Rząd chce ograniczyć rozliczenia gotówkowe. Skąd niechęć do papierowych pieniędzy?

Kto nie lubi gotówki
Zwolennicy i przeciwnicy nowych propozycji wskazują wygodne dla siebie przykłady z innych krajów europejskich.
Polityka

Coraz więcej krajów strefy euro apeluje o wycofanie pięćsetki z obiegu. Zastanawia się nad tym również Europejski Bank Centralny, chociaż przez wiele lat bronił fioletowego banknotu.
Marek Sobczak/Polityka

Coraz więcej krajów strefy euro apeluje o wycofanie pięćsetki z obiegu. Zastanawia się nad tym również Europejski Bank Centralny, chociaż przez wiele lat bronił fioletowego banknotu.

Henryk Sawko/PantherMedia

audio

AudioPolityka Cezary Kowanda - Kto nie lubi gotówki

Podczas Forum Ekonomicznego w Davos prezes Deutsche Bank John Cryan przypuścił na gotówkę zdecydowany atak. To kosztowny i nieefektywny wynalazek – stwierdził stanowczo. A później pokusił się o kontrowersyjną prognozę: gotówka w ciągu najbliższych dziesięciu lat zniknie, wszyscy będziemy płacić kartami i przelewami. Mało kto podziela tak śmiałe poglądy, zwłaszcza że gotówka nawet w bogatych krajach ma się wciąż całkiem dobrze. Na jej korzyść działa zwłaszcza niepewna sytuacja gospodarcza i wprowadzanie przez banki centralne ujemnych stóp procentowych. Niektórzy boją się, że za trzymanie pieniędzy na koncie banki każą płacić również klientom indywidualnym. (O tym, dlaczego Polacy lubią posługiwać się papierowym pieniądzem, pisaliśmy w POLITYCE 8).

Nadchodzi nowe

Jednak prób ograniczania roli gotówki jest coraz więcej. Także w Polsce. Nasz resort finansów wziął ostatnio pod lupę przepisy dotyczące transakcji między przedsiębiorcami. Zgodnie z przepisami zawartymi w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej firmy mogą rozliczać się w gotówce tylko wtedy, gdy wartość transakcji jest niższa niż równowartość 15 tys. euro, czyli ok. 65 tys. zł. Co ważne, dzielenie zapłaty na kilka odrębnych transakcji o mniejszej wartości nie pozwala ominąć tego przepisu. Także wówczas płatność musi odbyć się za pośrednictwem konta bankowego.

Takie zasady obowiązują od 2004 r. Wcześniej limit wynosił tylko 3 tys. euro, ale ówczesny rząd zdecydował się go podnieść, bo wiele mniejszych firm nie miało jeszcze kont, a i sieć oddziałów bankowych była dużo mniejsza niż dziś. Minister finansów poprzedniego rządu sugerował powrót do progu rozliczeń gotówkowych na poziomie 3 tys. euro, ale jego pomysł skutecznie zablokowało Ministerstwo Gospodarki.

Obecny resort finansów potrzebę ograniczenia transakcji gotówkowych uzasadnia tym, że stosunkowo wysoki limit sprzyja szarej strefie, a niektóre firmy rozliczają się w gotówce, by uniknąć płacenia podatków. Proponuje, żeby limit obniżyć do 15 tys. zł. To wywołuje kontrowersje. Część firm uważa, że to działanie na korzyść banków, które w razie wprowadzenia tego rozwiązania będą zarabiać na obsłudze większej liczby transakcji niż dotąd.

Żeby nowy limit był naprawdę respektowany, Ministerstwo Finansów mówi o wprowadzeniu prostej i bolesnej sankcji. Jeśli przedsiębiorca zapłaci drugiemu w gotówce, przekraczając dopuszczalną granicę, nie będzie mógł wydanej kwoty uwzględnić w kosztach uzyskania przychodu. W ten sposób straci konkretne pieniądze. Na takiej zmianie na pewno zyskałby budżet państwa. Ucierpieliby jednak ci przedsiębiorcy, którzy choć rozliczają się w gotówce, bo tak im z różnych powodów wygodniej, uczciwie płacą podatki.

Różne preteksty, różne limity

Zwolennicy i przeciwnicy nowych propozycji wskazują wygodne dla siebie przykłady z innych krajów europejskich. Nie mają z tym kłopotu, bo w Europie nie ma pod tym względem spójnej polityki. Każdy kraj sam decyduje, czy wprowadzić limity rozliczeń gotówkowych, na jakim poziomie i dla kogo. Polska do tej pory korzystała z rozwiązania pośredniego: limit jest, ale dość wysoki i dotyczy tylko przedsiębiorstw. Osoby fizyczne mogą rozliczać się gotówkowo bez ograniczeń zarówno między sobą, jak i z firmami. Tego akurat resort finansów nie zamierza zresztą zmieniać.

Tymczasem w niektórych krajach europejskich surowe ograniczenia płatności gotówką dotyczą również zwykłych ludzi. Najostrzejsze przepisy obowiązują na południu kontynentu, gdzie szara strefa jest największa. W Grecji na przykład przelewem, czekiem albo kartą muszą być opłacone transakcje już powyżej 1,5 tys. euro. Wyjątek uczyniono tylko dla sprzedaży samochodów. W Portugalii bezgotówkowo trzeba płacić za towar wart więcej niż 1 tys. euro. Sąsiednia Hiszpania jest nieco bardziej liberalna, zwłaszcza dla turystów. O ile Hiszpanom wolno płacić gotówką tylko do 2,5 tys. euro, limit dla obcokrajowców wynosi 15 tys. euro. We Włoszech do niedawna limit wynosił 1 tys. euro. Rząd podniósł go ostatnio do 3 tys. euro, o co zabiegał m.in. przemysł turystyczny. Obcokrajowcy mogą zapłacić gotówką do 15 tys. euro, ale firmę czeka wtedy mnóstwo papierkowej roboty.

W naszym regionie Europy limity są wyższe. W Czechach to 13 tys. euro, na Słowacji 5 tys. euro dla firm i 15 tys. dla osób fizycznych. Węgrzy limity wprowadzili jedynie dla firm, ale za to na poziomie ok. 5 tys. euro.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną