Łapanie wody w durszlak
NFZ jest jak durszlak. Dlaczego nic z tym nie robi i płaci? „Wyciekną z niego każde pieniądze”
JOANNA SOLSKA: – Był pan pierwszą osobą, która już przed dwoma laty alarmowała w mediach medycznych, że zarobki niektórych lekarzy stały się nieprzyzwoicie wysokie, wtedy problem przemilczano. Sądzi pan, że jak nie będą zarabiać więcej niż 240 zł za godzinę, to sytuacja pacjentów się poprawi?
JERZY OSTROUCH: – Moim zdaniem NFZ musiałby zdiagnozować, gdzie wydaje pieniądze nieracjonalnie. Ma tę wiedzę w swoim systemie, ale nie chce z niej skorzystać.
Podpowie mu pan?
Niejednokrotnie to robiłem, mam to także w papierach sądowych.
Tych mówiących, że na bólu można w Polsce nieźle zarobić.
Chociażby. Pacjenci z bólem mają bardzo utrudniony dostęp do specjalistów, którzy mogliby im pomóc; w woj. lubuskim szczególnie. Kiedy więc zgłosił się do mnie doktor, gotów poprowadzić w Gorzowie Wielkopolskim poradnię leczenia bólu, uznałem, że spadł mi z nieba. Oczywiście za wysoki procent od dobrze wycenionej procedury. Po pierwszym miesiącu wystawił fakturę na ok. 100 tys. zł, po następnym już na ok. 200 tys.
Trochę się zdziwiłem, bo lekarze w przyszpitalnych poradniach raczej kokosów nie zarabiają. Doktor wykonywał procedurę o nazwie neuroliza, co oznacza czasowe albo trwałe uszkodzenie nerwu, po którym pacjent nie powinien odczuwać bólu co najmniej przez dwa miesiące. Kiedy okazało się, że jego grupa pacjentów prawie się nie zmienia i te same osoby zgłaszają się na zabiegi co kilka dni, nabrałem wątpliwości.
Poinformował pan NFZ?
Fundusz stanął na stanowisku, że zabiegi w naszej poradni nie są neurolizą, więc wykonywanej u nas procedury jako neurolizy nie rozliczy. Zażądałem od doktora, żeby zmienił kwalifikację procedury, ale się nie zgodził. Więc za kolejne dwa miesiące już mu nie zapłaciliśmy, był 2024 r.