Pechowy serial: LOT, Eurolot, Modlin

Trudne latanie
Dreamliner może być uziemiony przez cały sezon letni, w Locie trwają prace nad głęboką restrukturyzacją, mniejszy Eurolot też przynosi duże straty, a remont pasa startowego w Modlinie potrwa dłużej niż się spodziewano. Tak wielu złych wiadomości z branży lotniczej nie było u nas od dawna.

Nieszczęścia chodzą parami. To powiedzenie pasuje jak ulał do naszego narodowego przewoźnika. Nie dość, że musi szybko opracować plan cięć, aby Komisja Europejska zaakceptowała pomoc publiczną, to nie widać końca kłopotów z Dreamlinerami. Szefostwo Lotu podjęło trudną, choć słuszną decyzję i ogłosiło, że planuje przez cały letni sezon, czyli do końca października, używać starych Boeingów 767. To uczciwy krok wobec pasażerów, którzy unikną rozczarowania, gdy zamiast oczekiwanego przez nich Dreamlinera podróż odbędą maszyną znacznie mniej komfortową. Nie wiadomo na razie, kiedy zakończy się badanie baterii Boeinga 787, których pożary były powodem uziemienia wszystkich maszyn tego typu. Jeśli Boeing zostanie zmuszony do wprowadzenia pewnych poprawek w gotowych samolotach, uziemienie Dreamlinera może potrwać nawet wiele miesięcy. Dla Lotu sytuacja jest bardzo trudna, ale na razie musi szybko zorganizować maszyny zastępcze. Dopiero potem przyjdzie czas na rozmowy z Boeingiem w sprawie odszkodowania.

Jakby mało było kłopotów związanych z Lotem, coraz gorsze są wyniki drugiej państwowej linii, czyli Eurolotu, który ściśle współpracuje z większym bratem, ale od pewnego czasu lata też trochę na własny rachunek. Na razie ta strategia okazała się porażką, bo strata Eurolotu za zeszły rok wyniosła aż 36 mln zł, co jest kwotą bardzo dużą, biorąc pod uwagę niewielką skalę działalności linii. Już w 2011 r. Eurolot znalazł się prawie 20 mln zł pod kreską. Tymczasem to ten przewoźnik ma być ważnym elementem restrukturyzacji Lotu, bo przejmie wszystkie połączenia krajowe, a być może też część zagranicznych w naszym regionie. Na sprzedaż powinien być wystawiony tandem Lot-Eurolot, ale jeśli obie te linie są na znacznym minusie, znalezienie dla nich inwestora będzie jeszcze trudniejsze.

Nowy prezes Lotu, Sebastian Mikosz, twierdzi jednak, że prywatyzacja to absolutny priorytet, a kupca chce znaleźć w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Zanim jednak zacznie rozmawiać z potencjalnymi inwestorami, musi odpowiedzieć na pytania dotyczące przyszłości linii, bo to od nich zależy, ile osób trzeba będzie zwolnić, ilu maszyn się pozbyć, jakie połączenia zlikwidować, a na jakie postawić. Czy Lot dalej chce latać do Ameryki i Azji, mimo że jest małą linią? Czy stawiamy na Dreamlinery jako samoloty przyszłości, czy skupiamy się tylko na Europie? Jak ułożyć współpracę z Lufthansą, aby korzystały na niej obie strony, a nie tylko Niemcy? Mikosz czasu ma bardzo mało, ale wierzy w swój sukces. I dobrze, bo poza nim optymistów co do przyszłości Lotu zbyt wielu nie ma.

Lot i Eurolot nie muszą przynajmniej się martwić jeszcze jednym dramatem w polskiej branży lotniczej, który rozgrywa się w Modlinie. Ciągle słyszymy nowe terminy otwarcia tego portu po remoncie źle zbudowanego pasa startowego. Niestety, wykonawca mówi teraz już nie o wiośnie ani lecie, ale o przełomie tego i przyszłego roku. Dla lotniska, które codziennie traci ponad 150 tys. zł, byłaby to prawdziwa katastrofa, grożąca bankructwem. O ile zima w Modlinie została już spisana na straty, to zaraz po nadejściu wiosny miały ruszyć prace remontowe tak, aby port był gotowy najpóźniej na lato. Teraz ten scenariusz jest już mocno niepewny, a lotnisko w Modlinie staje się przykładem ogromnej porażki projektu, jak się wydawało, skazanego na sukces.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną