Sztuczna inteligencja wymaga odpowiednich regulacji

Prawa robota
Dziś ciężko pracują przy taśmie. Niebawem roboty będą nas żywić i bronić, leczyć, uczyć, zabawiać i obsługiwać. Już teraz musimy wyznaczyć im prawa i obowiązki, bo inaczej one wyznaczą je nam.
Wykorzystywanie robotów i sztucznej inteligencji należy do głównych elementów trwającej właśnie czwartej rewolucji przemysłowej.
Oliver Burston/Ikon Images

Wykorzystywanie robotów i sztucznej inteligencji należy do głównych elementów trwającej właśnie czwartej rewolucji przemysłowej.

Niebawem auta kierowane przez roboty pojawią się też na ulicach miast.
chesky_w/PantherMedia

Niebawem auta kierowane przez roboty pojawią się też na ulicach miast.

Joshua Brown, amerykański przedsiębiorca z Florydy, od kiedy kupił sobie Teslę model S, stał się entuzjastą technologicznej rewolucji. Model S to pierwsza produkowana na większą skalę elektryczna limuzyna klasy premium. Wyposażono ją w wiele zaawansowanych rozwiązań, w tym funkcję autopilota. To system półautonomiczny, który potrafi zastąpić kierowcę w wielu obowiązkach. Skomputeryzowane auto naszpikowane kamerami i czujnikami przewiduje zagrożenie i błyskawicznie reaguje. Samo zahamuje, przyspieszy, skoryguje tor jazdy i w razie potrzeby zmieni pas ruchu. Samodzielnie zjeżdża wyznaczonym zjazdem z autostrady, samo zaparkuje. Nie trzeba go wyprowadzać z garażu, bo na wezwanie wyjedzie samo.

W ciągu dziewięciu miesięcy Brown przejechał 45 tys. mil i w tym czasie autopilot kilka razy ratował go z opresji. Dlatego lubił w trakcie jazdy oddawać mu kierownicę, a sam nagrywał filmy, by pokazać, co potrafi jego Tessy, jak pieszczotliwie nazywał auto. Potem te filmy wrzucał do sieci. Kiedy zainteresował się nim Elon Musk, legendarny twórca Tesli, i zaczął linkować na Twitterze, szczęście nie miało granic. „Dostrzegł mnie Musk! Mogę już umrzeć i pójść do nieba” – powiedział sąsiadce. Wykrakał.

Do historii motoryzacji Brown przejdzie jako pierwsza śmiertelna ofiara wypadku spowodowanego przez samochodowego robota. W piękny słoneczny poranek jego Tessy wbiła się pod naczepę skręcającej w lewo wielkiej ciężarówki. Ani kierowca, ani autopilot nie zauważyli zagrożenia. Nie było śladów hamowania, z auta zostało niewiele. Okazało się, że czujniki nie wyłowiły białej naczepy na tle jasnego nieba, zwłaszcza że stała bokiem. Wygląda na to, że kierowca zbyt zawierzył zdolnościom autopilota i nie kontrolował sytuacji na drodze, choć producent ostrzega, by zachować ostrożność, bo system nie jest jeszcze doskonały. Zresztą kodeks drogowy kierowcę czyni wyłącznie odpowiedzialnym za kontrolę nad jadącym autem.

Taksówka bez taksówkarza

W niektórych krajach pojawiają się już jednak pierwsze regulacje dotyczące aut z systemami półautonomicznymi i autonomicznymi. W ciągu najbliższych kilku lat będą musiały zostać ustalone wspólne standardy, bo większość producentów deklaruje, że po 2020 r. zamierza rozpocząć sprzedaż takich aut. Komisja Europejska na głównej sieci europejskich autostrad zapowiada stworzenie wydzielonych pasów dla pojazdów kierowanych przez roboty. Trwają prace nad budową sieci superszybkiego internetu (5G), bo inteligentne pojazdy wszystkie decyzje muszą podejmować w milisekundach, wykorzystując informacje uzyskiwane od innych pojazdów oraz infrastruktury drogowej za pośrednictwem sieci.

Niebawem auta kierowane przez roboty pojawią się też na ulicach miast. W Paryżu, Lyonie, Las Vegas jeżdżą już eksperymentalne autonomiczne autobusiki bez kierowców. Na razie wożą pasażerów wydzielonymi buspasami na krótkich trasach. Chodzi o przygotowanie ludzi do korzystania z robopojazdów, a także stworzenie regulacji prawnych dotyczących funkcjonowania takiego miejskiego transportu. Te będą potrzebne, bo za chwilę pojawią się też autonomiczne taksówki bez kierowców. Prace nad nimi są zaawansowane (prowadzą je m.in. Google i Uber), a eksperymentalne auta potrafią już jeździć w normalnym ruchu drogowym.

Wprowadzenie autonomicznych pojazdów rodzi jednak masę problemów. Jeśli za sprawą takiego auta dojdzie do wypadku, to kto będzie odpowiedzialny? Kierowca-człowiek odpowiada na zasadach winy, ale czy robotowi można przypisać winę? A jeśli nie, to komu? Właścicielowi? Producentowi auta? Twórcy oprogramowania? Oczywiście może się okazać, że auto miało wadę fabryczną, lukę w programie albo właściciel coś zaniedbał. Ale co będzie, gdy do wypadku doprowadziła samodzielna decyzja robota, na którą nikt nie miał wpływu i nikt jej nie mógł przewidzieć? Zresztą już dziś niektórzy eksperci zwracają uwagę, że w krytycznej sytuacji robot może stanąć przed dylematem, kogo chronić w pierwszej kolejności – własnych pasażerów czy innych uczestników ruchu?

W przypadku robotów odpowiedzialność na zasadzie winy nie wchodzi w grę. Możliwa będzie jedynie odpowiedzialność na zasadzie ryzyka. Roboty funkcjonujące w przestrzeni publicznej będą musiały być objęte obowiązkowym ubezpieczeniem od odpowiedzialności cywilnej, z którego będą wypłacane odszkodowania – wyjaśnia adwokat Paweł Kwiatkowski z kancelarii prawnej Gessel, doradca grupy roboczej ds. robotyki i sztucznej inteligencji Parlamentu Europejskiego. Grupa kierowana przez Mady Delvaux, posłankę Luksemburga do PE, w składzie której jest m.in. polski poseł Michał Boni (b. minister cyfryzacji), sformułowała zalecenia, jak Unia Europejska powinna przygotować się na robo-rewolucję.

Szczególnie pilne jest uregulowanie spraw związanych z pojazdami autonomicznymi i dronami, bo tu postęp jest najszybszy. Grupa zaproponowała więc m.in., by precyzyjnie zdefiniować pojęcie inteligentnego robota i stworzyć ich centralny rejestr. Tak by nie było problemów z ustaleniem, do kogo maszyna należy. Każdy robot musiałby zostać skutecznie zabezpieczony przed włamaniem hakerskim, bo pierwsze próby zdalnego przejęcia kontroli nad autami podłączonymi do internetu już miały miejsce. Dlatego dodatkowym, obowiązkowym wyposażeniem robota ma być wyłącznik awaryjny (kill switch). Nad tymi sprawami miałby czuwać europejski urząd ds. robotyki i sztucznej inteligencji.

Roboty do roboty

Pytań dotyczących reguł funkcjonowania robotów w ludzkim świecie przybywa. Tak jak przybywa samych robotów. Na razie dominuje wśród nich wielkoprzemysłowa klasa pracująca. Szczególnie chętnie zatrudniana w przemysłach samochodowym, elektronicznym, chemicznym, metalowym. Roboty przenoszą ciężkie elementy, malują, spawają, montują. Niezastąpione tam, gdzie warunki pracy są dla ludzi niebezpieczne, i tam, gdzie trzeba wykonywać monotonne, powtarzalne czynności ze szczególną precyzją. W efekcie w fabrycznych halach ubywa ludzi, a przybywa maszyn machających swymi długimi ramionami.

W Korei, najbardziej zrobotyzowanym kraju świata, na 10 tys. zatrudnionych pracowników przypada już 531 robotów przemysłowych (w Polsce kilkanaście). Nawet kraje, których atutem była dotąd liczna i tania siła robocza, zastępują ją robotami. Największym rynkiem zbytu tych urządzeń są dziś Chiny. Robotyzuje się Meksyk, Brazylia, Wietnam, Malezja. Wykorzystywanie robotów i sztucznej inteligencji (roboty to urządzenia fizyczne, sztuczna inteligencja to programy komputerowe symulujące zachowania inteligentne) należy do głównych elementów trwającej właśnie czwartej rewolucji przemysłowej.

Zakochane w robotach jest oczywiście wojsko, a liczba wykorzystywanych maszyn rośnie w takim tempie, że pojawiło się już określenie robo-żołnierz. Jednak i w cywilnym życiu mają one co robić. Naukowcy z Oksfordu szacują, że w ciągu jednej, góra dwóch dekad roboty zastąpią, lub mocno ograniczą, udział ludzi w 700 profesjach. Na czele listy są m.in. recepcjonista, sprzedawca sklepowy, strażnik, kucharz z fast foodu.

Szczególne pole do popisu czeka roboty-pielęgniarzy, które zajmą się obsługą osób starszych i niepełnosprawnych, a także roboty medyczne, diagnozujące pacjentów i podejmujące działania terapeutyczne. Społeczeństwa bogatych państw się starzeją, nie ma się nimi kto zajmować. Pierwsi robo-pielęgniarze przechodzą testy, a rząd Japonii (która ma najstarsze społeczeństwo) finansuje prace nad nimi, bo chce, by każda osoba niedołężna za niewielką kwotę mogła wynająć taką maszynę. Akceptacja społeczna dla robotów na razie nie jest wielka, każdy wolałby pomoc żywego człowieka. Ale kiedy ankieterzy pytają o preferowaną pomoc w łazience i toalecie, częściej wskazywane są maszyny.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną