Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Ropna infekcja

Ropa naftowa w cieniu pandemii

Zbiorniki na ropę naftową w amerykańskiej rafinerii w Torrance. Zbiorniki na ropę naftową w amerykańskiej rafinerii w Torrance. Getty Images
Rynek ropy padł ofiarą pandemii, co wraz z innymi gnębiącymi go schorzeniami doprowadziło do nagłego załamania cen. Czy jako konsumenci powinniśmy się z tego cieszyć?
Kilkunastogroszowe spadki cen na stacjach są nieproporcjonalne do tych, jakie notowane są na rynku ropy. Przyczyna tego jest prosta: ponad połowę ceny, jaką płacimy przy dystrybutorze, stanowią podatki.Alex Kraus/Bloomberg/Getty Images Kilkunastogroszowe spadki cen na stacjach są nieproporcjonalne do tych, jakie notowane są na rynku ropy. Przyczyna tego jest prosta: ponad połowę ceny, jaką płacimy przy dystrybutorze, stanowią podatki.

Cena ropy nazywana bywa matką wszystkich cen, bo jest najbardziej czytelnym sygnałem rynkowym i wpływa na wzrosty lub spadki cen wielu produktów. Przecież wszystko, co nas otacza, powstało z mniejszym lub większym udziałem paliw lub surowców petrochemicznych. Kiedy więc pandemia dopadła światową gospodarkę, stało się jasne, że ropa musi zareagować spadkiem cen.

Jednak to, co się stało 9 marca, szybko zyskało miano czarnego poniedziałku. Ceny zaczęły spadać w tempie niewidzianym od kryzysu 2008 r. Jeśli w pierwszych dniach marca baryłka utrzymywała się na poziomie ok. 55 dol., to nagle spadła do 33 dol., a potem w kolejnych dniach zjechała poniżej 30 dol. Ropa rozhuśtała giełdy i rynki surowcowe. Pod jej wpływem zaczęła się na świecie paniczna wyprzedaż akcji. Na Wall Street spadki w czarny poniedziałek były tak gwałtowne, że trzeba było wstrzymywać notowania, żeby inwestorzy ochłonęli. Podobnie było w Londynie i we Frankfurcie.

Kolejne dni nie przyniosły poprawy. Przeciwnie, w następny poniedziałek z powodu oświadczenia prezydenta Trumpa, że z pandemią nie poradzimy sobie do sierpnia (wcześniej była dla niego wymysłem „demokratów i fakenewsowych mediów”), rynek znów wpadł w panikę. Trendowi spadkowemu nie oparło się nawet złoto i inne metale szlachetne, uważane w czasach niepewności za „bezpieczny port”. Cena złota zaczęła spadać, bo duża część handlu kruszcem ma charakter wirtualny. Kupuje się i sprzedaje opcje i kontrakty terminowe, a nie sam metal. Koronawirus wystraszył spekulantów, którzy doszli do wniosku, że czasy są zbyt niepewne i trzeba się wycofać, akceptując straty.

Casus belli

W normalnych czasach świat potrzebuje dziennie 100 mln baryłek ropy. Polskie potrzeby to ok. 0,6 mln (baryłka to 159 litrów, 1 tona to 6,84 baryłki).

Polityka 13.2020 (3254) z dnia 24.03.2020; Rynek; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Ropna infekcja"
Reklama