Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Rynek

„Babciowe” nie będzie rozdawnictwem. To szansa dla kobiet, która nie będzie nas kosztować

KO obiecuje 1,5 tys. zł miesięcznie dla każdej młodej mamy, która po urodzeniu dziecka zdecyduje się wrócić do pracy. KO obiecuje 1,5 tys. zł miesięcznie dla każdej młodej mamy, która po urodzeniu dziecka zdecyduje się wrócić do pracy. Peopleimages / PantherMedia
KO obiecuje 1,5 tys. zł miesięcznie dla każdej młodej mamy, która po urodzeniu dziecka zdecyduje się wrócić do pracy. Dodatek ma być wypłacany, dopóki maluch nie ukończy trzech lat. Propozycja Donalda Tuska przez wielu została potraktowana jako próba populistycznej licytacji z PiS na rozdawnictwo. Ale rozdawnictwem nie jest.

Po pierwsze – to prawda, że dodatek będzie kosztować miliardy, których w budżecie państwa brakuje. I że nie spodoba się liberalnym wyborcom, przeciwnym w ściganiu się na populizm. Mogą odpłynąć do Konfederacji, która rośnie w siłę m.in. z powodu bardzo liberalnego stosunku do gospodarki, wysokich podatków itp. Może się nie spodobać, dopóki nie zaczną liczyć. Bo przecież, mimo że dodatek ma być wypłacany od momentu podjęcia pracy przez kobietę, to państwo nie będzie on kosztować NIC.

Czytaj także: Równość płci. Kobiety wykonały już swoją część zadania

Państwo nie dopłaci do „babciowego”

Rachunek, to prawda, że mocno uproszczony, jest naprawdę prosty. Jeśli młoda mama nawet nie jest osobą z wysokimi kwalifikacjami, to podejmując pracę na etacie, otrzyma co najmniej płacę minimalną, czyli obecnie 3,4 tys. zł brutto. Składki emerytalne, rentowe, chorobowe i inne na tzw. ZUS wyniosą mniej więcej tyle, ile dostanie „babciowego”. Do tego doliczyć trzeba bowiem także podatek od dochodów osobistych. A więc w sumie państwo wychodzi na zero albo nawet nieco zyskuje.

Jeśli dziewczyna założy własną firmę, to także nie zrobi tego, aby wyłudzić „babciowe”, bo to się zwyczajnie nie kalkuluje. Na swoim także musi opłacać obowiązkowe ubezpieczenie i płacić podatki. O żadnych wyłudzeniach nie może więc być mowy. A więc o ściganiu się w populizmie także.

Czytaj także: Co zrobią 30-latki? Odraczane rodzicielstwo może nigdy się nie wydarzyć

W przypadku pań z wyższymi kwalifikacjami obowiązkowe obciążenia rosną. Im lepiej zarabia młoda matka, tym więcej zyskuje budżet, dlatego że zdecydowała się pracować. Nawet gdy od zysku państwa odejmiemy comiesięczne „babciowe”. Nazwa dodatku jest dość niefortunna, kojarzy się z trzynastym czy czternastym świadczeniem dla seniorek. PiS wypłaca go za nic, a raczej za przychylność seniorów przy urnie wyborczej. W przypadku „babciowego” Tuskowi pewnie też chodzi o przychylność młodych kobiet, ale także o kilka innych rzeczy. Istotnych dla nich, nie dla partii Tuska. A nieważnych, a nawet wręcz niepożądanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Dlatego „babciowego”, wyglądającego jak kolejny transfer socjalny, z „trzynastką” porównywać nie można.

O przyszłą emeryturę

Wracając do pracy wcześniej, młoda matka płaci też składki emerytalne. Uskłada na przyszłe świadczenie więcej niż ta, która zdecyduje się pobyć w domu dłużej. W młodości się o tym nie myśli, z wiekiem zaczyna doceniać.

Wiedzą to ich matki, które tak cieszyły się z przywrócenia wcześniejszego wieku emerytalnego, a teraz zobaczyły, jak mało radosne jest życie z głodową emeryturą, którą w dodatku błyskawicznie pożera drożyzna. „Babciowe” pozwoli ich córkom podzielić się nim z mamą, jeśli zechce trochę swego czasu poświęcić wnukowi czy wnuczce. Młodzi rodzice będą pewni, że zostawiają pociechę w dobrych, kochających rękach.

Czytaj także: Work-life balance. PiS nie zdążył z wdrożeniem ważnej dyrektywy

O zawodowe ambicje

Tylko połowa młodych kobiet po urodzeniu dziecka wraca szybko do pracy. PiS chwaliło się, że 500 plus wielu z nich w ogóle zniechęci do powrotu do pracy zawodowej, budżet domowy wzbogacony o 500 zł domknie się bowiem łatwiej. Partia jest z tego dumna. Model tradycyjnej rodziny katolickiej, w którym kobieta „siedzi w domu” i który powszechnie odrzuciły już społeczeństwa zachodnie, będzie w Polsce kultywowany dłużej. Prawu i Sprawiedliwości na tradycji zależy przecież bardzo i nie obchodzi go, czy Polakom się taki model podoba.

A młodym ludziom? Im już niekoniecznie. Świadczy o tym coraz większa liczba dzieci, które rodzą się w związkach nieuświęconych sakramentem małżeństwa, a także ambicje zawodowe młodych kobiet, z którymi rządzący Polską się nie liczą. Zdaniem PiS kobiety mają rodzić jak najwięcej dzieci i „siedzieć w domu”, czekając z obiadem na resztę rodziny. Ale coraz więcej dziewczyn ambicje zawodowe ma, a państwo jest od tego, aby pomóc im je realizować. Tym zaś, które chcą być matkami, państwo nowoczesne ma obowiązek ułatwić godzenie roli matki i kobiety planującej realizować się także na polu zawodowym. Więcej dzieci rodzi się w krajach, których rządy tak robią, w Skandynawii, Francji. W Polsce nie, chyba że na emigracji.

Czytaj także: Problem nr 1: nie ma dzieci. Ale wiecie, że to nie tylko (s)prawa kobiet?

O partnerski model rodziny

Powody rezygnacji młodych Polek z pracy zawodowej po urodzeniu dziecka bywają różne. Często wysłanie dziecka do dobrego publicznego żłobka jest niemożliwe, bo takiego po prostu w pobliżu nie ma albo jest do niego zbyt wielu chętnych i nie wszystkie dzieci mogą być przyjęte. Prywatny zaś kosztuje. Nierzadko po opłaceniu go z pensji młodej mamy już niewiele zostaje. „Babciowe” nieco pomoże.

Czytaj także: Mamy małych dzieci nie wracają do pracy. Powodów jest kilka

Może też pomóc w przełamaniu kolejnej bariery, którą napotykają młodzi rodzice. Mimo wielu zachęt, także finansowych, urlopy ojcowskie w Polsce nie zdołały się upowszechnić. Ciągle to matki wolą z nich korzystać. Mimo że badania pokazują, iż ojcowie przebywający dłużej z dzieckiem, które jest malutkie, nawiązują z nim bardziej trwałe więzi emocjonalne, a związki między rodzicami także stają się dzięki temu trwalsze.

Najczęściej rodzice kalkulują jednak, co im się bardziej opłaca, patrząc z perspektywy domowego budżetu. A ponieważ to ojcowie najczęściej zarabiają więcej, a urlopy nie są w pełni płatne, wychodzi na to, że rodzina lepiej wyjdzie finansowo, gdy na dłuższy urlop z dzieckiem wybierze się jednak matka, ona zwykle zarabia mniej.

Czytaj także: Dłuższe urlopy ojcom się należą. Trzeba im tylko pomóc z nich skorzystać

„Babciowe” 1,5 tys. zł może to zmienić! Kalkulacja domowego budżetu przy uwzględnieniu pieniędzy, które otrzyma tylko mama, a nie tata, może już wyglądać inaczej. Może się okazać, że mama, wracając po urodzeniu dziecka do pracy, przyniesie do domu więcej niż straci tata, biorąc w tym czasie urlop ojcowski. Może dzięki temu partnerski model rodziny upowszechni się naszych domach szybciej? Wkład Koalicji Obywatelskiej okazałby się wtedy bezcenny, choć niepozbawiony kalkulacji politycznych.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Nauka

Kleszcz: pospolity, łąkowy, afrykański. Dlaczego nam grożą i jak się ich pozbyć

Wiktoria Romanek z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego opowiada „Polityce” o tym, jak rozróżnić kleszcze, o Narodowym Kleszczobraniu oraz tym, co robić, gdy znajdziemy kleszcza wbitego w nasze ciało lub ciało naszego czworonożnego przyjaciela.

Maciej Jaźwiecki
16.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną