Rynek

Gruba ryba w szybach

Arkadiusz Muś, król szyb

Arkadiusz Muś Arkadiusz Muś Andrzej Wawok/Puls biznesu / Forum
Jak były prokurator Arkadiusz Muś stał się producentem szkła zespolonego. I propagatorem przejrzystych interesów.
Muś wybudował najlepsze w kraju pole golfowe. Golf to jego druga po szybach namiętnośćLeszek Zych/Polityka Muś wybudował najlepsze w kraju pole golfowe. Golf to jego druga po szybach namiętność

Jego firma, Press-Glas z Częstochowy, szkli większość galerii handlowych i biurowców w kraju. Przez szyby Musia, byłego prokuratora, spoglądają też sędziowie Sądu Najwyższego w Warszawie. Zgodnie z życzeniem klienta z zewnątrz nie sposób zobaczyć, co się dzieje w środku. Klient decyduje też o tym, ile światła i ciepła mają przepuszczać okna. O subtelnościach produkowania szyb zespolonych Arkadiusz Muś nie ma wielkiego pojęcia, wie, jak zarządzać firmą. Od produkcji są fachowcy.

W 1991 r. skończył prawo i przez rok walczył o aplikację adwokacką. Bezskutecznie. Korporacje nie utrudniały jedynie drogi do prokuratury. Przykroił więc marzenia, choć pracę prokuratora znał głównie z amerykańskich filmów. Ganiał za starszych kolegów do sądu, pisał akty oskarżenia. Muś pracował za równowartość 9 dol. miesięcznie. Miesiąc przed egzaminem asesorskim rzucił służbę w resorcie sprawiedliwości i postanowił zarabiać pieniądze.

Ogólnie, to był czas łatwych pieniędzy. Wystarczyło z Zachodu lub Wschodu sprowadzać do kraju cokolwiek. Szło wszystko. Pieniędzy nie brakowało, ale Muś uważał, że handel trochę mu uwłacza. – Zawsze chciałem robić coś konkretnego, coś produkować – wspomina. Już na pierwszym roku prawa założył firmę, która wytwarzała pustaki.

Początki transformacji stworzyły liczne okazje przedsiębiorczym Polakom do zarabiania, ściągnęły też obrotnych obywateli innych krajów, którzy przywozili do nas wysłużone maszyny i zakładali z rodakami spółki. Tak jak Szwed, który pod Częstochową zaczął zespalać szyby. Potem ktoś z rodziny Musia robił z tych szyb okna. – Strasznie mi ten Szwed imponował – wspomina Arkadiusz Muś. Jego stare maszyny, samochód i piwo z Peweksu. Kiedy Szwed zaczął szukać nabywcy dla swojej firmy, Muś postanowił nie stracić okazji. Zapożyczył się, ale zdobył 550 tys. dol. Firma nazywała się Press-Glas, zatrudniała dziewięciu ludzi i miała milion złotych rocznego obrotu. Wtedy biznesmenem nazywano właściciela trzech szczęk na bazarze. Muś miał suwnicę i halę o powierzchni 600 m, pod którą po towar podjeżdżały tiry. Został przemysłowcem.

Mus Musia

Gdy emocje opadły, zorientował się, że zapłacił dwa razy za dużo. I że jeśli obroty firmy będą rosły wolniej niż odsetki u wierzycieli (a inflacja była wtedy galopująca), to jego kariera w biznesie szybko się zakończy. Musiał się rozwijać. Najpierw, na wysłużonych maszynach Szweda, uruchomił produkcję na trzy zmiany. Potem kupił zupełnie nową linię, podwoił produkcję.

Dziś mało kto pamięta, że wtedy takim jak Muś pomagało państwo – przypomina Zbigniew Bachman, wówczas szef Izby Producentów Materiałów Budowlanych. – Ci, którzy wytwarzali materiały dla budownictwa, przez 10 lat nie musieli płacić podatku dochodowego, a kredyty na rozwój firm przyznawało ministerstwo. Wielu brało, nie wszyscy spłacili. Arkadiusz Muś współczuje im w stopniu umiarkowanym. – Pożyczali na rozwój firmy, ale część wydawali na nowy samochód czy inne prywatne przyjemności – twierdzi były prokurator. On przez pierwsze lata na konsumpcję nie wydawał prawie nic.

Brał kredyt za kredytem. Dzisiaj nie byłby już tak odważny. – Decyzję o inwestycji podejmowałem, kiedy wydawało się, że jeszcze nie jest potrzebna – wspomina. Gdy nowa linia ruszała, okazywało się, że rynek przez ten czas urósł i kłopotów ze sprzedażą nie było. Z każdym rokiem podwajaliśmy produkcję. Kraj stał się wielkim placem budowy.

Szansę dla siebie wyczuł też wtedy Ryszard Florek z Nowego Sącza. Zaczął produkować okna dachowe. Poznał Musia, gdy ten jeździł po kraju, szukając odbiorców na swoje szyby. Fakro Florka stało się jednym z jego klientów. Obaj panowie nawzajem się sobie przyglądali. Kiedy Muś sprowadzał z Zachodu supernowoczesną, w pełni skomputeryzowaną kolejną linię produkcyjną za kilka milionów dolarów, Florek myślał, że kolega jedzie po bandzie. – To był full automat – jeszcze dziś mówi z podziwem Ryszard Florek, obecnie prezes i właściciel największej w Polsce i trzeciej na świecie firmy produkującej okna dachowe. – Taka linia była bardzo droga, myśmy wtedy uważali, że bezpieczniej inwestować w półautomat – wyjaśnia Florek. Ludzka praca wydawała się tańsza niż maszyny.

Kiedy rodzimi przedsiębiorcy tworzyli swoje firmy od zera, do Polski zaczęły wchodzić największe europejskie koncerny: Saint Gobain, Pilkington, Guardian. Na takich jak Muś nie zwracały uwagi, to nie był wtedy mocny konkurent. W dodatku nie zdawał sobie sprawy, że wkrótce stanie się od tych wielkich zależny. Światowi giganci zaczęli wytwarzać u nas nie tylko szyby zespolone i wiele innych rodzajów szkła budowlanego czy samochodowego. To był ostatni etap ich produkcji. Koncerny światowe swoją siłę opierały głównie na tym, że stały się właścicielami hut szkła. To one sprywatyzowały polskie huty, rodzimych przedsiębiorców nie było wtedy na nie stać.

Press-Glas na rynku szyb zespolonych konkurował z Pilkingtonem czy Saint Gobain, ale surowiec, czyli szyby do swojej produkcji, musiał kupować od nich. Im szybciej rosła firma Musia, tym bardziej zależna stawała się od jej wielkich konkurentów. – Kilka lat temu szyby w Polsce były najdroższe w Europie – przypomina Ryszard Florek. O tym, że mniejszych konkurentów najłatwiej można wykończyć cenami szkła, wie także Komisja Europejska. Zdarzały się już kary za zmowy cenowe.

Muś, zamiast przepłacać koncernom, poszukał dostawcy w Chinach, podobnie zrobił Ryszard Florek. Jarosław Bełdowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju opowiada dziś z dumą, że światowym gigantom nie udało się przejąć polskiej firmy. Dziś co czwarta szyba zespolona, wstawiona w okna biurowców i galerii w Polsce, pochodzi z Press-Glasu. Częstochowska firma ma fabryki także w Nowej Wsi, Radomsku i Tczewie. W kraju karty rozdaje Arkadiusz Muś, Saint Gobain i Pilkington: mają po 15 proc. rynku.

 

Od dołka do dołka

Czesław Bielecki, były poseł, usłyszał o Musiu, gdy zaczął tworzyć Ruch Stu, w 1996 r. – Ruch miał być zaczątkiem partii klasy średniej, więc jeździłem po kraju i wyszukiwałem przedsiębiorców z sukcesem, takich jak Muś – wspomina. Potrzebował wzorców dla ruchu, który wytworzy nową jakość w polityce. W częstochowskim biznesie Muś był już wtedy liderem, ale w Ruchu Stu przedsiębiorcą większego kalibru wydawał się Aleksander Grad, właściciel jednej z dwóch największych firm kartograficznych w kraju, obecnie minister skarbu. Obaj w partii mieli głównie świecić przykładem.

Arkadiusz Muś na swoją ówczesną działalność polityczną patrzy z dystansem. – Miało nas być stu, ale udało się zebrać ledwie siedemdziesięciu. To z tego okresu datuje się znajomość Musia z Andrzejem Olechowskim. Ruch Stu rozwiązał się w 2000 r., jeszcze przed przegranymi przez AWS wyborami parlamentarnymi. Ale bliska znajomość Musia zarówno z Bieleckim, jak i z Olechowskim przetrwała do dziś, mimo że ich poglądy polityczne różnią się coraz bardziej.

