcisnął gaz. Skrewił w ostatnim momencie, szarpnął kierownicą i uciekł.

Julia

Sławek i Ela najczęściej spotykali się w opuszczonej stodole w Radostach. Kochali się i snuli marzenia. Oboje uważali, że dostają od życia mniej niż im się należy. Ją rodzina przeznaczyła do pracy w gospodarstwie, pozwoliła skończyć podstawówkę i nic więcej. Od 19 roku życia zajmowała się rodzeniem i wychowywaniem dzieci. On miał żal do ojca za niekochanie, dość kłótni z dziadkami, rolniczą zawodówkę rzucił w drugiej klasie. Prawdziwe życie toczyło się gdzieś tam na południu albo na północy Polski, albo w Niemczech – bo jeszcze nie zdecydowali, dokąd uciekną z Radost. Tylko Paweł przeszkadzał szczęściu Sławka i Eli.

Paweł Morawiec dowiedział się o zabójstwie emeryta z Olsztyna z telewizji. Wysłuchał wieści o poszukiwanym Oplu, wsiadł na rower i ruszył do pracy. Jakiś samochód próbował go przejechać, ale Paweł nie rozpoznał marki. Następnego dnia opowiedział to żonie. Ela już wiedziała, opieprzyła Sławka Oleckiego, że dał dupy, nawet prostego zabicia autem rowerzysty nie potrafił wykonać. Czerwonego Opla należało dalej chować w lesie, bo robota była do poprawki.

Przed sądem, kiedy ich miłość nieco osłabła, Sławek narzekał, że Elka manipulowała nim. Upierała się, że Paweł musi zginąć, bo zasłania widok na piękny świat. Ela opowiadała, że to Sławek chciał śmierci jej męża, a ona go powstrzymywała (– Nie my daliśmy mu życie, nie my będziemy je odbierać).

Badania przeprowadzone na zlecenie sądu wykazały, że kochankowie są świetnie dopasowani umysłowo: mają iloraz inteligencji 85, obniżony krytycyzm w stosunku do swoich zachowań i chwieją się emocjonalnie.

Udręka

Sławomir Olecki umierał z tęsknoty za wspólnym i przez nikogo niezakłócanym życiem z Elżbietą Morawiec, jednak tymczasem czekał na jej cynk o kolejnej nocnej zmianie Pawła w kotłowni. Skracał sobie czas piciem, wychodzeniem i wchodzeniem przez okno do domu dziadków i rajdami czerwonym Oplem Astrą sedanem po okolicy. Miał pełen bak benzyny, kiedy kończyła się kasa na piwo, prosił kolegów o drobne. Nawet pojechał po prośbie do ojca, ale go nie zastał. Chwalił się koledze, że siedzi w mafii i dostał kradziony samochód na przechowanie.

Tydzień po pierwszym zdarzeniu na szosie pod Radostami Paweł Morawiec znów zobaczył jadący prosto na niego nieoświetlony samochód. Na chwilę zapaliły się światła, jakby kierowca sprawdzał, czy to na pewno on jedzie na rowerze, zawył silnik, Paweł poczuł uderzenie i spadł do rowu.

Sławek Olecki przejechał jeszcze kilkaset metrów, skręcił do lasu, wylał do wnętrza Opla kanister benzyny i podpalił. Wpadł w panikę, krążył między drzewami, zgubił się. Wybiegł na szosę kilkanaście metrów od Pawła, widział, że jacyś ludzie pochylają się nad leżącym w rowie ciałem. Znowu zniknął w lesie. Znalazł buty, które sam ukrył pod drzewem. Zmienił te, w których był, żeby zmylić ślady na śniegu. Wrócił do Radost. Poszedł do domu Elżbiety opowiedzieć, że świat stoi otworem przed ich uczuciem.

I wtedy zobaczył stojącego w oknie Pawła.

Ucieczka

Stanęło na sprzedaży kobyły. Mąż zaimponował Eli Morawiec swoją wolą życia (– Widocznie jest za twardy i musi żyć), więc postanowiła sprzedać kobyłę i uciec ze Sławkiem Oleckim na północ, południe lub do Niemiec bez zabijania. Sławek uważał, że mają 99 proc. szans na nowe, lepsze życie. Dalej pił.

Zapomnieli o Romualdzie Paczko i jego czerwonym Oplu.

Policja przyjeżdżała do Radost kilka razy, węszyła. Czerwony samochód pojawiał się w zeznaniach świadków. Zawsze tak samo: przejeżdżał z zawrotną prędkością i znikał, kierowca siedział głęboko wciśnięty w fotel. Policja przeszukała dom Sławka. Dziadkowie nie mogli mu dać alibi, bo używał okna. Nie wiedzieli, czy był w domu, kiedy zginął emeryt w Olsztynie i kiedy próbowano przejechać Pawła. Sławek często jeździł wałęsać się po Olsztynie, kiedy pokłócił się z dziadkiem. W końcu jest człowiekiem wrażliwym. Na dzień przed aresztowaniem zaprosił Elę na pożegnalne piwo – zapewniał, że kocha, ale ma złe przeczucia (– Bo życie sprawia różne zawody, a dla nas jest bardzo okrutne).

3 lutego 2003 r. kolega Sławka Oleckiego zeznał policji: jeździliśmy z nim kradzionym Oplem dostanym od mafii na przechowanie.

Na fotografiach z wizji lokalnej w garażu, w którym zabił emeryta, Sławek wygląda na zupełnie niezainteresowanego tym, co się dzieje wokół niego. 21 stycznia łaził bez celu szukając samochodu, którym przejechałby Pawła Morawca, żeby zapewnić sobie dozgonną miłość jego żony. Wszedł między rzędy garaży, znał to miejsce, bo chodził tędy do urzędu pracy. Przed garażem 161 stał pięknie utrzymany czerwony Opel (– Spodobał mi się). Kluczyki były w stacyjce. Sławek chciał zamknąć Romualda Paczkę w garażu, ale drzwi okazały się zablokowane. Wszedł więc do środka, trzynaście ciosów, potem zamknął garaż na kłódkę, jak należało, wsiadł do auta i pojechał prosto do Radost, zakrwawiony łom wyrzucił przez okno. Uciekał jak najdalej od garaży, jak najbliżej domu i Elżbiety.

5 marca 2004 r. Sąd Okręgowy w Olsztynie skazał Elżbietę Morawiec na 12 lat więzienia za podżeganie do zabójstwa, a Sławomira Oleckiego na dożywocie za zabójstwo i usiłowanie drugiego zabójstwa. Pracownicy sądu mówią na tę sprawę „Harlequin”. W dniu ogłoszenia wyroku urodzona w więzieniu córeczka Sławka i Eli, Weronika, miała 8 miesięcy.

Miłość

Sławek pisze do Eli: „Momentami gdy w celi z głośnika słychać jakąś nastrojową muzykę a ja w tej chwili myślę o tobie, to mi łzy z oczy lecą z tęsknoty i żalu, że ten los musiał nas tak ukarać. Gdy myślę o tobie to serce mi drży, w tęsknocie z tobą przychodzą tylko sny (mój wiersz dla mojej ukochanej Eli)”.

Ela odpisuje: „Ja strasznie tęsknię i kocham ciebie i dzieciaki, tylko dziewczyny mnie uspokajają i mówią, że dostanę doła, jak będę się martwić”.

Nazwiska bohaterów reportażu zostały zmienione.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj