Rynek

Bunt budżetówki. Państwo ma czy mu brakuje?

Policja podczas strajku kobiet w Warszawie Policja podczas strajku kobiet w Warszawie Jerzy Dudek / Forum
Premier chwali się, że sytuacja budżetu państwa jest bardzo dobra, stać nas na wszystko. Jednocześnie jego ministrowie chcą pozbawić nagród i premii policjantów, służby skarbowe, a nawet strażaków i innych pracowników sfery budżetowej.

W służbach mundurowych narasta bunt i przekonanie, że dotychczasową politykę „kija i marchewki” ma zastąpić „polityka kija i kopniaka”.

Czytaj też: Więcej niedziel handlowych?

Stracić twarz i pieniądze

Policja w ostatnim czasie dobitnie pokazała, że woli bronić władzy niż obywateli. Brutalność, z jaką funkcjonariusze traktują uczestniczki Strajku Kobiet, jest nierzadko bezprawiem i ze standardami państwa prawa nie ma nic wspólnego. Bardziej kojarzy się z tym, co robiła milicja lub ZOMO, niż z wizerunkiem służby dbającej przede wszystkim o bezpieczeństwo obywateli, na który policja usiłowała zapracować przez ostatnie 30 lat. Teraz społeczeństwo zobaczyło policjantów, którzy gotowi są nawet złamać prawo, żeby się po prostu przysłużyć rządzącym.

Nic dziwnego, że na wiadomość, iż mogą nie dostać corocznych premii i nagród, policyjni związkowcy zareagowali złością. Policja najpierw straciła twarz, teraz ma jeszcze stracić pieniądze? Federacja Związków Zawodowych Służb Mundurowych, a także NSZZ Policjantów ostrzegają swego szefa, czyli szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego, przed bezpośrednimi konsekwencjami ich niezadowolenia – informuje „Gazeta Wyborcza”. Jak można się domyślać, kryje się za tym groźba, że jeśli pozbawi ich nagród, ulicznych protestów niezadowolonych obywateli nie będą już pacyfikować z dotychczasową zaciekłością.

Czytaj też: Lekarzom rodzinnym przybywa zadań

Minister Kościński blokuje

Skurczeniem się wpływów do budżetu straszą ministra finansów związki zawodowe zrzeszające pracowników Krajowej Administracji Skarbowej. Oni także mogą stracić motywację do energicznego egzekwowania podatków, gdyby miało się okazać, że nie dostaną pod koniec roku nagród i premii, na które liczą. Wściekli i rozgoryczeni z tego samego powodu są strażacy, związkowcy z „Solidarności” Pracowników Sądownictwa i Prokuratury, a także pozostali pracownicy całej sfery budżetowej. Obawiają się, że dodatkowe gratyfikacje finansowe, jakie dostawali każdego roku, w tym roku okażą się fikcją.

Rząd milczy, ale podstawy do obaw są jak najbardziej uzasadnione. Zgodnie bowiem z wytycznymi premiera blokadę na wydatki wojewodów oraz poszczególnych ministerstw nałożył pod koniec listopada minister finansów Tadeusz Kościński. Rząd nie ujawnia szczegółów, jakich wydatków ma ona dotyczyć, wiadomo jednak, że chodzi m.in. o różnego rodzaju premie i nagrody. I że cięcia są konieczne, ponieważ rządowi pieniądze są potrzebne na zakup szczepionek przeciwko koronawirusowi i na pomoc dla przedsiębiorców, ponownie dotkniętych obostrzeniami.

Czytaj też: PiS podzielił medyków na lepszych i gorszych

Czy rząd nie umie liczyć?

Problem w tym, że takie wytłumaczenie jest kpiną z inteligencji Polaków. Przecież w znowelizowanym budżecie na 2020 r. zapisano gigantyczny deficyt przekraczający 109 mld zł. Rządzący uzasadniali tę ogromną dziurę wielkimi wydatkami, jakie rząd musi ponieść w konsekwencji pandemii. Ale jeszcze nie tak dawno premier Mateusz Morawiecki, chwaląc się sukcesami swojego rządu, zapewniał, że po październiku deficyt wyniósł 12 mld zł. Czyli zostało do wydania jeszcze ponad 90 mld zł! To jak w końcu jest? Brakuje? Stać nas na wszystko? Czy rząd nie umie liczyć?

Za złamanie ustawy budżetowej rządowi grozi nawet Trybunał Stanu, według prawa jest ona najważniejsza. Jeśli nie zostanie uchwalona w terminie, prezydent może nawet rozwiązać parlament. A mimo to można w niej zapisywać, co się chce, i nie tłumaczyć obywatelom, na co się te pieniądze wydaje? Przecież nawet nie wiemy, ile kosztuje budowa sieci szpitali tymczasowych i wyposażenie ich w sprzęt, którego brakuje innym szpitalom. Ani kto na tym zarobił. Zakończono właśnie budowę kolejnego szpitala tymczasowego – w Krakowie. Dowiedzieliśmy się, że – podobnie jak ten na Stadionie Narodowym – na razie nie będzie leczył. Na to nas stać. Nagrodami odebranymi budżetówce się na takie marnotrawstwo nie zarobi.

Czytaj też: Jak i za ile zrobić sobie szpital w domu

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Klasyki Polityki

Zimna woda zdrowia doda

Pierwszy raz mors wchodzi do zimnej wody z ciekawości, drugi – na przekór sobie, a trzeci – z przyzwyczajenia.

Agnieszka Kulawiak
12.03.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną