Rynek

Coraz więcej sygnałów spowolnienia gospodarczego

Wskaźnik koniunktury konsumpcji, obliczany na podstawie danych o wartości transakcji bezgotówkowych w Polsce, pozwala przewidywać, jak szybko będzie rosła konsumpcja w Polsce, a w konsekwencji dochody podatkowe czy cały PKB. Wskaźnik koniunktury konsumpcji, obliczany na podstawie danych o wartości transakcji bezgotówkowych w Polsce, pozwala przewidywać, jak szybko będzie rosła konsumpcja w Polsce, a w konsekwencji dochody podatkowe czy cały PKB. dedivan1923 / PantherMedia
We wtorek NBP opublikował najnowsze prognozy makroekonomiczne dla Polski. Zgodnie z nimi PKB ma w przyszłym roku wzrosnąć o 3,6 proc. wobec 4 proc. oczekiwanych w lipcu.

Ta pierwsza od roku rewizja w dół prognoz tempa wzrostu gospodarczego dokonana przez ekonomistów NBP wskazuje, że Polska na dobre weszła w kolejną fazę cyklu koniunktury – spowolnienie. Nie jest to jednak jedyny sygnał pogarszania się koniunktury.

Dynamiczny Indeks Konsumpcji wskazuje spadek

Dzień później Polityka Insight we współpracy z Fundacją Polska Bezgotówkowa opublikowała po raz pierwszy wskaźnik koniunktury konsumpcji, obliczany na podstawie danych o wartości transakcji bezgotówkowych w Polsce. Ten Dynamiczny Indeks Konsumpcji (DIK) jest tym samym, czym wskaźnik PMI dla przemysłu. Dzięki niemu można z wyprzedzeniem przewidywać, jak szybko będzie rosła konsumpcja w Polsce, a w konsekwencji dochody podatkowe czy cały PKB.

Co ważne, w III kwartale 2019 r. indeks DIK odnotował nieznaczny spadek – do 51,42 pkt. z 51,56 pkt. kwartał wcześniej. Spowolnienie dotyka zatem nie tylko polskiego przemysłu, na co wskazuje najniższy od dekady wskaźnik PMI, ale też handlu detalicznego i sektora usług konsumpcyjnych. Skala spadku wskaźnika DIK sygnalizuje, że dynamika konsumpcji obniży się z 4,2 proc. w pierwszej połowie roku do poniżej 4 proc. w ostatnich dwóch kwartałach.

Dlaczego konsumpcja spada mimo wydatków socjalnych rządu?

Spowolnienie konsumpcji będzie zatem nieznaczne, ale warto na nie zwrócić uwagę, ponieważ nastąpiło w okresie kampanii wyborczej, kiedy rząd znacząco zwiększył wydatki socjalne – m.in. objął programem 500 plus rodziny z jednym dzieckiem i wypłacił 13. emeryturę. Takie działanie powinno, wnioskując za podręcznikiem do makroekonomii, przełożyć się na szybszy wzrost konsumpcji i dodatkowo napędzić PKB. Wszystko wskazuje jednak na to, że nie przyniosło takich efektów, za czym stoi kilka oddziałujących w przeciwnym kierunku czynników.

Czytaj także: Cztery lata rządów PiS. Dali 500 plus, a wszystko inne zaniedbali

Po pierwsze, w III kwartale odnotowano znaczny wzrost inflacji, w tym zwłaszcza podwyżki cen żywności, które obniżyły siłę nabywczą dochodów Polaków i zniechęciły do zwiększania zakupów spożywczych. Obrazuje to wyraźny spadek subindeksu DIK w kategorii sprzedaż detaliczna, który wyniósł jedynie niewiele ponad 50 pkt., czyli granicy oddzielającej wzrost od spadku konsumpcji.

Po drugie, mimo bardzo dobrej koniunktury następuje stopniowy spadek liczby osób pracujących w gospodarce. To rezultat starzenia się społeczeństwa. Osoby z wielu roczników przechodzą na emeryturę, a ich realne dochody spadają, bo pierwsza wypłata z ZUS jest zwykle dużo niższa od ostatniej pensji. To negatywnie wpływa na wzrost konsumpcji, ponieważ maleją łączne dochody Polaków.

Trzecim, możliwe, że najważniejszym powodem niskiej skuteczności ekspansywnej polityki rządu, jest znaczne przegrzanie gospodarki w ostatnich latach. Na skutek szeregu wcześniejszych programów socjalnych wdrożonych przez rząd i znacznego wzrostu optymizmu Polaków gospodarka rosła dużo szybciej od potencjału. Powodowało to szybki wzrost dochodów podatkowych, umożliwiało obniżanie deficytu budżetowego, a tym samym tworzyło przestrzeń na kolejne podwyżki wydatków publicznych.

Czytaj także: Budżet państwa na potrzeby kampanii PiS

Krajowa koniunktura słabnie, konsumpcja jej nie uratuje

Gospodarka to nie perpetuum mobile i dochody fiskalne nie mogą ciągle rosnąć za sprawą dosypywania pieniędzy z budżetu do portfeli gospodarstw domowych. Na pewnym etapie opisany powyżej mechanizm musi się załamać, a deficyt budżetowy zaczyna ponownie rosnąć. Coraz wyraźniejsze sygnały spowolnienia docierające z gospodarki wskazują, że ten moment nastąpi zapewne w 2020 r., a jednym z pierwszych objawów studzenia krajowej koniunktury będzie spadek dynamiki konsumpcji.

Na kontrze do tych wniosków stoi NBP, który prognozuje, że to właśnie przyspieszająca konsumpcja będzie motorem wzrostu i ochroną lokalnej gospodarki przed globalnym spowolnieniem. Jeżeli jednak NBP się myli, a stymulacja fiskalna nie ma już takiej siły oddziaływania, jak wskazuje indeks DIK, to musimy się liczyć z szeregiem kolejnych obniżek prognoz wzrostu PKB.

Czytaj także: Cztery lata rządów PiS. Gospodarka zwalnia, jest coraz drożej

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną