Gawkowski kontra GAFA
Gawkowski kontra GAFA. Trwa bój o podatek cyfrowy. Uczucia są mieszane, Trump się nie ucieszy
Projekt ustawy nosi tajemniczy tytuł „o podatku rekompensującym od niektórych usług”, jednak wszyscy mówią krótko: podatek cyfrowy. Minister Krzysztof Gawkowski używa też określenia „podatek równościowy” i zapewnia jednocześnie, że „nie jest podatkiem antyamerykańskim”. Mają być nim obciążone podmioty osiągające w ciągu roku minimum 1 mld euro obrotu, z czego w Polsce przynajmniej 25 mln zł, bez względu na ich rezydencję podatkową lub siedzibę. W praktyce oznacza to, że na celowniku znajdą się amerykańskie big techy, zwane popularnie GAFA lub GAFAM, czyli Google (Alphabet), Amazon, Facebook (Meta), Apple i Microsoft. Gawkowski deklaruje, że nie tylko one, bo są przecież inne, np. właściciele podbijających polski rynek chińskich platform e-handlu Temu, Shein czy AliExpress.
Przedmiotem opodatkowania będzie oferowanie reklamy ukierunkowanej, tzn. wyświetlanie reklam dostosowanych do konkretnego użytkownika platform społecznościowych i pośredniczących w sprzedaży towarów lub usług. Więc także sprzedaży treści cyfrowych, w tym wideo, audio, gier lub tekstów tworzonych przez użytkowników.
Wyłączeni z podatku będą operatorzy usług e-płatności, dostawcy usług komunikacyjnych, sklepy z aplikacjami czy grami, a także banki i inne regulowane instytucje finansowe. Wyłączenie dotyczyć ma też platform streamingowych VOD, które już są obciążone specjalnym podatkiem (1,5 proc. od przychodu z opłat od użytkowników lub z reklam) zasilającym Polski Instytut Sztuki Filmowej. Stawka podatku cyfrowego ma wynosić 3 proc. przychodów uzyskanych w Polsce.
Ministerstwo Cyfryzacji spodziewa się z tego tytułu 1,7 mld zł w pierwszym roku, 2 mld zł w drugim i trzecim oraz 3 mld zł w kolejnych latach. W ciągu 10 lat kasa państwa ma się wzbogacić o ponad 31,5 mld zł.