Kiedy do Sejmu weszły Samoobrona i Liga Polskich Rodzin, Arkadiusz Muś uznał, że fala populizmu wezbrała zbyt wysoko. Zadzwonił do Olechowskiego, że – jako przedsiębiorca – gotów jest wesprzeć kogoś, kto potrafi przekonywać społeczeństwo do zasad gospodarki rynkowej. – Wartości intelektualnej do takiego przedsięwzięcia nie wniosę, ale mogę wesprzeć finansowo – zadeklarował. Po jakimś czasie Andrzej Olechowski oddzwonił i polecił kontakt z fundacją prof. Leszka Balcerowicza.

Musiowi wydawało się, że po dziesięciu latach ciężkiej harówy może wreszcie trochę zwolnić, Press-Glas rozwijał się dynamicznie. Politykiem nigdy być nie chciał, zdumiewało go jednak, że politycy tak mało interesują się gospodarką. Początek XXI w. to był czas, gdy Press-Glas zaczął zarabiać naprawdę duże pieniądze, a Muś dojrzał do tego, by zacząć się nimi cieszyć. Pod Częstochową zbudował pole golfowe i postanowił tam właśnie zapraszać przyjaciół.

Bieżące zarządzanie firmą mieli przejąć inni. Ale zdarzyło się nowe wyzwanie.

Szwajcarski inwestor postanowił zbudować w Polsce od podstaw hutę szkła pod Piotrkowem Trybunalskim. Muś zaryzykował więc kolejny raz, wziął potężny kredyt i został jej udziałowcem. Budowa huty pochłonęła 200 mln euro; wkrótce potem wybuchł światowy kryzys finansowy. – Rentowność Press-Glasu gwałtownie się skurczyła, ale portfel zamówień jest taki sam – zapewnia Arkadiusz Muś. Głównym odbiorcą polskich szyb zespolonych są Skandynawowie. Tam idzie połowa produkcji Press-Glasu. Po bardzo kiepskim 2009 r. tegoroczne zyski nie będą złe.

Zdaniem Zbigniewa Bachmana, kryzys zintegrował polskich przedsiębiorców. – Polski deweloper woli kupić szyby od Musia niż od firmy zagranicznej – twierdzi. – Jakość jest taka sama, ale z Musiem łatwiej się dogadać w sprawie przedłużonego terminu płatności. Ryszard Florek z Fakro też życzy Musiowi jak najlepiej. – Odkąd Euroglas (to huta, w której udziały ma Press-Glas) zaczął produkcję, krajowe ceny szkła mocno spadły – zauważa. To już wielki koncern, zatrudnia 1400 osób, a roczne obroty przekroczyły 500 mln zł.

Ten jedyny bodajże w kraju przedsiębiorca, który przez 20 lat nie narzekał na gnębiących go urzędników, od 2005 r. z niepokojem zauważa, że gwałtownie pogarsza się atmosfera wokół biznesu i wini za to polityków PiS, z ich poglądami w stylu „jak ktoś ma pieniądze, to skądś je ma”. To ich obarcza winą za ostatnie sondaże, które pokazują, że przedsiębiorcy w oczach wielu Polaków uważani są za złodziei i krwiopijców. Uważa, że z tymi stereotypami trzeba walczyć, ale sam – wciąż – do polityki się nie wybiera.

Na najlepszym w kraju polu golfowym w Konopiskach pod Częstochową Arkadiusz Muś wybudował też stajnie – konie są wielką pasją jego nastoletniej córki Marysi – i część klubową. Stąd Marysia dojeżdża do szkoły, a on do Press-Glasu. Jak już firma spłaci wszystkie kredyty i będzie można powierzyć ją młodszym, Muś opowiada, że zajmie się już tylko golfem. Te jego zapowiedzi to już rutyna.

Polityka 22.2010 (2758) z dnia 29.05.2010; Rynek; s. 44
Oryginalny tytuł tekstu: "Gruba ryba w szybach"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Marcel Andino Velez o trudnej sztuce opieki nad niesamodzielnymi rodzicami

Marcel Andino Velez, założyciel opiekuńczej organizacji Młodszy Brat, o tym, dlaczego dom rodzinny jest ważny dla rodziców w jesieni życia i co należy wiedzieć, decydując się na opiekę nad nimi w domu.

Teresa Olszak
25.01.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną