Rynek

Fantazje o atomie. Jak Naimski obiecał sześć reaktorów jądrowych

Elektrownia jądrowa Elektrownia jądrowa Felix Konig / Wikipedia
Energetyka konwencjonalna to energetyka wykorzystująca paliwa kopalne. Okazuje się, że jest jeszcze jedno znaczenie: to wizja energetyki roztaczana podczas konwencji programowej PiS. Tego typu energetyka konwencjonalna zapewnia paliwo polityczne.

Weekendowa konwencja PiS odbyła się w Katowicach, więc chodziło o paliwo, które doda energii górnikom. Był więc minister energii Krzysztof Tchórzewski, a nawet sam Piotr Naimski, główny strateg energetyczny partii. Padło hasło „węgiel plus” jako definicja polityki energetycznej do 2040 r. Polityki, której Polska wciąż nie ma, bo dokument taki, kluczowy z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego kraju, wciąż nie może się urodzić. Minister Naimski zapewnił, że tylko patrzeć, a już będzie.

Węgiel plus sześć reaktorów jądrowych?

Minister Tchórzewski zapewniał górników, że strategia „węgiel plus” oznacza, że będziemy trwali przy naszym „czarnym złocie”, a plus znaczy tyle, że do węgla dorzucimy trochę innych paliw – gazu, atomu, a z konieczności także odnawialnych źródeł energii, skoro UE tak się przy nich upiera. Największe wrażenie wywarła jednak deklaracja dotycząca atomu – do 2040 r. powstanie sześć reaktorów jądrowych, które zapewnią 20 proc. energii potrzebnej Polsce. Czego jak czego, ale fantazji energetykom PiS nie można odmówić. Sześć reaktorów! Równie dobrze można było zadeklarować 26. To liczba tak samo nierealna, a o ile lepiej brzmi.

PiS miota się w sprawie atomu

PiS w sprawie atomu, tak jak poprzednicy, miota się od ściany do ściany. Był okres, że minister Tchórzewski koncepcje zmieniał co tydzień – raz mówił, że elektrownia atomowa jest konieczna i zaraz będziemy ją budować, w następnym tygodniu, że to pomysł nierealny i bez sensu. Polityków kręci wizja Polski wchodzącej do klubu atomowego, ale boją się reakcji społecznej, niechętnej energetyce jądrowej (zwłaszcza dziś, po serialu „Czarnobyl”). Choć formalnie prace przygotowawcze do budowy pierwszej elektrowni trwają od wielu lat i poszły na to już setki milionów złotych, to wciąż nie wiadomo, kto dostarczy technologię, kto będzie budować i gdzie. A wreszcie najważniejsze: skąd wziąć na to pieniądze?

Polska największym atomowym placem budowy?

Program atomowy, o jakim mówiono w Katowicach, gdyby rzeczywiście potraktować go poważnie, sprawiłby, że Polska stałaby się największym atomowym placem budowy na świecie. Nikt nie buduje tylu elektrowni. Prawdę powiedziawszy, mało kto dziś na taką inwestycję się decyduje. Powód jest prosty – przy najnowszych wymaganiach dotyczących bezpieczeństwa inwestycja robi się piekielnie droga. Koszt 1 megawata to ok. 30 mln zł. Czyli blok o mocy 1000 MW kosztuje 30 mld zł. A pierwsza planowana od wielu lat elektrownia jądrowa ma mieć 3–4,5 GW.

Czytaj także: Energetyka próbuje odkleić się od węgla

Jeśli chodzi o czas budowy, to też nie jest najlepiej. Przykładem może być fińska elektrownia Olkiluoto 3. Budowę bloku o mocy 1600 MW rozpoczęto w 2003 r., zakładając, że w 2009 r. zostanie oddany do użytku. Według najnowszych planów ponoć jest szansa na zakończenie prac w 2020 r. I to, dodajmy, w kraju, który już ma doświadczenie z energetyką jądrową. A u nas wszystko na papierze, żadnych konkretnych planów, jakieś obietnice amerykańskie i niewiele więcej. Więc gdyby nawet dziś ruszyć z przygotowaniami, budowa mogłaby się zacząć pewnie za pięć lat, a może później. Więc ten 2040 r. to mało prawdopodobny termin.

Zresztą sami Francuzi męczą się od lat we Flamanville, gdzie także trwa rozbudowa elektrowni atomowej. A przecież Francuzi są najbardziej doświadczeni w kwestiach energetyki jądrowej. Tam też pierwotne wyliczenia co do kosztów i czasu budowy zawiodły. Elektrownia będzie trzy razy droższa, niż zakładano, a budowa rozpoczęta w 2007 r. wciąż daleka jest od finału. Elektrownię jądrową Hinkley Point planują wybudować Brytyjczycy. Żeby to się mogło udać, rząd musiał udzielić na 35 lat gwarancji stałej ceny energii, która to cena jest dwukrotnie wyższa od obecnej ceny rynkowej.

W 2040 r. będzie za późno

Tak więc gdyby jakimś cudem znalazł się model finansowania elektrowni jądrowej – co jest mocno wątpliwe – to taka elektrownia nie rozwiąże naszych problemów. Te bowiem mamy już dzisiaj. I już dzisiaj musimy je rozwiązywać, bo w 2040 r. będzie za późno. A „węgiel plus” nic nam nie pomoże, zwłaszcza że ten węgiel to w coraz większej części z Rosji, a nie ze Śląska.

Czytaj także: Ostrołęka, czyli długie pożegnanie z węglem

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną