Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Szatańska oferta. Jak przysypać samorządy węglem

Premier Mateusz Morawiecki na szczycie UE w Pradze Premier Mateusz Morawiecki na szczycie UE w Pradze Aleksiej Witwicki / Forum
Premier szykuje na samorządy dwie pułapki. Jedną jest zorganizowanie systemu dystrybucji towaru, którego zdobycie graniczy z cudem, drugą – sfinansowanie całej operacji.

Skończyły się żarty, zaczęły się schody. Dla premiera Mateusza Morawieckiego obecny kryzys energetyczny może się okazać stress testem, któremu nie podoła. Zagoniony do narożnika, usiłuje się bronić, szukając, na kogo zwalić winę i odpowiedzialność za ceny energii, za brak węgla na zimę i grożącą nam katastrofę w energetyce.

Czytaj też: Wungla nie zabraknie. PiS kupuje byle co i płaci jak za zboże

PiS zrzuca z siebie odpowiedzialność

Najnowszy pomysł to zrzucenie całego tego balastu na samorządy. Niech one się wszystkim zajmą, w końcu od tego są. W tym celu wczoraj Morawiecki spotkał się ze swoimi samorządowcami. Ci swoi to organizacje stworzone przez polityków PiS: Związek Samorządów Polskich i Stowarzyszenie Prezydentów Miast Polskich. PiS, jak wiadomo, w dziedzinie samorządów nie ma wielkich osiągnięć, więc ZSP zrzesza głównie takie ośrodki jak np. Halinów, Odrzywół, Wieniawa, Potworów, Tarnawatka, a SPMP m.in. prezydentów Otwocka, Stalowej Woli czy Chełma.

Swoich łatwiej przekonać, więc premier przekonywał, że „każdy musi przyczynić się do bezpieczeństwa energetycznego w swojej gminie, w swoim powiecie”. Jednocześnie zapewniał: „nie zostawiamy samorządów samych sobie”. Pomysł jest dziś taki, że to samorządy zajmą się sprzedażą węgla. Węgla, którego właściwie nie ma, ale dzięki samorządom się pojawi. Bo problemem jest – jak zapewniał premier – nie tyle zakontraktowanie węgla, ile jego dystrybucja po kraju. I gminy mają się tym zająć, bo rządowi nie wychodzi.

Problemów jest bez liku, bo importowany węgiel dociera do Polski w zbyt małych ilościach, a jego wyładunek i wywiezienie z portów napotyka na dramatyczne problemy. Eksperci szacują w związku z tym, że tej zimy zabraknie nawet 4 mln ton węgla. I dystrybucją tego deficytu mają się zająć samorządy, zapewne stosując wcześniejsze zalecenie premiera o autoreglamentacji.

Czytaj też: I chłodno, i głodno. PiS stawia nas na skraju katastrofy

Dwie pułapki na samorządy

Tak więc premier szykuje na samorządy dwie pułapki. Jedną jest zorganizowanie systemu dystrybucji towaru, którego zdobycie graniczy z cudem, drugą – sfinansowanie całej operacji. Jeśli samorządy wezmą to na siebie, rząd umyje ręce i na wszelkie pretensje – a te nie ustają – odpowie: z tym proszę nie do nas. Do samorządu. My węgiel zamawiamy, a że go nie ma, nie nasza wina.

Jednak drugi pomysł jest równie szatański, bo rząd chce przytopić samorządy finansowo, choć już dziś woda podchodzi im do nosa. Samorządy mają same kupować importowany węgiel, płacąc tyle, ile będzie trzeba, a sprzedawać go po cenie gwarantowanej – 2 tys. zł za tonę. Różnicę wyrówna rząd. „Dopłata będzie powodowała, iż cena ma oscylować wokół 2 tys. zł. Jeżeli więc importowany węgiel będzie kosztował 2500 zł brutto, to dopłacimy tę różnicę samorządom, aby wystarczyło na transport do miejsca, które samorząd wybierze, lokalnej dystrybucji” – wyjaśnił premier.

Każdy samorządowiec, nawet swój, wie, czym to pachnie: samorządy wpadną na minę, bo natychmiast pojawią się problemy i wątpliwości, jaka się dopłata należy, i że pieniędzy zabrakło, więc trzeba poczekać. A samorządy „nie swoje”, których jest więcej, mogą tych pieniędzy w ogóle nie zobaczyć. Początkowo w podobny schemat rząd usiłował wkręcić niezależne składy węgla, czyli profesjonalistów w dziedzinie handlu opałem. Mieli węgiel sprzedawać po gwarantowanej cenie ok. 1000 zł za tonę, a rząd im obiecywał rekompensatę. Przedsiębiorcy szybko się zorientowali, że wpadną w pułapkę, i odmówili. Za karę zostali pozbawieni możliwości handlu węglem z polskich kopalń.

Czytaj też: Rząd chce zamrozić ceny prądu, ale nie wszystkim. I dobrze

Transakcja wiązana?

Na osłodę premier obiecuje dziś samorządom tańszy prąd. Tańszy, czyli kosztujący 740 zł/MWh. Dziś samorządy dostają oferty z cenami rzędu kilku tysięcy złotych za megawatogodzinę. Wygląda to na transakcję wiązaną – handel węglem za tańszy prąd. Szatańska oferta, zwłaszcza że także tej gwarantowanej ceny samorządy nie mogą być pewne. Przedstawiciele rządu ostatnio sypią jak z rękawa rozmaitymi cenami energii i pomysłami, jak będą tymi cenami sterować. A jakoś im to nie wychodzi.

Dlatego dziś, czyli w piątek, samorządowcy – ci „nie swoi” – będą demonstrowali przed kancelarią premiera. „Pan premier chwali się, że spotkał się z samorządowcami. Szkoda, że zaprosił tylko przedstawicieli jednego, przychylnego władzy związku. Ale nic straconego – w piątek samorządowcy z całej Polski będą ok. 13.30 przed KPRM na #ProtestSamorządów. Do zobaczenia” – napisał na Twitterze prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Czytaj też: Czy Europie grozi blockout?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną