Porażka frankowiczów w procesie o wysokość kredytów hipotecznych

Razem nie zawsze raźniej
Sąd oddalił pozew zbiorowy przeciwko bankowi Getin Noble, który złożyło prawie stu klientów spłacających kredyty zaciągnięte we frankach. Ta wiadomość na pewno jest ciosem dla tysięcy innych osób w podobnej sytuacji.
PantherMedia

Kredytobiorcy skarżyli się na dowolność w ustalaniu przez bank kursu, po jakim mają spłacać kredyt, co miało istotny wpływ na jego wysokość.

Kłopot w tym, że sądy dopuszczają pozwy zbiorowe tylko wtedy, gdy sytuacja wszystkich pozywających jest taka sama. I ten właśnie argument podnoszą i będą podnosić adwokaci zatrudnieni przez banku. Ich podstawowa linia obrony to przekonanie sądu, że nie można wszystkich zadłużonych traktować identycznie. W przypadku Getinu taka argumentacja zadziałała.

W ostatnich tygodniach byliśmy świadkami wzmożonej mobilizacji tzw. frankowiczów, którzy stwierdzili, że jeśli się zjednoczą, mają większe szanse w walce z bankami. Pojawiło się wiele grup, wspólnie przygotowujących pozwy zbiorowe przeciw różnym bankom. Jedni chcą iść na całość i żądają unieważnienia całych umów. Inni koncentrują się na konkretnych problemach, na przykład spreadzie czy sposobie obliczania rat.

Pozew zbiorowy jest oczywiście dużo tańszy dla osoby dochodzącej swoich praw niż powództwo indywidualne. Poza tym w starciu z potężnym bankiem i jego świetnie opłacanymi prawnikami na pewno zwykły klient czuje się lepiej w dużej grupie niż samemu.

Trudno na razie powiedzieć, jak zachowają się sądy w przypadku innych pozwów zbiorowych. Sukces odnieśli skarżący mBank, ale były to osoby dotknięte takim samym problemem – zaciągnęły kredyt, którego oprocentowanie ustalał nie wskaźnik rynkowy LIBOR, ale zarząd banku indywidualną decyzją.

Podstawowy kłopot w walce z bankami to różnica między porządkiem prawnym, a indywidualnym, często uzasadnionym, poczuciem krzywdy. Bo z prawnego punktu widzenia wszystko zazwyczaj wygląda poprawnie i ciężko znaleźć konkretny argument przeciw bankowi. W długich i skomplikowanych umowach są fragmenty o świadomości ryzyka kursowego, nie ma też określonych limitów spreadu.

Z drugiej strony wiemy dobrze, jaki był klimat lat 2006-08, gdy pośrednicy i sami pracownicy banków gorąco namawiali do kredytów we frankach i przekonywali o znikomym ryzyku. Jednak to były zapowiedzi ustne, a nie na piśmie. I z takimi chwytami marketingowymi w sądzie dziś walczyć to rzecz prawie niemożliwa. Nie znaczy to, że żaden pozew zbiorowy nie ma już szans. Musi jednak być bardzo precyzyjnie napisany i grupować osoby, których sytuacja jest najbardziej do siebie podobna. I wykorzystać fakt, że w Polsce nie ma precedensów, więc porażki innych pozwów nie powinny wpływać na wyrok sędziego.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj