Rynek

mBank: Pekao albo status quo

mBank mBank Marek Wiśniewski / Puls Biznesu / Forum
Kontrolowany przez PZU Bank Pekao jest faworytem do przejęcia czwartego kredytodawcy na polskim rynku. Jego plany może pokrzyżować jedynie Commerzbank, któremu zależy na wysokiej cenie transakcji.

Niemiecki Commerzbank powinien niebawem wskazać inwestorów, których dopuści do szczegółowej analizy finansowej mBanku, polskiej spółki córki, w której kontroluje 69 proc. udziałów. Wstępne oferty przejęcia złożyli Bank Pekao we współpracy z PZU, a także amerykańskie fundusze Apollo Global Management i Blackstone.

Czytaj także: Za duży do połknięcia? Co dalej z mBankiem

Wcale nie taka długa kolejka po mBank

Gdy we wrześniu 2019 r. Commerzbank ujawnił chęć sprzedaży mBanku, wydawało się, że chętnych nie zabraknie. mBank to bowiem czwarty pod względem aktywów bank w Polsce, z dużym odsetkiem klientów mobilnych i z branży e-commerce. Ma nowoczesne systemy IT, a jego aplikacja i system transakcyjny oferują więcej funkcjonalności niż rozwiązania wielu konkurentów. Prowadzi też dochodowy biznes w Czechach i na Słowacji, co znacząco ułatwiłoby jego nabywcy ekspansję zagraniczną w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Przejęcie mBanku analizowały największe banki w Polsce, na czele z należącym do Skarbu Państwa PKO BP. Zainteresowanie wyrażały m.in. holenderski ING oraz francuski Credit Agricole. O mBanku pozytywnie wypowiadał się też austriacki Erste Group, który od lat próbuje wejść do Polski. Żaden z tych podmiotów nie złożył jednak oferty. Powody to m.in. skomplikowana struktura transakcji (konieczność wydzielenia lub ubezpieczenia portfela kredytów walutowych), nieduże synergie (mBank jest bardzo efektywny i ma małą sieć placówek) i duża determinacja Pekao, który – przejmując mBank – zrealizowałby rządowy plan repolonizacji sektora.

Pekao skorzysta na transakcji

W ubiegłym tygodniu w Polityce Insight analizowaliśmy, jakie byłyby efekty przejęcia mBanku przez Pekao. Wskazywaliśmy, że Pekao powróciłby na pozycję wicelidera branży, wyprzedzając Santandera. Niemal zrównałby się z największym graczem, czyli PKO BP – oba banki miałyby ok. 340–350 mld zł aktywów. W efekcie pięć największych podmiotów (PKO BP, Pekao, Santander, ING i BNP Paribas) miałoby ok. 64 proc. aktywów branży wobec 59 proc. obecnie. Dla klientów oznacza to ograniczoną konkurencję, która zwykle przekłada się na wyższe ceny produktów i usług.

Pekao zapewne wykorzystałby know-how mBanku do unowocześnienia oferty, systemu transakcyjnego i aplikacji mobilnej. Wykorzystałby też jego system IT, który zastąpiłby dotychczas używany system UniCreditu (do 2016 r. właściciela Pekao). PZU zyskałoby natomiast nową platformę do dystrybucji swoich polis – mBank miał umowę na wyłączność z Axą i to jedynie jej polisy sprzedawał. Umowa ma obowiązywać jeszcze trzy lata, o ile mBank i Axa (w piątek poinformowano, że przejmie ją austriacka Uniqa) nie zdecydują się rozwiązać jej wcześniej.

Czytaj także: Pięć powodów rezygnacji z fuzji Pekao i Aliora

Commerzbank chce licytacji cenowej

Przejęcie mBanku przez Apollo lub Blackstone wydaje się mało prawdopodobne. Komisja Nadzoru Finansowego nie jest zwolennikiem takich transakcji, ponieważ fundusze mają jedynie kilkuletni horyzont inwestycyjny. Co więcej, obaj gracze nie mają w Polsce banku, do którego mogliby włączyć zorganizowaną część przejętego mBanku (po wydzieleniu portfela kredytów walutowych).

Oznacza to, że jedynym podmiotem, który mógłby pokrzyżować plany Pekao i PZU, jest sam Commerzbank. Mała konkurencja o przejęcie mBanku utrudni windowanie ceny za sprzedawane aktywa. Commerzbank już wcześniej zapowiadał, że sprzeda mBank jedynie za odpowiednią cenę. Bank sugerował, że oczekuje wyceny podobnej do ING, czyli najlepiej wycenianego banku w Polsce (pod względem relacji ceny do wartości księgowej). Gdyby ten plan się powiódł, Pekao i PZU zapłaciłyby za mBank ok. 16 mld zł, co prawdopodobnie byłoby największym przejęciem w historii polskiego sektora bankowego (dla porównania: PZU i PFR kupiły w 2016 r. akcje Pekao za 10,6 mld zł, a Santander w 2010 zapłacił ok. 12 mld zł za akcje BZ WBK). Najbliższe miesiące pokażą, jak bardzo Commerzbank będzie gotów obniżyć swoje oczekiwania – analitycy wskazują raczej na wyceny między 12 a 14 mld zł.

Czytaj także: Narodowy big bang

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Od uchodźcy 600 zł. W Polsce kwitnie handel meldunkami

O tym, że zameldowanie nadal jest w Polsce obowiązkowe, wie niewielu Polaków. Obcokrajowców jeszcze mniej. Właściciele mieszkań meldować nikogo nie muszą. I nie chcą. W szczególności uchodźców, a już najmniej tych z Afryki. Za brak meldunku Polakom nic nie grozi, cudzoziemcom spoza Unii – grzywna. Bez zameldowania nie mogą załatwić wielu spraw. W efekcie kwitnie meldunkowy handel.

Agnieszka Rodowicz
16.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną