Rynek

Budżet na 2019 r. z ogromną wkładką wyborczą

Przy jakim tempie wzrostu nasze państwo byłoby w stanie się nie zadłużać, skoro brakowało mu pieniędzy nawet w szczycie koniunktury? Przy jakim tempie wzrostu nasze państwo byłoby w stanie się nie zadłużać, skoro brakowało mu pieniędzy nawet w szczycie koniunktury? Narodowy Bank Polski / Flickr CC by 2.0
W ustawie budżetowej na 2019 r. PiS przewidział aż 30 mld zł na kiełbasę wyborczą. Pójdzie na konsumpcję, nie na rozwój, i raczej nie skorzystają ci, którzy wsparcia najbardziej potrzebują.

Uchwalenie przez Sejm budżetu na 2019 r. oddala, ale jeszcze nie unieważnia spekulacji o możliwych wcześniejszych wyborach parlamentarnych. Na sfinansowanie kiełbasy wyborczej przeznaczono w nim wyjątkowo dużą rezerwę budżetową – aż 30 mld zł. Minione lata pokazały, że PiS najchętniej rozdaje pieniądze tym grupom, które odwdzięczą się partii swoimi głosami, a nie tym, które tego najbardziej potrzebują. Tegoroczny budżet wyborczy także tej zasady nie łamie.

Nauczyciele na wiele liczyć nie mogą

Do grup, które mają prawo uznać, że podział naszych wspólnych pieniędzy także w tym roku będzie niesprawiedliwy, z pewnością należą nauczyciele. Podczas kiedy wiele innych grup zawodowych odnotowało znaczny wzrost zarobków, nauczycieli wśród nich zabrakło. Ustawa budżetowa 2019 wprawdzie przewiduje dla nich 5-proc. podwyżki, ale zdeterminowani nauczyciele oczekują więcej. Na to więc, że coraz ostrzejszy protest po uchwaleniu budżetu rozejdzie się po kościach, rząd raczej nie ma co liczyć. Rządzący wyraźnie jednak zakładają, że większe podwyżki dla nauczycieli i tak nie przełożą się na lepszy wynik wyborczy, więc także nie zamierzają ustąpić.

Czytaj także: PiS ma problem z frankowiczami. Naobiecywał, ale co dalej?

Braki w kasie w szczycie koniunktury to zła wróżba dla zwalniającej gospodarki

Rządzący liczą się ze spowolnieniem gospodarki, już widocznym w innych krajach Unii, więc założyli, że tegoroczny Produkt Krajowy Brutto wzrośnie o 3,8 proc., czyli mniej niż przewidywane 5 proc. w roku ubiegłym. Wtedy dochody państwa wyniosłyby ponad 388 mld zł. Wydatki zaś byłyby o 28,5 mld zł większe. Nasuwa się pytanie – przy jakim tempie wzrostu nasze państwo byłoby w stanie się nie zadłużać, skoro brakowało mu pieniędzy nawet w szczycie koniunktury, gdy wzrost PKB przekraczał 5 proc.?

Czytaj także: Nadwyżka, czyli mniejsza dziura

To nie jest pytanie, które od lat zadają tylko ekonomiści, ono jest istotne przede wszystkim dla ludzi młodych. Przyjdzie bowiem taka chwila – i nie będą o tym terminie decydowali politycy, ale raczej rynki finansowe – kiedy już nie da się więcej pożyczyć i trzeba będzie zacząć te olbrzymie długi spłacać. Na razie nikt o tym nie myśli. Nikt w Polsce, ponieważ większość krajów unijnych wykorzystała dobre kilka lat w gospodarce do zrównoważenia swoich budżetów i zrobienia zapasów, czyli poduszki finansowej na gorsze czasy. Polscy politycy uważają, że strachy na lachy. Ignorują sygnały ostrzegawcze, na przykład takie, że nasi sąsiedzi – Czesi, Słowacy, nie mówiąc o Niemcach, pożyczają pieniądze taniej niż Polska, która dla inwestorów staje się mniej wiarygodna.

Budżet „przejadania pieniędzy”

Na razie jednak sytuacja jest stabilna i jeśli w gospodarce światowej nie nastąpią jakieś gwałtowne zawirowania, budżet 2019 powinien być realny, choć mało ambitny. Chociaż bowiem PiS zapewniał, że wydatki socjalne, takie jak 500 plus, „to inwestycja, a nie koszt”, to z inwestycjami nadal jest w Polsce krucho. A bez inwestycji o stabilnym wzroście trudno marzyć. Tym bardziej że 30 mld zł przewidzianych na sfinansowanie kiełbasy wyborczej także będzie raczej służyło konsumpcji niż przyszłemu rozwojowi. Powiedzenie, że „przejadamy przyszłość”, wydaje się więc jak najbardziej na miejscu.

Czytaj także: Matczyne emerytury to seksizm, a nie polityka społeczna

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną