Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Rynek

Biedronka pod ostrzałem UOKiK. A kiedy Orlen?

To już druga duża kara dla Biedronki od UOKiK w tym roku – poprzednia wynosiła 115 mln zł. To już druga duża kara dla Biedronki od UOKiK w tym roku – poprzednia wynosiła 115 mln zł. Adrianna Bochenek / Agencja Gazeta
Handlowy gigant ma zapłacić ponad 700 mln zł kary, ale nie zamierza łatwo się poddać. Czy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie równie dociekliwy w przypadku Orlenu?

W sklepach Biedronki można znaleźć niedaleko kas niepozorne biało-czarne ulotki, które – inaczej niż te kolorowe – nie informują o specjalnych promocjach czy wyjątkowych rabatach. Właściciel sieci w ten sposób przekonuje klientów, że został w poniedziałek niesłusznie ukarany przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jerónimo Martins Polska, do którego należy ponad 3 tys. sklepów lidera polskiego rynku spożywczego, ma zapłacić aż 723 mln zł kary. Zdaniem UOKiK właściciel Biedronki wykorzystywał swoją przewagę w relacjach z dostawcami (głównie owoców i warzyw), zmuszając ich do udzielania tzw. retrorabatów.

Czytaj także: InPost na sprzedaż. Ale cena powala

Raban o rabaty

Co to takiego? Dostawcy i sieci handlowe powinny z góry uzgodnić wysokość rabatów, jakich ci pierwsi udzielą tym drugim. Według UOKiK Jerónimo Martins Polska przez lata zmuszał niektórych dostawców, aby udzielali tych rabatów dopiero po tym, jak ich towary zostały już sprzedane w sieci Biedronka. Mieli być zaskakiwani żądaniami i ponosili straty, na które się godzili, bo bali się stracić bardzo ważnego klienta, jakim jest Biedronka. Jej roczne obroty przekraczają 55 mld zł, a zerwanie współpracy może skończyć się dla wielu partnerów bankructwem.

Sam właściciel sieci stanowczo odrzuca argumentację UOKiK i zamierza walczyć o anulowanie tej bardzo wysokiej kary w sądzie. Nie grozi ona co prawda Biedronce bankructwem, ale byłaby bardzo bolesna. W ubiegłym roku sieć miała nieco ponad 2,2 mld zł zysku netto, a zatem kara UOKiK to aż jedna trzecia tej kwoty. Jerónimo Martins Polska zarzuca UOKiK złamanie procedur, brak rozmów z rzekomo poszkodowanymi dostawcami, a także przekazywanie błędnych informacji, jakoby większość spośród nich dostarczała owoce i warzywa. W rzeczywistości mają to być głównie dostawcy żywności przetworzonej.

Czytaj także: Amazon zablokowany. Polska odsłona globalnego protestu

UOKiK bierze na cel sieci handlowe

Cała sprawa jest na razie daleka od wyjaśnienia. To już druga duża kara dla Biedronki od UOKiK w tym roku – poprzednia dotyczyła błędnego podawania cen na półkach (lub ich niepodawania) i wynosiła 115 mln zł. Jeśli sieć rzeczywiście wymuszała rabaty od dostawców już po sprzedaży ich produktów, na pewno powinna zostać ukarana. Jednak UOKiK nie podaje wielu istotnych szczegółów – przede wszystkim nie znamy listy rzekomo poszkodowanych dostawców. Nie wiemy zatem, czy to polskie, może niezbyt duże firmy uzależnione od Biedronki, czy też międzynarodowe koncerny, nad których losem płakać raczej nie musimy.

Równocześnie UOKiK informuje, że prowadzi podobne postępowania przeciw innym sieciom handlowym, lecz także w tym przypadku nic więcej nie wiemy. Czy Biedronka jest gorsza od innych, czy też została wybrana jako przedstawiciel całej branży, aby przykładnie kogoś ukarać? UOKiK powinien równocześnie przedstawić wyniki swojego dochodzenia w sprawie przynajmniej kilku wiodących sieci. Razi również sposób komunikacji ze strony państwowego urzędu, którego szef, mówiąc o postępowaniu Biedronki, używa języka publicystycznego, a nie prawniczego. Nazywa np. działania sieci „haniebnymi” – takie oceny mogą formułować dziennikarze (i to raczej nie na tym etapie), a nie urzędnicy. Na pewno sprawa wymaga bardzo dokładnego wyjaśnienia, chociaż proces może potrwać długo. Trzeba bowiem oddzielić rabaty jak najbardziej legalne, które są normalnym elementem umów między dostawcami i sklepami, od tych nielegalnych, będących przykładem wykorzystywania tzw. przewagi kontraktowej.

Czytaj także: Cwana Żabka

A co z Orlenem?

Miejmy nadzieję, że UOKiK nie uczestniczy w ten sposób w żadnej krucjacie przeciw największym sieciom handlowym w Polsce, które mają zagranicznych właścicieli. Nie do tego bowiem ten urząd został stworzony. Ma przede wszystkim dbać o ochronę słabszych przed silniejszymi – i już niedługo będzie mógł zademonstrować swoje możliwości. PKN Orlen najpierw przejął kontrolę nad Ruchem, a teraz chce kupić grupę prasową Polska Press. W ten sposób będzie właścicielem ważnego kolportera gazet (a przecież równocześnie sprzedaje prasę na swoich stacjach benzynowych) oraz jednym z ważniejszych wydawców gazet na polskim rynku. Trudno wyobrazić sobie bardziej rażący przykład niebezpiecznej koncentracji. Czy państwowy UOKiK będzie gotów przeciwstawić się państwowemu Orlenowi? Na pewno wymaga to więcej odwagi niż karanie portugalskiej Biedronki.

Czytaj także: Orlen kupił Polska Press. Krok w stronę orbanizacji mediów

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Samotność noblistki. Jak nas podzieliła Olga Tokarczuk

Wydłużony miesiąc miodowy w kontaktach Polaków i laureatki najwyraźniej się skończył. Przy okazji okazało się, że Olga Tokarczuk, autorka koncepcji „czułego narratora”, ma bardzo wyczulonego czytelnika.

Bartek Chaciński, Aleksandra Żelazińska
12.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną