Elektryki bez prądu
Rynek aut elektrycznych krwawi, Europa może tego nie przetrwać. Co tu się tak naprawdę dzieje?
„Istnieje ryzyko, że przyszła mapa światowego przemysłu samochodowego zostanie nakreślona bez uwzględnienia Europy” – ostrzegł Stéphane Séjourné, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. dobrobytu i strategii przemysłowej. Słabnąca sprzedaż, wysokie ceny energii, rosnąca globalna konkurencja oraz niepewne otoczenie regulacyjne i handlowe wpędziły sektor samochodowy w kryzys. Europę zalewa fala samochodów z Chin, bo są tańsze za sprawą chińskich rządowych subsydiów. Unijne cła wyrównawcze na chińskie e-auta (od 7,8 do 35 proc.) niewiele pomogły. W tym samym czasie europejski przemysł traci udziały w rynku chińskim, od którego się uzależnił, i musi zmagać się z nierealistycznymi wymaganiami w Unii Europejskiej.
Najtrudniejsze jest ekspresowe tempo ograniczania emisji CO₂. Żądanie, by za 10 lat wszystkie nowe samochody osobowe i dostawcze sprzedawane w UE nie emitowały dwutlenku węgla, stało się wyrokiem na silniki spalinowe. Wynaleziono je w Europie i Europa jako pierwsza chce się ich pozbyć, zastępując silnikiem elektrycznym zasilanym z akumulatorów (BEV). To wymusza rewolucyjną zmianę produkcyjną: nowe technologie, nowi kooperanci i poddostawcy, nowe części i podzespoły, nowe surowce, nowe kompetencje pracowników.
Czasu do ostatecznej transformacji zostało dramatycznie mało. Możemy nie przetrwać, Europa straci suwerenność w kluczowych sektorach i technologiach, przekonują koncerny. Europejska motoryzacja się kurczy. Tylko w 2025 r. pracę straciło 50 tys. pracowników w przemyśle części samochodowych. Już choćby dlatego, że silnik spalinowy składa się z ponad 2 tys. części, a elektryczny tylko z 200, które zresztą najtaniej produkowane są w Azji.
Czytaj też: