Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Czasowa niemoc. Kiedy skończymy z przestawianiem zegarków? I czy będziemy z tego zadowoleni?

Czasowa niemoc. Kiedy skończymy z przestawianiem zegarków?

O zmianie czasu między letnim a zimowym debatuje się już w Brukseli od siedmiu lat. O zmianie czasu między letnim a zimowym debatuje się już w Brukseli od siedmiu lat. Malvestida / Unsplash
Już od siedmiu lat europejscy politycy debatują o tym, jak skończyć z przestawianiem zegarków w październiku i marcu. O porozumieniu nie ma nawet co marzyć.

Zmiana czasu to świetna okazja, żeby ponarzekać na bezsensowność tego rytuału i zaapelować o jego likwidację. Tym razem tę rolę wziął na siebie premier Hiszpanii Pedro Sánchez, który zapowiedział, że spróbuje zainteresować tym tematem europejskie instytucje. Nie powinien jednak składać zbyt daleko idących obietnic. Przecież debata o zmianie czasu między letnim a zimowym ma już w Brukseli długą historię. Zgodnie z istniejącymi przepisami każdy kraj członkowski przechodzi na czas zimowy w ostatnią niedzielę października, a na czas letni w ostatnią niedzielę marca. W 2018 r. Komisja Europejska planowała zlikwidować przestawianie zegarków, a adwokatem reformy był ówczesny jej szef Jean Claude Juncker, wieloletni premier Luksemburga. Pomysł Komisji poparł nawet Parlament Europejski, a ponad 84 proc. uczestników ogólnoeuropejskich konsultacji (wzięło w nich udział niespełna 5 mln osób) chciało rezygnacji ze zmiany czasu.

Czytaj także: Pośpimy dłużej, ale... Zmiana czasu szkodzi zdrowiu. Ta godzina robi różnicę!

Zmiana czasu. Diabeł tkwi w szczegółach

Jednak szybko okazało się, że przywódcy państw członkowskich nie potrafią uzgodnić szczegółów. Co prawda większość krajów (zwłaszcza z północy kontynentu) apelowała o jak najszybszą reformę, ale niektórzy członkowie (przykładowo Grecja czy Portugalia) nie widzieli potrzeby zmian. Poza tym politycy narzekali, że Komisja planuje rewolucję chaotycznie i zbyt szybko, a negatywne konsekwencje spadną na lokalne władze. Pat w Radzie Unii Europejskiej trwa do dziś, a gdy Juncker odszedł z urzędu w 2019 r., pomysł zegarowej reformy stracił swojego głównego adwokata. Być może deklaracja hiszpańskiego premiera pozwoli wrócić do tematu, ale podstawowy problem jest taki sam jak siedem lat temu.

Chociaż zmiana czasu dwa razy w roku nie ma już dzisiaj żadnego ekonomicznego uzasadnienia (zwłaszcza dzięki energooszczędnemu oświetleniu, jakie stało się standardem), to rezygnacja z tego rozwiązania oznacza konieczność wyboru przez każdy kraj na stałe jednej strefy czasowej. Czy ma to być dzisiejszy czas zimowy? A może letni? Aby uniknąć chaosu w Unii, koniec zmian czasu musi być uniwersalny – wszystkie kraje członkowskie powinny się na niego zgodzić. Spójrzmy na naszą sytuację. Stały czas zimowy oznaczałby bardzo wczesny wschód słońca latem (na wschodzie Polski już około godziny trzeciej) oraz analogicznie wcześniejszy zachód (na wschodzie przed godziną 20). Natomiast permanentny czas letni zmieniłby sytuację zimą. Na zachodzie Polski w grudniu wschód słońca następowałoby ok. 9 albo nawet jeszcze później (na przykład w Szczecinie dopiero ok. 9:15). Zyskalibyśmy oczywiście godzinę dziennego światła po południu, ale trzeba byłoby się przyzwyczaić do rozpoczynania pracy, a zwłaszcza lekcji w szkołach, w ciemności. Dzisiaj większość Polaków deklaruje chęć likwidacji zmiany czasu. Jednak gdyby do tego rzeczywiście doszło, nie brakowałoby niezadowolonych.

Czytaj także: Zmiana trzyma się mocno. Dlaczego znów przestawiamy zegarki na czas zimowy?

Nowa mapa stref czasowych

Reforma w skali europejskiej postawiłaby przed wszystkimi krajami nie tylko obowiązek dostosowania się do nowych przepisów, ale także konieczność stworzenia nowej mapy stref czasowych. Dzisiaj znaczna część naszego kontynentu – od Hiszpanii po Polskę – ma wspólną strefę. Nie jest ona oczywiście idealna, bo z geograficznego punktu widzenia obejmuje zdecydowanie zbyt duży obszar. Jednak z drugiej strony oznacza istotne korzyści gospodarcze i ułatwia współpracę między państwami unijnymi. Likwidacja podziału na czas zimowy i letni oznaczałaby znaczne ograniczenie elastyczności tej strefy i zapewne jej zmniejszenie. Być może granica czasowa pojawiłaby się nawet na Renie, między Francją a Niemcami. Z punktu widzenia geografii Francja i Hiszpania powinny mieć ten czas, co Wielka Brytania.

Wydaje się, że wielu europejskich przywódców prowadzi w tym temacie dwie polityki – na użytek wewnętrzny i zewnętrzny. Z jednej strony podzielają publicznie postulaty swoich obywateli i razem z nimi chętnie narzekają na konieczność zmiany rytmu biologicznego dwa razy w roku. Za to w Brukseli nie chcą otwierać puszki Pandory i godzą się na niekończące się dyskusje, które nie przynoszą żadnych efektów. A kto dziś głośno postuluje reformę, tego można dodatkowo uciszyć pytaniem: czy naprawdę w Europie nie mamy większych problemów? Taki populistyczny argument nie ma oczywiście żadnej wartości merytorycznej, ale zawsze działa na użytek medialny. Pozostaje jak najlepiej wykorzystać dodatkową godzinę w ten weekend. Bo już za pięć miesięcy trzeba będzie ją oddać.

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Nawrocka i Brzezińska-Hołownia, mundurowe emerytki przed 40. Jak to możliwe? Ten system to tabu

Pierwsza dama Marta Nawrocka i niedoszła pierwsza dama Urszula Brzezińska-Hołownia, obie przed czterdziestką, zostały mundurowymi emerytkami. Armia młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe rośnie szybciej niż tych, którzy mają nas bronić. Każdego roku państwo wydaje na nie ponad 30 mld zł. Ten system to tabu.

Joanna Solska
24.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną