Rynek

Tanie budowanie?

Mieszkanie Plus: Mnóstwo tanich mieszkań bez straty dla budżetu. Brzmi niewykonalnie

Filip Bramorski / Flickr CC by 2.0
Rząd obiecuje cud – powstanie mnóstwo tanich mieszkań na wynajem, a z budżetu nie pójdzie na to ani złotówka. Jak to możliwe?

Po 500 plus będzie Mieszkanie Plus. Diagnoza PiS jest prawidłowa – w Polsce nie działa rynek wynajmu, ceny są bardzo wysokie, więc kto tylko może, stara się o kredyt hipoteczny i kupuje mieszkanie na własność. A kto na kredyt pozwolić sobie nie może, ten ma poważny problem, chyba że dostanie tani lokal od gminy. Ale tych po pierwsze jest bardzo mało, a po drugie – trzeba mieć naprawdę niskie zarobki, aby takie mieszkanie móc wynajmować.

Jednak PiS nie chce próbować regulować rynku wynajmu wzorem niemieckim, chociaż na przykład Niemiec chętnie się powołuje i wskazuje, że u naszych zachodnich sąsiadów 40 proc. ludności żyje w mieszkaniach wynajmowanych. Nie możemy zatem liczyć na ucywilizowanie warunków najmu, na wprowadzenie umów długoterminowych jako standardu czy na kontrolę wysokości czynszów w dużych miastach i ograniczanie nieuzasadnionych podwyżek. Zamiast tego państwo będzie budować, czyli tak naprawdę dublować gminy, które do tej pory były odpowiedzialne za stawianie bloków z mieszkaniami komunalnymi.

Idea programu PiS to wykorzystanie gruntów należących do Skarbu Państwa. Na nich mają powstać tanie mieszkania, bo inwestor – Narodowy Fundusz Mieszkaniowy – zapłaci tylko za same koszty budowy. Grunty bowiem dostanie od państwa za darmo. Ale skąd sfinansuje te koszty budowy, skoro przecież mieszkania udostępni Polakom, na preferencyjnych zasadach czynszu, a nie będzie ich sprzedawać? Prawdopodobnie ten Narodowy Fundusz Mieszkaniowy część otrzymanych gruntów najpierw sprzeda prywatnym inwestorom, aby zarobić na realizację swoich projektów. Jak to się ma do postulatów PiS, nawołujących do zaprzestania wyprzedaży majątku narodowego?

Pytań jest zresztą znacznie więcej. Co to za tereny, na których nowy Fundusz będzie budować? Czy obszary na przykład pokolejowe (grunty PKP zapewne odegrają kluczową rolę) nie wymagają najpierw dużych inwestycji, aby w ogóle uczynić je zdatne do zabudowy mieszkaniowej? Czy program nie spowoduje dalszego, niekontrolowanego rozlewania się naszych miast i tworzenia następnych osiedli bez sprawnej komunikacji, szkół, przedszkoli, a nawet kanalizacji? Czy rząd będzie koordynował swoje plany z samorządami, skoro zwłaszcza duże miasta rządzone są przez polityków opozycyjnych wobec PiS? I wreszcie czy państwo zrobi wszystko naprawdę lepiej niż wolny rynek, skoro wszystkie dotychczasowe publiczne projekty mieszkaniowe kończyły się klęską?

Z punktu widzenia osób gorzej zarabiających program – jeśli się powiedzie – może być nadzieją, zwłaszcza na pierwsze mieszkanie. Ci lepiej sytuowani szans raczej mieć nie będą, bo na pewno liczba budowanych w ten sposób mieszkań okaże się mniejsza od kolejki chętnych. Deweloperzy raczej zatem nie mają się na razie czego obawiać. Tak samo jak osoby wynajmujące innym mieszkania. Żeby bowiem doprowadzić do rewolucji na rynku, potrzeba byłoby naprawdę dużej liczby lokali oferowanych przez państwo. Na przykład trzech milionów, dawno temu obiecywanych przez PiS. Jednak tym razem ta partia żadnych konkretnych liczb podawać nie chce.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Adoptujemy zwierzęta, bo pełnią w naszych domach rolę wiecznych i wiernych dzieci

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.

Elżbieta Turlej
26.11.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną