Rynek

„Tarcza antykryzysowa”. Państwo udaje, że pomoże

Protest przedsiębiorców na pl. Bankowym w Warszawie Protest przedsiębiorców na pl. Bankowym w Warszawie Adam Stępień / Agencja Gazeta
Nie takiej pomocy spodziewali się przedsiębiorcy. Biznes uważa, że rządowy pakiet nie pozwoli utrzymać ani pracowników, ani firm. Z taką tarczą gospodarka wyjdzie z pandemii na tarczy.

Po pierwsze, liczy się czas. Zamiast zagwarantować firmom szybki dopływ gotówki – choćby dlatego, że przestały zarabiać, a przecież pensje pracownikom powinny wypłacić – państwo piętrzy biurokratyczne przeszkody. Najpierw bowiem trzeba się do urzędu skarbowego zwrócić o przyznanie pomocy, dokładnie udokumentować, jak spadły przychody, a potem czekać, aż urzędnicy wniosek rozpatrzą. To może, niestety, trwać długo, bo urzędy też pracują zdalnie, a wiele osób udało się na zasiłek należny z tytułu opieki nad dzieckiem. Więc nie wiadomo, czy pomoc w ogóle zostanie przyznana.

Czytaj też: Kto zarobi na pandemii

Ludzie stracą pracę, choć rząd obiecywał ochronę

A jeśli urząd uzna, że wniosek został niewystarczająco udokumentowany? Poprosi o uzupełnienie? Albo nabierze wątpliwości, czy wsparcie państwa w ogóle się należy? Dziś szef firmy tego nie wie, wie natomiast, że nie ma w kasie pieniędzy na wypłaty. Więc zwalnia: w pierwszej kolejności samozatrudnionych oraz tych na umowach cywilnoprawnych, których państwo obiecało chronić. Nawet gdy za jakiś czas okaże się, że wsparcie jednak zostało przyznane, wielu ludzi już roboty mieć nie będzie. W czasie trwania epidemii żadna inna firma ich do pracy raczej nie przyjmie, bo nie ma zleceń. Cel tarczy nie został więc osiągnięty – wielu ludzi straci pracę.

Czytaj też: Tarcza, czyli listek figowy

Niepewna pomoc mniejsza niż pewne koszty

Po drugie, państwo nie zapewnia płynności, na czym przedsiębiorcom najbardziej zależy. Małe firmy, zatrudniające nie więcej niż dziewięć osób, dostaną istotną ulgę, ponieważ przez trzy miesiące nie muszą płacić składek na ZUS. Z czego jednak mają płacić pensje? Z pożyczek, o które dopiero mogą zacząć się starać?

A jeśli zatrudniają choć jedną osobę więcej, ulga w ZUS się nie należy. Ten bezzasadny podział napawa przedsiębiorców goryczą, jest nielogiczny. Te większe wprawdzie mogą się zwracać o dopłaty do pensji pracowników (40 proc.), ale skąd mają wziąć kolejne 40 proc., skoro do kasy nie wpływa ani złotówka?

Każdy przedsiębiorca wykona proste ćwiczenie. Najpierw policzy, ile pieniędzy musi wypłacić pracownikom, i doda konieczne do zapłacenia rachunki. Potem obliczy pomoc państwa wynikającą z pakietu i porówna obie sumy. Mając w pamięci, że ta pomoc wcale nie jest pewna, bo trzeba najpierw o nią wnioskować. Niestety, w każdym przypadku niepewne wsparcie państwa okazuje się mniejsze niż koszty.

Co się w efekcie dzieje? Firmy nie tylko po lekturze pakietu zaczęły zwalniać ludzi, ale też nie płacą rachunków. Za prąd, czynsz, pieniędzy, które winne są kontrahentom. Zaczynają tworzyć się zatory. W kłopoty wpadają także przedsiębiorstwa, które – teoretycznie – klientów mają, ale ci ze strachu kredytują się ich kosztem. Domino zaczyna się sypać.

Czytaj też: Żadna tarcza, zaledwie kroplówka

Na złość opozycji

Opozycja próbowała wprowadzić do pakietu postulaty, na których przedsiębiorcom zależało najbardziej. Ich realizacja dawałaby im trochę tlenu, szybko i bez niepotrzebnej biurokracji. Takim postulatem była możliwość skorzystania z pieniędzy zgromadzonych na koncie VAT. Leżą tam nieraz spore sumy, których firma ruszyć nie może, są bowiem na przyszły podatek.

Ten nieszczęsny split payment jest dobrym narzędziem w walce z mafiami, ale w czasach tak ogromnego kryzysu jak obecny pozbawia przedsiębiorstwa płynności, bez której nie przeżyją. Tym bardziej że postulat, aby do 14 dni przyspieszyć zwrot CIT tym, którym się on od państwa należy, także nie został uwzględniony. Domino będzie się sypać jeszcze szybciej.

Rząd zaczyna sobie zdawać sprawę, że pakiet jest do kitu. Płyną zapowiedzi, że przygotowuje się już następny. Tyle że tego następnego mogą nie doczekać nie tylko firmy, ale całe branże.

Czytaj też: Patowa sytuacja pracowników z Ukrainy

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Kawiarnia literacka: Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka

Polska to nie jest kraj, w którym wypada mówić, że 500 plus nie należy się wszystkim.

Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka
26.05.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną