Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Rynek

Po dymisji Naimskiego. Koniec ery Piotra Wielkiego

Piotr Naimski Piotr Naimski Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl
Piotr Naimski został zdymisjonowany, by nie przeszkadzać Danielowi Obajtkowi w domykaniu fuzji Orlenu i Lotosu. Jego odejście może jednak mieć znacznie poważniejsze konsekwencje dla polityki energetycznej.

Do dymisji rządowego pełnomocnika ds. strategicznej infrastruktury energetycznej doszło w sytuacji rosnących problemów z podażą węgla i zbliżającego się kryzysu energetycznego. Czemu się na to zdecydowano właśnie teraz? Sam zainteresowany dał wskazówkę w oświadczeniu opublikowanym na jednym z serwisów społecznościowych. Piotr Naimski napisał, że przy wręczaniu odwołania przekazano mu ustnie, że „nie nadaje się do współpracy” i „wszystko blokuje”.

21 lipca ponad 98 proc. akcjonariuszy Orlenu ostatecznie poparło fuzję z Lotosem. Za połączeniem zagłosował m.in. naftowy PERN, jednoosobowa spółka skarbu państwa, która zarządza ropociągami i posiada blisko 5 proc. akcji Orlenu. Jeszcze 20 lipca nadzór nad nią sprawował Naimski. Gdyby tego dnia nie stracił stanowiska, PERN prawdopodobnie zagłosowałby przeciw. Fuzji by to nie powstrzymało, ale rysa wizerunkowa by pozostała, a na to Daniel Obajtek nie mógł sobie pozwolić.

Czytaj też: Orlen przejmuje Lotos. Jest zgoda Komisji Europejskiej

Mózg polityki energetycznej PiS

Naimski jako pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej przepracował ostatnie siedem lat. Nadzorował spółki przesyłowe, czyli Polskie Sieci Elektroenergetyczne, Gaz-System i PERN, ale też Polskie Elektrownie Jądrowe, czyli firmę, która ma stawiać reaktory z pomocą zagranicznego partnera. Jego nieformalne wpływy były jednak szersze.

Naimski był uznawany za architekta polityki energetycznej rządu PiS oraz głównego promotora i realizatora budowy gazociągu Baltic Pipe, który jest jego życiowym osiągnięciem. Jego naczelną zasadą było dbanie o suwerenność energetyczną kraju, czego przejawem było dążenie do jak najszybszego uniezależnienia się od rosyjskich surowców, ale też sceptycyzm wobec przyspieszania transformacji energetycznej. Naimski popierał budowę bloku węglowego w Ostrołęce, długo blokował zmiany liberalizujące przepisy dotyczące farm wiatrowych i wdrożenie korzystnego systemu wspierania fotowoltaiki i prosumentów. W ostatnich latach kluczowy dla niego był konflikt z Obajtkiem.

Naimski próbował powstrzymać plany prezesa Orlenu dotyczące przejęcia Lotosu i PGNiG. Przekonywał nieoficjalnie, że transakcje doprowadzą do osłabienia bezpieczeństwa energetycznego kraju i ułatwią kapitałowi powiązanemu z Rosją infiltrację strategicznych sektorów polskiej gospodarki. Jednak prezes PiS Jarosław Kaczyński konsekwentnie stawał po stronie Obajtka, a polityczna pozycja Naimskiego słabła. W 2019 r. nie dostał się do Sejmu, a pod koniec 2020 stracił wpływy w PGNiG, gdy prezesem spółki przestał być Piotr Woźniak, jego bliski współpracownik.

W ostatnim czasie zarzewiem konfliktów była też kwestia reaktywacji starego połączenia energetycznego z Ukrainą, czyli linii łączącej Rzeszów z elektrownią jądrową Chmielnicki. W kwietniu 2022 r. Orlen i należący do Michała Sołowowa Synthos poinformowały, że chcą razem wyremontować połączenie, tak by rozpocząć import prądu. Wcześniej taką gotowość zgłosił Zygmunt Solorz, właściciel ZE PAK i grupy Polsat. Naimski tymczasem był inwestycji kategorycznie przeciwny, bo obawiał się, że tania energia z ukraińskich reaktorów jądrowych pozbawi rentowności węglowe bloki w Polsce. A ponieważ nadzorował PSE, które odpowiadają za budowę łączników energetycznych, mógł blokować projekt.

Czytaj też: Sołowiow i Solorz biorą się za atom

Pytanie o atom

Odejście Naimskiego będzie miało poważne konsekwencje dla polityki energetycznej rządu oraz układu sił w koalicji. Nie zagrozi końcówce budowy Baltic Pipe, ale może zresetować polski program jądrowy. Dymisja nastąpiła bowiem kilka tygodni przed planowanym przekazaniem przez USA polskiemu rządowi szczegółowej oferty dotyczącej budowy elektrowni jądrowej wraz z propozycją jej finansowania – całość ma być przedstawiona w sierpniu.

Z informacji Polityki Insight wynika, że kadrowa roszada wywołała duże zaniepokojenie Amerykanów – Naimski opowiadał się bowiem za wyborem atomowej oferty z USA. Jego odejście cieszy zatem francuski EDF i koreański KHNP, które rywalizują z Westinghousem o budowę pierwszej polskiej atomówki. Czy słusznie? Raczej nie.

Z rządu odchodzi bowiem kolejny zwolennik budowy tradycyjnych reaktorów jądrowych, a gabinet Morawieckiego przez najbliższe miesiące będzie walczyć z kryzysem energetycznym. W tej sytuacji polski program jądrowy może czekać co najmniej kolejny stan zamrożenia. Uruchamianie wartego ponad 100 mld zł projektu, który w najlepszym wypadku uda się sfinalizować za 15 lat, może nie być wysoko na liście priorytetów Zjednoczonej Prawicy przed zbliżającym się rokiem wyborczym.

Czytaj też: W gadaniu o energii atomowej już jesteśmy potęgą

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Robert Lewandowski Katalończyk. Ryzykowny ten transfer do Barcelony

Robert Lewandowski dołączył do Barcelony szczycącej się mottem „więcej niż klub”. Ale jeśli chodzi o stan jej finansów, bardziej aktualnie brzmiałoby: mniej niż zero.

Marcin Piątek
05.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną