Jak działa Zintegrowany Informator Pacjenta

Przychodzi ZIP do lekarza
Pani Z. zobaczyła, że zrobiono jej USG jąder, pan Y zdziwił się, że diagnozowano mu raka piersi. Zaglądając na swoje konto w NFZ, można się nieźle ubawić. Można też spowodować, że ktoś wyląduje u prokuratora. Ruszyło wielkie prześwietlanie lekarzy.
Po roku działania ZIP wyraźnie widać, że najwięcej przekrętów pacjenci wykrywają w małych prywatnych gabinetach.
Anna Kraśko/Agencja Gazeta

Po roku działania ZIP wyraźnie widać, że najwięcej przekrętów pacjenci wykrywają w małych prywatnych gabinetach.

ZIP faktycznie może być uciążliwy dla lekarzy, ale tylko tych nieuważnych lub nieuczciwych, zapewniają w NFZ.
Ghislain & Marie David de Lossy/EAST NEWS

ZIP faktycznie może być uciążliwy dla lekarzy, ale tylko tych nieuważnych lub nieuczciwych, zapewniają w NFZ.

Na koncie pacjenta odnotowana jest każda wizyta u lekarza, każdy pobyt w szpitalu, a nawet każda refundowana recepta. Przekonało się o tym już ponad 950 tys. osób, które postarały się o własny login do ZIP. To Zintegrowany Informator Pacjenta. Wprowadzono go, wzorem innych krajów, po to, żeby każdy mógł zobaczyć w internecie, ile kosztuje jego leczenie. Oraz czy państwo zapłaciło za wizyty czy operacje faktycznie wykonane, czy też dostało rachunek za fikcyjne usługi.

Na indywidualnym koncie mamy wyliczone wszystkie udzielone w ramach NFZ świadczenia medyczne począwszy od 2008 r. Gdzie, kiedy i za ile. System okazuje się bombą z opóźnionym zapłonem, która tyka coraz głośniej. Do tej pory w całym kraju reklamacje złożyło ponad 2,5 tys. pacjentów, którzy na swoim koncie zobaczyli zabiegi, których nigdy nie doświadczyli. Najwięcej, bo aż 727, na Dolnym Śląsku. W oddziale na Mazowszu to 210 osób. Ale – jak mówią policjanci – sprawa jest rozwojowa. Do ZIP zaglądają bowiem kolejne osoby.

Lotne brygady NFZ

Kłopot w tym, że chcąc posprawdzać swoją historię medyczną w internecie, pacjent musi najpierw trochę pospacerować w realu. Osobiście, z dowodem lub paszportem, należy udać się do oddziału NFZ po login, bez którego na własne konto nie wejdziemy. Dopiero potem można zaglądać na zip.nfz.gov.pl. Ale trzeba to robić szybko, bo po miesiącu hasło traci aktualność. Co najmniej dobę trzeba będzie czekać na nowe. Taki wymóg postawił generalny inspektor danych osobowych. Zyskujemy przecież dostęp do danych o zdrowiu, chorobach i chodzi o to, żebyśmy zaglądali tylko do własnych. W przeciwnym razie do naszej historii choroby mógłby zajrzeć np. nasz pracodawca, operator telefoniczny, dostawca energii i wszyscy inni, w których posiadaniu są nasze dane osobowe.

Konieczność spełnienia warunków ostrożnościowych zniechęca wiele osób do wejścia na własne konto, więc NFZ czasem wychodzi pacjentom naprzeciw. Lotne brygady funduszu, wraz z urządzeniem mobilnym, pojawiają się w najbardziej ruchliwych miejscach, na przykład w galeriach handlowych albo w miejscowym ratuszu. Wtedy można dostać login bez chodzenia do NFZ.

Najwięcej entuzjazmu do śledzenia za pomocą ZIP ewentualnych przekrętów mają najmłodsi. W ich przypadku jednak efektywność przedsięwzięcia jest niewielka. Rzadko odwiedzają lekarzy, w niewielu przychodniach zostawiają swoje dane. Trudniej zrobić z nich martwe dusze, na które rozpisuje się potem fikcyjne zabiegi. Nieudzielonych świadczeń na swoich kontach znajdują więc dużo mniej.

Przedmiotem manipulacji najczęściej bywają pacjenci starsi, schorowani. Ich pesele są w tylu szpitalach i poradniach, że aż się prosi, żeby z nich skorzystać. U tylu lekarzy chory był naprawdę – kto się zorientuje, że za nieudzielone świadczenia wzięło pieniądze jeszcze kilku? Przed uruchomieniem ZIP martwymi duszami można było manipulować właściwie bez ryzyka. Ewentualne przekręty były nie do wykrycia. Ale i obecnie ta grupa nieczęsto z internetu korzysta, więc i niebezpieczeństwo wykrycia nadużycia wydaje się mniejsze.

Tak w każdym razie było do niedawna. Do czasu, gdy lotne brygady NFZ nie wpadły na kolejny pomysł. Barbara Bulanowska, dyrektorka krakowskiego oddziału NFZ, cieszy się, że nauka korzystania z ZIP stała się popularna w uniwersytetach trzeciego wieku. Zaawansowanych wiekiem studentów zachęca się, żeby sprawdzili, jakie świadczenia mają na koncie i czy aby na pewno ze wszystkich korzystali. Instruktorzy cierpliwie pokazują, jak taką operację przeprowadzić. Dyr. Filip Nowak z oddziału warszawskiego podobne kursy organizował w Opolu. Seniorom bardzo się podobały. Akcja „załatw babci login” nabiera dynamiki.

W podtekście całego przedsięwzięcia – w sporej części finansowanego ze środków unijnych – było wysłanie sygnału do publicznej służby zdrowia, że trzeba uważać. Czasy kreatywnej księgowości zdrowotnej się skończyły. Na światło dzienne może bowiem wyjść każdy przekręt czy pomyłka. Do tej pory służba zdrowia obawiała się kontrolerów funduszu, teraz lekarzom zaczęli patrzeć na ręce także pacjenci. W dodatku aż pięć lat do tyłu. Stąd pewnie niechęć niektórych lekarzy i nerwowe oczekiwanie.

Niechlujni i nieuczciwi

ZIP faktycznie może być uciążliwy dla lekarzy, ale tylko tych nieuważnych lub nieuczciwych, zapewniają w NFZ. Naczelna Rada Lekarska oficjalnie więc przeciwko ZIP się nie wypowiedziała. To, co wydaje się najbardziej bulwersujące, czyli np. zapis o wykonaniu mammografii pacjentowi na Podkarpaciu albo badania ultrasonograficznego jąder pacjentce ze Szczecina, jest tak naprawdę najmniej istotne. Żaden przekręt, tylko niechlujstwo. Najczęściej po kontroli okazuje się, że pomylona została jedna cyferka w peselu i tak naprawdę chodzi o kogoś innego. Takich pomyłek jest dość dużo. Indywidualne konta w ZIP nie są bowiem opatrzone nazwiskiem, tylko peselem. Też z ostrożności.

Trudno jednak do kategorii „niechlujność” zaliczyć proceder pobierania podwójnych opłat. Od pacjenta lub jego pracodawcy oraz – za to samo świadczenie – od NFZ. W funduszu się tego domyślali, ale udowodnić długo nie potrafili. Teraz o nieprawidłowościach zawiadamiają sami pacjenci, zdziwieni, że państwo zafundowało im np. sztuczne zęby, za które zapłacili z własnej kieszeni. Albo że okulista, do którego pracodawca skierował ich w ramach badania okresowego, za które zapłacił, za te same badania wziął pieniądze po raz drugi, tym razem od NFZ. W ten sposób najczęściej dorabiają sobie niektórzy dentyści, ginekolodzy i okuliści, ale także całe przychodnie.

Kiedy swoje konto w ZIP otworzył pan X z małej miejscowości Kazimierza w woj. świętokrzyskim, zobaczył, że ma za sobą aż 41 wizyt w prywatnym gabinecie stomatologicznym. Nawet nie wiedział, że ktoś taki przyjmuje. Dentysta musiał dostać jego dane od kogoś innego. Ten sam doktor od innej pacjentki zainkasował opłatę za jedną wizytę, która rzeczywiście miała miejsce, oraz 24 kolejne, fikcyjne, za które kazał zapłacić NFZ.

W Kielcach w internecie całe komitety rodzicielskie sprawdzają dentystów. Cztery zawiadomienia o fikcyjnych wizytach dzieci podpisało już kilkudziesięciu rodziców. Właścicielka gabinetu mieszczącego się w jednej ze szkół przez ostatnie kilka lat fikcyjnie leczyła w nim zęby uczniom, którzy nigdy u niej nie byli. Nie wiadomo, skąd brała ich dane. NFZ już rozwiązał z nią umowę, sprawą zajmuje się prokuratura. Pięciu innych mieszkańców Kielc zobaczyło na swoim koncie sumę, którą za ich sztuczne szczęki zapłacił NFZ. Ich zawiadomienie łatwo było zweryfikować, ciągle cieszą się własnym uzębieniem.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną