Jak w mieście można żywić się za darmo

Miastożercy
Jedzenie w takiej Warszawie można znaleźć wszędzie. Przy placu Wilsona, w Łazienkach, niedaleko kominów elektrociepłowni na Siekierkach, w kontenerach na śmieci sklepu przy Indiry Gandhi na Ursynowie.

Już niedługo przyjdzie czas, kiedy Gosia i Agnieszka zaczną chować ręce w kieszeniach. Gosia będzie codzienne wozić ze sobą nieprzemakalną torbę. Agnieszka po cichu jęczeć podczas pisania na komputerze, bo każdy ruch podrapanych ramion będzie sprawiał ból. Obie zaczną się rozglądać po Warszawie. Wąchać ją, dotykać, wyciskać, przecierać. Aż końcówki palców i paznokcie zrobią się czarne od miąższu i soku. A potem, już jesienią, przy otwieraniu kolejnych słoików z przetworami, ten sok, ciepły i lepiący, będą sobie przypominać.

Mirabelki

Leżały na ziemi, koło wejścia do metra Racławicka na Mokotowie. Żółte kulki na szarym chodniku w samym centrum dużego miasta. W głowie Agnieszki pojawiła się niecodzienna myśl: zjem to. Wystarczy przecież je podnieść, zanieść do domu i umyć. Tak się zaczęło. Na początku po prostu jako eksperyment. Lato 2011 r. Niektóre mirabelki były małe, inne twarde, jedne miodowo słodkie, inne dosyć kwaśne. To śmieszne, pomyślała Agnieszka, przejeżdżała obok tych owoców codziennie, tygodniami, ale dopiero teraz je zobaczyła.

Zbiorowa nauka przygotowania soku z kwiatów czarnego bzu.
Piotr Kała

Zbiorowa nauka przygotowania soku z kwiatów czarnego bzu.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną