Rynek

Spór o rurę

Jonathan Stern o polskich problemach z gazem

Ekspert energetyki gazowej Jonathan Stern Ekspert energetyki gazowej Jonathan Stern Sefa Karacan/Anadolu Agency / Getty Images
Rozmowa z ekspertem energetyki gazowej Jonathanem Sternem z Oxford Institute for Energy Studies o tym, jak projekt uniezależnienia się od rosyjskiego gazu wpłynie na bezpieczeństwo energetyczne i ekonomiczne Polski.
Gazoport w Świnoujściu w budowie, 2014 r.Bartłomiej Kudowicz/Forum Gazoport w Świnoujściu w budowie, 2014 r.

Marta Koblańska: – Czy jest szansa, żeby powstrzymać budowę Nord Stream II, którą planuje Gazprom?
Jonathan Stern: – W mojej opinii jest już za późno. Budowa może zostać opóźniona głównie za sprawą Danii, nie Polski. Ludzie w Europie Zachodniej mają zupełnie inne postrzeganie bezpieczeństwa dostaw gazu. Dla wielu firm, które są klientami Gazpromu, dużym problemem jest Ukraina. Mierzyliśmy się przez wiele lat z problemami politycznymi i z zakresu bezpieczeństwa między Rosją a Ukrainą i te kraje nigdy zapewne nie będą miały dobrych relacji. Z tego powodu wiele krajów europejskich nie chce, aby większość gazu przez nie kupowanego przechodziła przez Ukrainę. Wolałyby, żeby gaz bezpośrednio był dostarczany do ich krajów lub przechodził przez inne kraje Unii Europejskiej.

Może w takim razie Komisja Europejska znajdzie na to lekarstwo? Albo przynajmniej nałoży na Nord Stream II obowiązek przestrzegania europejskiego prawa.
Wątpię, żeby Niemcy wyraziły na to zgodę, ponieważ zastopowanie Nord Stream II byłoby decyzją czysto polityczną, nie regulacyjną. To byłby też duży problem dla legitymizacji ewentualnych europejskich regulacji w tej sprawie. Spędziliśmy przecież 30 lat, próbując połączyć unijne pakiety energetyczne i nagle znikąd pojawia się nowa regulacja dotycząca podmorskiego gazociągu z krajów trzecich. W jakim celu? W celu zastopowania lub opóźnienia budowy Nord Stream II?

Regulacje energetyczne nie mają służyć celom politycznym, ale są po to, by organizować i nadzorować rynek. Służby prawne Komisji opublikowały bardzo długi dokument mówiący, że nie ma podstaw do nałożenia przepisów trzeciego pakietu energetycznego na Nord Stream II. Jeżeli Polska chce stworzyć ku temu podstawy, to może próbować to zrobić, ale będzie to problem. Byłoby znacznie lepiej dla każdego, komu nie podoba się rosyjski gaz, po prostu o tym powiedzieć. Zrozumiemy, gdy Polska po prostu stwierdzi: „nie podoba nam się rosyjski gaz, myślimy, że to zagrożenie dla Europy”, a potem pozwoli nam na wypracowanie własnego poglądu.

Polski rząd często powtarza, że nie podoba mu się rosyjski gaz. By się od niego uniezależnić, zbudowaliśmy terminal w Świnoujściu, przez który importujemy gaz skroplony. PGNiG podpisał umowę na import amerykańskiego LNG. Czy ten gaz ma szansę stać się konkurencyjny wobec gazu rosyjskiego?
Nie ma szans. Zazwyczaj cena gazu amerykańskiego jest ustalana w hubie Henry [położony w Luizjanie duży węzeł gazociągowy, w którym spotykają się gazociągi wielu operatorów, i tu następują między nimi rozliczenia handlowe; ceny te są punktem odniesienia dla całego rynku gazu w USA – red.]. W hubie Henry ceny gazu są dużo niższe od cen, jakie płaci się za rosyjski gaz w Europie. Trzeba jednak pamiętać, że do ceny amerykańskiego gazu należy doliczyć koszt transportu w Stanach oraz marżę, a także koszty skroplenia i transportu przez ocean oraz regazyfikacji.

O ile cena gazu amerykańskiego może być wyższa niż rosyjskiego?
Zależy jakie poziomy amerykańscy sprzedawcy są w stanie zaakceptować w Europie. Należy przy tym pamiętać, że poza Europą istnieją inne rynki. Jeżeli w Azji ceny będą wyższe, tak jak w styczniu 2018 r., LNG w pierwszej kolejności popłynie właśnie tam. Kluczowa kwestia dla Polski i każdego odbiorcy amerykańskiego LNG zawiera się więc w pytaniu – czy jest gotów płacić więcej za gaz spoza Rosji? Jeżeli gaz rosyjski nie gwarantuje bezpieczeństwa, to oczywistym wyborem jest gaz amerykański. Wiele krajów odpowiada jednak – nie. I wybierają tańszy gaz.

Czy Polska może sprawić, że gaz amerykański będzie konkurencyjny? Przecież, jak twierdzi wielu ekspertów, rosyjski gaz dla naszego kraju jest droższy niż ten eksportowany do krajów Europy Zachodniej.
Przez dziesięciolecia ceny gazu były ustalane na podstawie cen ropy naftowej. W ciągu ostatnich 8 lat to się zmieniło. Wszystkie najważniejsze rynki krajów Unii Europejskiej są w pełni konkurencyjne, także po stronie odbiorców. Wiele krajów Europy Środkowo-Wschodniej nie ma rynków konkurencyjnych, ponieważ są one zdominowane przez gracza należącego do państwa, tak jak w Polsce. W tej sytuacji nie można myśleć o konkurencyjnych cenach gazu. Trzeba pozwolić na wielu sprzedających i kupujących, nie tylko na funkcjonowanie podmiotu dominującego.

W Polsce obowiązuje dziś doktryna, że konkurencyjny rynek to zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Jeżeli Polska zdecyduje, że nie chce kupować gazu rosyjskiego, ponieważ sytuacja ta narusza bezpieczeństwo narodowe, to jest to zupełnie zrozumiała decyzja. Ale wtedy trudno liczyć na konkurencyjne ceny gazu. Polska uzyska po prostu cenę możliwą do osiągnięcia od nierosyjskich sprzedawców. Będzie ona najprawdopodobniej (choć oczywiście niczego nie należy przesądzać) wyższa niż cena gazu rosyjskiego.

Jak długo polski rząd chce mieć państwowy, scentralizowany, w starym stylu, zupełnie kontrolowany rynek, każdy będzie płacił więcej za gaz. Takie podejście może być definiowane jako „bezpieczeństwo”, ale dla mnie jest to skrajnie drogie bezpieczeństwo. I ta decyzja będzie oznaczać, że Polacy mogą płacić więcej za gaz pochodzący z innych kierunków niż Rosja. Kraj może wydać też dziesiątki miliardów euro na nową infrastrukturę. Ale nie wierzę, żeby została w pełni dobrze wykorzystana.

Co tani gaz oznacza dla gospodarki?
Jest jak każde dobro pierwotne. Jeżeli nie kupuje się go po najniższej możliwej cenie, ryzykuje się, że przemysł, ludzie, ktokolwiek wykorzystuje gaz – wszyscy będą płacili więcej niż konkurenci.

Jakie zagrożenie niosą ze sobą wysokie ceny?
Trzeba płacić więcej, więc wytwarzane produkty są mniej konkurencyjne, a mieszkańcy takiego kraju stają się ubożsi. I to jest problem. Ale kluczową kwestią jest koncepcja konkurencyjnego rynku: jeżeli zapyta się niemieckie lub francuskie firmy o gaz, one nie dbają, czy cena jest wysoka czy niska, jeżeli ich konkurenci płacą tę samą cenę. Problem pojawia się wtedy, kiedy inni płacą mniej.

Wiele krajów kupuje gaz LNG. Czy rozwój tego rynku daje nadzieję na niższe ceny?
Cena zależy od dwóch czynników: podpisanego kontraktu z dostawcą oraz od ceny spotowej danego dnia. W amerykańskich kontraktach, jak np. w tym zawartym z firmą Cheniere [od niej w ubiegłym roku PGNiG kupił LNG – red.], zazwyczaj zaznacza się, że opłata za skroplenie obowiązuje zawsze, bez względu na to, czy nabywca decyduje się na dalszą wysyłkę gazu i faktycznie korzysta z tej usługi. Jeżeli decyduje się na dalszy transport, płaci jeszcze jego koszty plus marżę, a odbiera się dostawy w amerykańskiej wytwórni, przy czym reszta należy do kupującego.

Czy można sobie z tymi problemami jakoś poradzić?
Sposobem radzenia sobie jest kupowanie LNG tylko wtedy, kiedy jest tańszy. A kiedy jest droższy, kupuje się inny gaz, także rosyjski. Ale moim zdaniem polski rząd ma wręcz obsesję, że rosyjski gaz stanowi zagrożenie. Więc odpowiem tak: OK, niech Polska nie kupuje rosyjskiego gazu, ale niech nie narzeka, że płaci więcej za gaz niż inni w Europie. Rządy decydujące się, by zaprzestać kupowania rosyjskiego gazu, muszą mieć świadomość, że ich kraje mogą tracić gospodarczo.

Jeżeli Polska kupi gaz z wielu kierunków, może zyskać lepszą pozycję negocjacyjną z Rosją?
W przeszłości jedynym sposobem zakupu gazu były długoterminowe, 25-letnie, kontrakty i poświęcano wiele czasu na ich negocjację. Teraz wszystko sprowadza się do pytania, gdzie znajduje się najtańszy gaz? Czy to jest Rosja, Norwegia, czy to jest LNG? Jeżeli nie myśli się w ten sposób, nie uzyska się konkurencyjnej ceny. Zakup gazu jest specyficznym wyborem między rynkiem konkurencyjnym z cenami dnia, które mogą być wysokie lub niskie – a rynkiem zdominowanym przez pojedynczego gracza będącego własnością państwa, posiadającego kontrakty długoterminowe, które określają, jaka będzie cena.

Polska utrzymuje jednak, że jest otwarta na dostawy spotowe rosyjskiego gazu. Czy to będzie początek konkurencyjnego rynku?
To będzie konkurencja, choć kontrolowana przez gracza dominującego. Wówczas Polska może jednak stanąć przed problemem, że jeżeli gaz rosyjski okaże się tańszy, nadal może pozostać zdominowana przez rosyjskiego dostawcę, co oznacza, że nie będzie mogła podpisać kontraktów długoterminowych na LNG z USA albo z Kataru, nie będąc w stanie odebrać tych dostaw. Polska musi więc sobie odpowiedzieć: czy jest zainteresowana tańszym gazem, czy gazem ze źródeł innych niż rosyjskie?

Jak pan ocenia polski plan dywersyfikacji dostaw gazu poprzez budowę gazociągu łączącego Polskę i Danię, którym popłynie norweski gaz?
Nie rozumiem tego. Dania jest w fazie pozbywania się gazu ze swojego bilansu energetycznego. Tak więc, kiedy duńska produkcja się skończy, skończy się również popyt. Tym samym nie rozumiem, dlaczego Dania uczestniczy w tym projekcie, ponieważ ten kraj nie będzie miał rynku gazu. Po drugie, to jest projekt, który wraca, był proponowany co najmniej trzy czy cztery razy w ciągu ostatnich 20 lat i nigdy nie został uznany za uzasadniony ekonomicznie. Po trzecie, zakładam, że ktoś zapytał jednak Norwegów, czy mają 10 mld m sześc. gazu, aby go wtłoczyć do tego gazociągu? Kolejną kwestią jest prowadzenie inwestycji, a według moich szacunków potrzeba 5 mld euro, aby zbudować ten gazociąg. Będzie wspaniale, gdy ktoś rzeczywiście zechce zainwestować takie pieniądze, ale wygląda to wszystko bardzo drogo.

W moim odczuciu, kiedy ludzie w Europie słyszą, co Polacy mówią o bezpieczeństwie gazowym w kontekście rosyjskiego gazu, pojawia się podejrzenie, że wiele z tego pochodzi od pana Kaczyńskiego, a wiemy, co on myśli o Rosjanach.

Jaka byłaby pańska rada dla polskiego rządu?
Gdyby polski rząd chciał moich rad, mógłbym opowiedzieć o dwóch sprawach, które usłyszałem podczas konferencji Flame (największej konferencji gazowej w Europie). Podczas sesji handlowej wyjątkowo dobrze znany handlowiec powiedział: „jeśli chodzi o rynek gazu, Polska jest krajem upadłym... od dwóch lat próbujemy otrzymać licencję handlową w Polsce i to jest niemożliwe”. Potem nastąpiła prezentacja polskiej spółki Gaz-System. Bardzo miły człowiek mówił o Baltic Pipe, interkonektorach wszelkiego rodzaju, rozbudowie terminala LNG. Ktoś wówczas wstał i zapytał: „zamiast wydawać dziesiątki miliardów euro, budując tę całą infrastrukturę, dlaczego nie otworzycie swojego rynku na konkurencję? Wtedy uzyskacie tańszy gaz”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

A gdyby internet przestał działać...

Z internetu korzysta już prawie połowa ludzkości. Co by się stało, gdyby pewnego dnia przestał działać?

Edwin Bendyk, Piotr Rutkowski
16.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną