Społeczeństwo

Cierpliwości!

Polemika minister edukacji z tekstem "Licea niekształcące"

Uczeń to nie samochód, który można naprawić w jeden dzień. Nie da się z niego wyjąć wiedzy, którą posiadł, i włożyć mu do głowy inną, lepszą i nowocześniejszą.  - uważa minister edukacji Katarzyna Hall. Uczeń to nie samochód, który można naprawić w jeden dzień. Nie da się z niego wyjąć wiedzy, którą posiadł, i włożyć mu do głowy inną, lepszą i nowocześniejszą. - uważa minister edukacji Katarzyna Hall. Polityka
Opublikowany w POLITYCE (40) artykuł o fatalnej kondycji polskich ogólniaków, wywołał żywą dyskusję. Oto polemika minister edukacji Katarzyny Hall oraz wybrane z dyskusji (www.polityka.pl/debata) głosy naszych czytelników.

Nie jestem, podobnie jak pani Anna Świątek, zadowolona z poziomu umiejętności obecnych absolwentów polskich szkół. Nie mogę się jednak zgodzić z obrazem odmalowanym w artykule i wieloma przekłamaniami co do faktów, ale przede wszystkim – z wyraźnie odczuwalną w nim niechęcią do ucznia i zamknięciem się na jego autentyczne potrzeby. Mam prawo tak ten tekst odbierać, bo jestem nauczycielką z powołania i wszystko, co zawsze robiłam, było i jest podyktowane otwieraniem się na uczniów takich, jakimi są.

Przez lata przeszłam rozmaite szczeble pracy w szkole i dla szkoły, zdaję sobie sprawę z tego, co jej dolega i czego jej trzeba. Wiem, jak ważny jest dobry fundament programowy dla szkoły, dający zarówno klarowne ramy pracy, jak i autonomię nauczyciela. Dlatego właśnie swoją pracę w Ministerstwie Edukacji Narodowej rozpoczęłam od opracowania nowej podstawy programowej. Udało mi się doprowadzić do ścisłej współpracy licznego grona praktyków i ekspertów akademickich, a potem zebrać tysiące opinii zainteresowanych osób, by następnie wcielić w życie zmiany programowe od września 2009 r. Objęły one najpierw przedszkolaki i uczniów klas pierwszych szkół podstawowych oraz gimnazjów. Do liceum – czyli do autorki „Liceów niekształcących” POLITYKA 40 – ta zmiana dotrze od września 2012 r.

Uczeń to nie samochód, który można naprawić w jeden dzień. Nie da się z niego wyjąć wiedzy, którą posiadł, i włożyć mu do głowy inną, lepszą i nowocześniejszą. Sporo czasu musi zająć wyposażanie uczniów w nowe kompetencje, takie jak umiejętność współpracy czy samodzielnego pogłębiania zainteresowań. Na efekty, czyli lepiej wykształconego, solidniej przygotowanego do studiowania i pracy absolwenta polskiej szkoły musimy zaczekać przynajmniej do 2015 r., gdy objęci zmienionymi programami uczniowie zakończą w większości swoją edukację ponadgimnazjalną.

Jesteśmy na półmetku wdrażania zmian programowych. Przedszkola, gimnazja i klasy I–III szkoły podstawowej uczą już „po nowemu”. Wykształcony nowocześnie absolwent szkoły podstawowej, liceum i zasadniczej szkoły zawodowej pojawi się w 2015 r., zaś absolwent technikum – po 2016 r. Uczeń, który zaczął edukację w klasie pierwszej szkoły podstawowej w 2009 r., do matury będzie się przygotowywał najprawdopodobniej około roku 2021r.! Warto cierpliwie poczekać na efekty wprowadzanych zmian.

Ogromnym sentymentem autorka darzy szkołę wtłaczającą do głów uczniów nieprzytomną liczbę informacji, jakby to właśnie liczba tych wiadomości świadczyła o wartości szkoły. Wiedza to jednak coś znacznie więcej. Zresztą tempo zmian technologicznych i zalew informacji sprawia, że nasze wykształcenie szybko się dezaktualizuje. Dziś nauczyciel nie może już być traktowany jako jedyne źródło wiedzy, może natomiast stawać się przewodnikiem ucznia po świecie wiedzy, kimś, kto wprowadzi porządek w gąszcz informacji, jednocześnie wskazując rafy nierzetelnych źródeł. Nie możemy liczyć na to, że da się ucznia wykształcić raz na zawsze. Uczymy dziś po to, by absolwent umiał uczyć się samodzielnie przez całe życie, miał rozbudzone w tym względzie potrzeby i czuł, że potrafi sprostać wyzwaniom.

Nowa podstawa programowa jest dostosowana do zmieniającego się świata i stawia, oprócz przekazywania wiedzy, przede wszystkim na uczenie kompetencji. Odchodzimy w niej od trzykrotnego uczenia tego samego. Łączymy programowo gimnazjum z liceum, wydłużając i pogłębiając obowiązkowe kształcenie ogólne, w tym nauczanie historii, we wszystkich szkołach ponadgimnazjalnych, również zawodowych.

W liceach i technikach często zdarzają się uczniowie już dorośli. Prawny obowiązek nauki istnieje jedynie do 18 roku życia. Dorosłych ludzi należy traktować poważnie. Szkoły mogą mieć różne swoje regulaminy, oceniać zachowanie uczniów, wymagać odpowiednich postaw, oceniać ich wiedzę, wreszcie – jeśli trzeba – również nie dawać promocji. Natomiast nie mogą zmusić pełnoletniego ucznia do chodzenia do szkoły. Szkoła to nie więzienie. Mamy wielu obywateli nieposiadających wykształcenia średniego, co w niczym nie ogranicza ich praw obywatelskich. Decyzja o niechodzeniu do szkoły jest wyborem. Na podstawie tego wyboru dorosły człowiek może nie uzyskać pozytywnego świadectwa, bo z kolei szkoła może efekty pracy ucznia ocenić negatywnie. Też ma do tego prawo.

Szkolne zasady oceniania mogą przewidzieć, że do promocji uprawnia dopiero pozytywne napisanie zasadniczych prac klasowych, a nie jakieś mało ważne oceny cząstkowe, jak to opisuje autorka artykułu. Podobnie promowanie z oceną niedostateczną – to tylko możliwość dana radzie pedagogicznej (żeby mogła ona uwzględnić specyficzną, trudną życiową sytuację ucznia i dać mu szansę), a nie obowiązek. Przecież także na studiach możliwe jest warunkowe wpisanie studenta na kolejny rok. Jeśli autorka narzeka na pobłażliwe podchodzenie do nieobecności uczniów, na promowanie na podstawie mało ważnych ocen czy promowanie z oceną niedostateczną, to znaczy, że narzeka na zasady obowiązujące w jej szkole. Prawo daje teraz szkole spore pole do rozstrzygania o sprawach, które najlepiej rozwiązuje się wewnątrz szkoły, trzeba tylko z niego mądrze korzystać – znam wiele szkół, które umieją to robić rozsądnie.

Przedstawiona przez autorkę charakterystyka „spowszechnionych” polskich uczniów jest, moim zdaniem, mocno dla nich obraźliwa – albo raczej wystawia złe świadectwo tak postrzegającym ich nauczycielom. Znam bardzo wielu nauczycieli umiejących zaciekawić wychowanków swoim przedmiotem, rozbudzać ich pasje i zainteresowania, uczących szacunku do wiedzy, chodzących z nimi do teatrów, na koncerty i do muzeów, analizujących razem zjawiska przyrodnicze i społeczne. Szkoła z takimi nauczycielami nie jest nudnym przymusem, a oni sami nie czują się wtedy traktowani przez uczniów jak urzędnicy. Obyśmy takich szkół mieli jak najwięcej. Badania wskazują, że dziś 54 proc. uczniów postrzega szkołę jako miejsce, w którym naprawdę się rozwijają, czują, że idą naprzód. Pięć lat temu takich uczniów było tylko 30 proc. Wierzę, że za kolejne pięć lat, kiedy nowe programy obejmą wszystkie klasy, tych, co czują, że w szkole naprawdę się rozwijają, będzie zdecydowana większość. To właśnie po to systematycznie pracowaliśmy nad zwiększaniem autonomii polskiej szkoły.

Tytuł pochodzi od redakcji.

Polityka 41.2011 (2828) z dnia 04.10.2011; Debata; s. 96
Oryginalny tytuł tekstu: "Cierpliwości!"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Ludwika i Henryk Wujcowie – człowieka porządnego portret podwójny

Próbując zdefiniować dobro, ludzie powinni przede wszystkim ustalić, czego nie wolno, choć niby nie powinno się zaczynać od zakazów.

Katarzyna Czarnecka
27.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną