Celne strzały
Koniec tanich zakupów z Chin? Liczba paczek spadła, ale Temu, Shein i Aliexpress się nie martwią
Serwis Temu swoim znakiem rozpoznawczym uczynił agresywne komunikaty o promocjach, rabatach, okazjach i wyprzedażach. Korzystający ze strony, a zwłaszcza z aplikacji, mogą poczuć się jak na wirtualnym bazarze, gdzie zamiast krzyczących sprzedawców pojawiają się nieustannie powiadomienia i zachęty do zakupu. Nawet tak przykre dla siebie zjawisko jak unijne cło Temu próbuje teraz obrócić na własną korzyść. Przekonuje klientów, że nie mają się czym martwić, bo aż 40 proc. nowych dopłat Chińczycy biorą na siebie.
Od 1 lipca paczki wysyłane spoza Unii Europejskiej do krajów Wspólnoty, w tym Polski, objęte są zryczałtowanym cłem. Wynosi ono 3 euro powiększone o VAT (w praktyce to ok. 16 zł) za każdą kategorię produktu. Kto zamawia na przykład kilka par skarpetek, ten płaci tylko 16 zł więcej. Ale jeśli w jednej przesyłce znajdą się przykładowo towary trzech różnych kategorii, jak skarpetki, okulary przeciwsłoneczne i flamastry, wtedy dopłata wynosi już 48 zł.
Nowe cła działają
To pierwsza próba ograniczenia zalewu paczek z Chin, których bezpośrednio do konsumentów Unii przybywa już ponad 5 mld rocznie, a do samej Polski ok. 100 mln. Do niedawna przesyłki o deklarowanej wartości do 150 euro (w praktyce nikt nie sprawdzał, czy tak rzeczywiście jest) były zwolnione z cła. Jakie są efekty nowych regulacji?
Na razie wiadomo jedno: liczba przesyłek z Państwa Środka rzeczywiście się zmniejszyła. Poszczególne kraje donoszą nawet o kilkudziesięcioprocentowych spadkach. Spektakularne są dane naszego Ministerstwa Finansów za lipiec. Liczba zgłoszeń celnych paczek spoza Unii o niewielkiej wartości (do 150 euro) wyniosła 2,1 mln – aż o połowę mniej niż w czerwcu.
To powrót do poziomu z ubiegłego roku. Wówczas średnio miesięcznie takich przesyłek przybywało poprzez nasze lotniska i porty ok.